Gdy Polska weźmie pożyczkę SAFE, podpisze kontrakty z firmami zbrojeniowymi, a rząd stworzyłaby obecna opozycja, Komisja Europejska zawiesi wypłatę rat kredytu.
Instrument finansowy SAFE, mający być zbawieniem dla Polski, największym rozrusznikiem polskiej gospodarki od czasów chrztu Polski, gwarantem powstania największej w dziejach potęgi militarnej, relatywnie większej od tej z pierwszej połowy XVII wieku (za panowania Zygmunta III Wazy i Władysława IV Wazy) to lipa zarówno jeśli chodzi o sprzeczność z polskim prawem (w tym konstytucją), jak i unijnymi traktatami.
Wcale nie są największymi cwaniakami ci, którzy napisali rozporządzenie Rady (UE) 2025/1106 z 27 maja 2025 r. ustanawiające Instrument na rzecz Zwiększenia Bezpieczeństwa Europy („instrument SAFE”) poprzez Wzmocnienie Europejskiego Przemysłu Obronnego. Donald Tusk zapewnił, że „program SAFE od początku do końca został zaprojektowany w Polsce. To była nasza inicjatywa, nasza presja”. I Komisja Europejska „co do przecinka, co do jednej literki, uszanowała nasze propozycje”. Co nie musi być oczywiście prawdą, ale niech mu będzie, choć to go tylko obciąża. Nie są największymi cwaniakami także ci, którzy napisali ustawę z 13 lutego 2026 r. o Finansowym Instrumencie Zwiększenia Bezpieczeństwa SAFE. Jedni i drudzy są „frajerami”. W takim znaczeniu, jakie temu słowu nadał minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski.
Od strony konstytucyjnej rozporządzenie 2025/1106 rozwalcował prof. Ryszard Piotrowski, uznany konstytucjonalista. Stwierdził, że art. 90 konstytucji mówi, iż Rzeczpospolita może na podstawie umowy międzynarodowej (a taką jest ratyfikowany Traktat o Unii Europejskiej) przekazać organizacji międzynarodowej (a taką jest Unia Europejska) lub organowi międzynarodowemu (a takim jest Komisja Europejska) kompetencje organu władzy państwowej w niektórych sprawach. I one są podane. W zakresie tego, co nie jest podane, obowiązuje zasada zachowania suwerenności. Co oznacza, że nie można przekazać kompetencji składających się na istotę suwerenności, a jej elementem jest władza nad armią. Tym bardziej że w Traktacie o Unii Europejskiej zapisano, iż UE szanuje podstawowe funkcje państwa, a „w szczególności bezpieczeństwo narodowe pozostaje w zakresie wyłącznej odpowiedzialności każdego państwa członkowskiego”.
Art. 26 ust. 2 konstytucji stanowi, że „Siły Zbrojne zachowują neutralność w sprawach politycznych oraz podlegają cywilnej i demokratycznej kontroli”. Podlegają kontroli polskich władz i organów, a nie kontroli organów Unii Europejskiej. A w Polsce (art. 4 ust. 2) „Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio”, a nie przez przedstawicieli Komisji Europejskiej czy Parlamentu Europejskiego. Zgodnie z rozporządzeniem o ogólnym systemie warunkowości (2020/2092) o polskiej armii decydować będzie Komisja Europejska i Rada UE. Ale na to nie pozwala polska konstytucja, gdyż nie można przekazać Unii Europejskiej kompetencji dotyczących Sił Zbrojnych RP.
Jeżeli Komisja Europejska przyznaje sobie taką władzę, że może Polsce wstrzymać wypłatę pieniędzy z kredytu na rzecz instrumentu SAFE, ale spłacać ten kredyt Polska musi, to może chodzić także o to, żeby w ten sposób uzależnić uwolnienie rat kredytu od tego, czy kandydaci w wyborach reprezentujący obecną opozycję będą uznani przez Komisję Europejską za tych, którzy nie przestrzegają „wartości europejskich”. A wtedy będą dyskryminowani i „karani”. A kandydaci obecnej władzy - preferowani i wspierani. Czyli wybory mogą być kompletnie niedemokratyczne. Oznacza to, że Komisja Europejska będzie mogła ingerować w polskie wybory, one nie będą demokratyczne i demokratyczna nie będzie wyłoniona w nich władza.
Prof. Ryszard Piotrowski zauważył, że jeśli zaplanowano zawarcie umowy pożyczkowej z Komisją Europejską na marzec 2026 r., jest to za krótki czas, by parlament rzetelnie przygotował odpowiednie prawo. Jeżeli podejmuje się zobowiązanie działające na przyszłe pokolenia, to powinno się to dokonać na zasadzie ponadpartyjnej zgody, a nie tylko koalicyjną większością.
Zgodnie z Rozporządzeniem Rady UE 2025/1106 z 27 maja 2025 r. pożyczka jest udzielana państwu członkowskiemu (art. 5). Państwo, czyli rząd składa wniosek do Komisji Europejskiej, która przedstawia go Radzie UE (art. 8). Rada podejmuje decyzje wykonawczą, a na jej podstawie Komisja Europejska zawiera z państwem umowę pożyczki i porozumienie operacyjne (art. 10). Rządzący „rżną głupa”, że bez ustawy nie będzie pieniędzy z instrumentu SAFE. Tyle że, aby uzyskać unijną pożyczkę, rząd wcale nie potrzebuje ustawy o instrumencie finansowym SAFE. Bo procedura jej zaciągnięcia jest regulowana prawem unijnym.
