„Celem polityki zagranicznej musi być polska racja stanu, a więc trwanie i przetrwanie RP w pomyślności i rozwoju, jako państwa suwerennego, samodzielnie decydującego o swojej polityce wewnętrznej i zagranicznej, we wszystkich ich obszarach” - powiedział w swoim wystąpieniu w Sejmie prof. Zbigniew Rau, poseł PiS i były szef polskiej dyplomacji. Wypowiedź padła wczoraj, podczas debaty nad exposé ministra Radosława Sikorskiego. Rau podkreślił, że polska polityka zagraniczna powinna realizować pięć imperatywów, po czym omówił każdy z nich.
Po tym jak minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski wygłosił w Sejmie informację o zadaniach polskiej polityki zagranicznej w 2026 roku (exposé), odbyła się burzliwa debata.
CZYTAJ TAKŻE:
5 imperatywów polskiej polityki zagranicznej
Do wystąpienia wicepremiera Sikorskiego odniósł się m.in. były szef MSZ Zbigniew Rau.
W szumnie zapowiadanym exposé pana ministra Sikorskiego usłyszeliśmy sporo ogólników, truizmów, ćwiczeń w życzeniowym myśleniu. Powiem, że z niektórymi z nich można by się nawet zgodzić, gdyby nie to, że nic nam nie mówią o faktycznej kondycji polityki zagranicznej tego rządu. Jednakże sytuacja międzynarodowa wokół Polski i skala wyzwań i zagrożeń, wobec których staje Rzeczpospolita, wymagają nie publicystycznego, lecz niezwykle poważnego, merytorycznego potraktowania polityki, za którą pan minister Sikorski jest konstytucyjnie odpowiedzialny
— zwrócił uwagę.
Zacznę zatem od prawd oczywistych, które w takich okolicznościach wymagają systemowego uporządkowania. Celem polityki zagranicznej musi być polska racja stanu, a więc trwanie i przetrwanie RP w pomyślności i rozwoju, jako państwa suwerennego, samodzielnie decydującego o swojej polityce wewnętrznej i zagranicznej, we wszystkich ich obszarach. Zastrzegę od razu, iż suwerenność państwa narodowego jest nie tylko możliwa, ale też – jestem o tym przekonany – pożądana w dzisiejszym świecie, o ile nie jest mylnie utożsamiana z wszechmocą, lecz z samodzielnym podejmowaniem decyzji
— powiedział.
Polska racja stanu wyznacza zasadnicze imperatywy naszej polityki zagranicznej, którymi są: uniemożliwienie Rosji terytorialnej ekspansji, uniemożliwienie Niemcom zdominowania Polski, przeciwdziałanie wznowieniu współpracy niemiecko-rosyjskiej, przeciwdziałanie wypychaniu USA z roli głównego stabilizatora bezpieczeństwa naszego kontynentu i wreszcie - zbudowanie regionalnej struktury ścisłej współpracy państw zagrożonych przez Rosję, dostatecznie silnej, by ze wsparciem Stanów Zjednoczonych bronić swej niepodległości
— zaznaczył Zbigniew Rau.
Prof. Rau: W polityce wobec USA rząd nie realizuje polskiego interesu
Kryterium sukcesu obecnego rządu w polityce zagranicznej są zatem rezultaty wypełniania tych właśnie imperatywów. Jak wypada realizacja pierwszego imperatywu, czyli uniemożliwienia Rosji imperialnej ekspansji, która dzisiaj dla Polski stanowi realne, a także (…) egzystencjalne zagrożenie? Licząc w pierwszym rzędzie na własne zdolności obronne, zdajemy sobie sprawę, iż w tym zadaniu naszym najsilniejszym, najbardziej wiarygodnym i absolutnie niezastępowalnym sojusznikiem są Stany Zjednoczone. Tylko one bowiem dysponują realnym potencjałem tak odstraszania, jak i powstrzymania Rosji
— wskazał były minister.
Nasuwa się zatem pytanie, jaki polski interes wymaga roli wiodących krytyków polityki Stanów Zjednoczonych: polskiego premiera, ministra spraw zagranicznych, a ostatnio także marszałka Sejmu? Czy nakładanie przez obecną administrację Stanów Zjednoczonych skutecznych sankcji na Rosję i podważanie lub likwidacja panowania sojuszników Rosji w rozmaitych częściach świata są sprzeczne z interesami Polski? Czy potwierdzona ostatnio, przyznana przez pana ministra, wola obecności amerykańskiej w Europie, szczególnie w Polsce, nie jest zgodna z żywotnym interesem Rzeczypospolitej? Podsumowując, w polityce obecnego rządu wobec Stanów Zjednoczonych nie ma żadnego polskiego interesu
— zwrócił uwagę.