Zgodnie z ustawą o finansach publicznych, w Polsce pożyczki zaciąga minister finansów. Ratyfikacja umowy pożyczki, nie jest w tej procedurze potrzebna. Tylko że ustawa tworzy nowy krajowy instrument finansowy (celowy fundusz na obronę), a SAFE jest tylko jednym ze źródeł finansowania tego funduszu. I tu robi się coraz bardziej groteskowo. Z art. 1 ust. 1 pkt 2 ustawy wynika wszak, że pożyczkę zaciąga Bank Gospodarstwa Krajowego, a nie minister finansów. A przecież ta pożyczka jest udzielana państwu, a Bank Gospodarstwa Krajowego to nie polskie państwo, choć jest państwową osobą prawną. Jeśli to państwo bierze pożyczkę (art. 5) i zawiera umowę (art. 10), nie może tego zrobić BGK. Pożyczkobiorcą i tak będzie zatem Skarb Państwa i zapis w ustawie nie jest w stanie tego zmienić.
Polski parlament nie może regulować kwestii, które reguluje już unijne rozporządzenie, a całkiem nie może zmieniać najważniejszych postanowień tego rozporządzenia. Nawet gdyby prezydent Karol Nawrocki ustawę podpisał, nie będzie mogła być stosowana. Art. 91 ust. 3 konstytucji stanowi przecież: „Jeżeli wynika to z ratyfikowanej przez Rzeczpospolitą Polską umowy konstytuującej organizację międzynarodową, prawo przez nią stanowione jest stosowane bezpośrednio, mając pierwszeństwo w przypadku kolizji z ustawami”. Czyli rozporządzenie jest ponad ustawą.
Rząd Donalda Tuska i sejmowa oraz senacka większość uważają, że są wielkimi cwaniakami. Są drobnymi. Gdyby pożyczkę zaciągnęło państwo, a nie BGK, to wpłynęłaby ona na wielkość deficytu budżetowego. A gdy zaciągnie ją BGK, to się tak nie liczy. Gwarancji Skarbu Państwa, takich jak w wypadku pożyczki SAFE dla BGK (100 proc. kapitału i odsetki), nie wlicza się w skład deficytu budżetowego. Ale wlicza się w państwowy dług publiczny. Dlatego po rządowej stronie to wszystko jest jednym wielkim kantem.
Kanciarze są też w Komisji Europejskiej i choć Tusk podkłada nogę do podkucia, i on, i jego ludzie są raczej za głupi na wymyślenie fortelu, który zastosowali autorzy rozporządzenia 2025/1106. Wykombinowali oni, że prawną podstawą unijnej pożyczki SAFE powinien być (i jest) art. 122 TFUE. Przepis ten dotyczy możliwości podjęcia przez Radę, na wniosek Komisji, środków nadzwyczajnych dla państw, które wpadły w duże trudności, np. wskutek klęsk żywiołowych, pandemii czy krachu finansów. I te środki nadzwyczajne wynikałyby z okoliczności pozostających poza państwową kontrolą. To jest piramidalna bujda, że planowe wydatki na zbrojenia są czymś w rodzaju tsunami czy COVID 19. Ale to sposób na zaciąganie przez UE kredytów dla finansowania tego, na co nie starcza składek wnoszonych przez państwa członkowskie. No i jest to forma pułapki na rządy, których polityki Komisja Europejska nie akceptuje.
Gdy już Polska (bo przecież faktycznie nie BGK) weźmie pożyczkę SAFE, podpisze kontrakty z firmami zbrojeniowymi, a rząd stworzyłaby obecna opozycja, Komisja Europejska zawiesi wypłatę rat kredytu. No i kto by nie rządził, państwo wpadnie w kłopoty. A wtedy Komisja Europejska zaoferuje pomoc, ale tylko pod warunkiem przeprowadzenia wymaganych „reform”, czyli zmiany prawa krajowego tak, że będzie ono tylko wydmuszką na potrzeby obcych. I to jest sposób na państwa oporne wobec planu stworzenia europejskiego superpaństwa. A wtedy Komisja wyciągnie rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady 2024/2509, wedle którego można „podejmować działania w celu ochrony budżetu, na przykład poprzez zawieszenie płatności, gdy nieprzestrzeganie przez państwo członkowskie odpowiednich wartości Unii i praw podstawowych ma wpływ na realizację przez to państwo członkowskie działania finansowanego ze środków finansowych Unii”. Jak to się ładnie układa.
Podpis prezydenta pod ustawą jest Tuskowi i jego ferajnie potrzebny jako alibi i zabezpieczenie. Będą mogli się na ten podpis powoływać, a jest on szczególnie cenny. Przecież wedle art. 126: „1. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej jest najwyższym przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej i gwarantem ciągłości władzy państwowej. 2. Prezydent Rzeczypospolitej czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji, stoi na straży suwerenności i bezpieczeństwa państwa oraz nienaruszalności i niepodzielności jego terytorium”. Oni myślą tak: prezydent podpisał, to rączki mamy czyste. Ale mówiąc brutalnie, Tusk i ferajna chcą prezydenta Nawrockiego wpuścić w żyrowanie rządowego i komisyjnego przekrętu, czyli w gęste maliny.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/754447-chca-prezydenta-nawrockiego-wpuscic-w-maliny
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.