Przejdźmy do drugiego imperatywu polskiej polityki zagranicznej, a więc uniemożliwienia Niemcom zdominowania czy wręcz zwasalizowania Polski. Stosunek obecnego rządu do Niemiec wyklucza podmiotowość. Jednym z wielu dobitnych dowodów tego stanu rzeczy jest rezygnacja z jakichkolwiek starań o zadośćuczynienie Polsce za krzywdy i szkody wyrządzone agresją i okupacją niemiecką w latach 1939–1945. Brak tej podmiotowości jest dziś powszechnie widoczny w relacjach z Unią Europejską, której instytucje w procesie przyspieszonej integracji realizują interes Niemiec, po części tylko interes Francji – interes dominacji i wasalizacji całej Unii
— podkreślił poseł.
Dlatego też pojęcie silnej Unii Europejskiej, którym ostentacyjnie i afirmatywnie posługuje się rząd, oznacza dzisiaj masowy transfer suwerenności od rządów i parlamentów narodowych państw członkowskich do centralnych organów unijnych
— dodał.
Prof. Zbigniew Rau zwrócił uwagę, że od roku 2019 r. w Brukseli „realizowany jest niemiecko-francuski program centralizacji Unii”. W jego wyniku „ponad 60 obszarów merytorycznych, w których dotąd decyzje zapadały na zasadzie jednomyślności, ma być poddane procedurom głosowania większościowego”. W ten sposób największe państwa UE zdobywają znaczną przewagę nad niewielkimi pod względem ludności państwami wschodniej flanki.
Wśród tych obszarów merytorycznych jest także wspólna polityka zagraniczna i polityka bezpieczeństwa. Zadajmy pytanie, retoryczne pytanie: Czyż zniesienie zasady jednomyślności nie otwiera drogi do zignorowania sprzeciwu wschodniej flanki Unii w razie wznowienia przez mocarstwa unijnego rdzenia, a więc przez Niemcy ze wsparciem Francji, polityki resetu z Rosją, na czym Moskwie bezsprzecznie zależy? Albo jeszcze bardziej konkretne pytanie: Czy Polska, stojąc w obliczu sytuacji analogicznej do tej z 24 lutego 2022 r., mogłaby natychmiast podjąć decyzję o wsparciu ofiary agresji dostawami uzbrojenia, a przedstawiciele jej najwyższych władz udać się – jak to uczynili prezes Jarosław Kaczyński i premier Mateusz Morawiecki – do stolicy zaatakowanego kraju, organizując koalicję chętnych, czy też musiałaby czekać na wynik większościowego głosowania w Brukseli, a więc faktycznie na zgodę Berlina wspieranego przez Paryż?
— pytał.
Oczywiście pan minister, a cóż dopiero pan premier, zaprzeczałby zasadności takich pytań, argumentując za sprawczością polskiej polityki unijnej. Ale sprawczość tę, niestety, poznajemy prawie codziennie. Poprzestanę na jednym tylko [przykładzie], ale, sądzę, bardzo wyrazistym: sprawczość w kwestii umowy Unia Europejska – Mercosur, w wyniku której załamanie polskiego rolnictwa będzie sponsorować eksport niemieckich samochodów. Podsumowując – w polityce unijnej obecnego rządu trudno doszukać się polskiego interesu, natomiast interes Niemiec za każdym razem widać gołym okiem
— ocenił Rau.
„Czy Niemcy zdemontowały już NS i NS2?”
Idźmy do trzeciego imperatywu polskiej polityki zagranicznej, a więc uniemożliwienia wznowienia współpracy niemiecko-rosyjskiej. Trzeba pamiętać, iż strategiczne partnerstwo Unii Europejskiej z Rosją było naczelnym dążeniem mocarstw unijnego rdzenia od 1991 r. aż po co najmniej 2023 r., a późniejsze deklaracje twardości, twardości ich stanowiska wobec Rosji, tych faktów zmienić przecież nie mogą. Zważywszy zatem na wszystkie unijne inicjatywy partnerstwa z Rosją ostatnich dekad, których nie ma tutaj czasu przytaczać, nie wspominając już o liczących wieki przykładach strategicznej współpracy niemiecko-rosyjskiej kosztem egzystencjalnych interesów Polaków i pozostałych narodów naszego regionu, należy zapytać: Jakie to zabezpieczenia przed powtórzeniem prób takiej współpracy jest gotów wdrożyć obecny rząd? A zatem jak rząd czy MSZ wyobraża sobie reakcję Polski w razie większościowego przegłosowania w Unii Europejskiej polityki resetu z Rosją? Jak wyobraża sobie, w konsekwencji takiego resetu, reakcję Polski chociażby na ponowne żądania Rosji dotyczące tranzytu z Białorusi do Królewca przez Polskę albo przez Litwę? Przecież Rosja zgłaszała już takie postulaty w okresie polskich negocjacji w sprawie akcesji do Unii Europejskiej, a jak pamiętamy, prezydent Jacques Chirac obiecywał Putinowi w Soczi w 2002 r. uwzględnienie jego życzeń dotyczących właśnie takiego tranzytu
— przypomniał.
Wówczas Moskwa nie była w stanie poprzeć swych żądań szantażem militarnym, ale dzisiaj już jest, a Polska mogła wtedy odmówić, nie poddając swej decyzji wynikowi głosowania większościowego w Brukseli. A jak ma być w przyszłości? Obecne deklaracje Berlina rozczarowania Rosją nie anulują zasadności takich właśnie pytań. Na ile te deklaracje są trwałe i na ile wiarygodne? Starożytni Rzymianie mawiali: facta non verba. A zatem czy Niemcy zdemontowały już gazociągi Nord Stream 1 i Nord Stream 2? Jeszcze nie? No to na co czekają?
— pytał.
W polityce obecnego rządu nie ma śladu ani działania, które mogłyby nie tylko zapobiec, ale nawet przewidzieć zagrożenie, jakim jest wspólne antypolskie działanie Niemiec i Rosji
— ocenił były szef polskiej dyplomacji.
Nie liczmy na „legion europejski”
Idźmy dalej do imperatywu czwartego, a więc przeciwdziałania wypychaniu Stanów Zjednoczonych z roli głównego stabilizatora wojskowego bezpieczeństwa naszego kontynentu. Próby zastąpienia Stanów Zjednoczonych w tej roli iluzoryczną siłą wojskową Europy, która nie istnieje(…), są szczególnie niebezpieczne dla Polski i całej wschodniej flanki NATO. Snute publicznie przez pana ministra wizje powołania legionu europejskiego należy, panie ministrze, zakwalifikować jako krotochwile, gdyż legion taki mógłby co najwyżej rozwiązywać problemy operacyjne w zakresie dyscyplinowania milicji plemiennych w Afryce Subsaharyjskiej. O realnym odstraszaniu Rosji przez siły europejskie najwięcej mówi nam wyczarterowanie ostatnio przez Bundeswehrę samolotu do przerzutu 15 żołnierzy na Grenlandię, gdzie pozostali trzy dni. Tak wygląda dzisiaj siła Europy, panie ministrze. Niezwykle niebezpieczny jest natomiast celebrowany przez obecny rząd unijny program SAFE. Jak ujął to Jacek Saryusz-Wolski, jest to faktycznie podwójny nelson założony na zdolności obronne Rzeczypospolitej. Po pierwsze, pomijając już to, że jest to gigantyczna pożyczka, konieczna do spłacania przez ponad cztery dziesięciolecia, której oferta bynajmniej, jak wiemy, wszystkich nie zadawala – przykładowo Niemcy jej dla siebie nie zaciągną – to wymusza na Polsce rezygnację z dotychczasowych zakupów sprzętu obronnego u naszego zasadniczego sojusznika – Stanów Zjednoczonych i sojusznika pochodnego – Korei Południowej.
— wskazał.
Po drugie, wypłata środków z tego programu może zostać wstrzymana zgodnie z mechanizmem, jak doskonale wiecie, warunkowości nie tylko z powodów technicznych czy finansowych, ale także z powodu oceny, a ja powiem: recydywy oceny stanu praworządności w Polsce. Podsumowując: w polityce obecnego rządu widać zatem nie tylko spolegliwe, ale wręcz entuzjastyczne działania w celu wypychania Stanów Zjednoczonych z roli głównego stabilizatora wojskowego bezpieczeństwa naszego kontynentu, co stanowi ewidentne przedkładanie przede wszystkim interesu niemieckiego nad interes Polski
— stwierdził prof. Zbigniew Rau.
Co zostało z „gry na wielu fortepianach”?
Przejdźmy wreszcie do piątego imperatywu polskiej polityki zagranicznej, a więc zbudowania regionalnej struktury ścisłej współpracy państw zagrożonych przez Rosję, dostatecznie silnej, by ze wsparciem Stanów Zjednoczonych bronić swej niepodległości. Struktura taka winna zakładać stale zacieśniającą się współpracę Polski z państwami bałtyckimi i skandynawskimi – tu się zgadzam z panem ministrem – ale także z Ukrainą, która posiada obok Polski bezpieczny militarny potencjał w regionie. W tym kontekście ważne są też relacje z naszymi sojusznikami z Trilogu, z Turcją i z Rumunią. Ale nie zapominajmy także o licznych wspólnych interesach łączących Polskę z partnerami z Grupy Wyszehradzkiej. Zważywszy na różnorodność, czasem nawet sprzeczność interesów w tej grupie, współpraca z nią wymaga szczególnie intensywnej, a ja nawet powiem, finezyjnej dyplomacji, dla której nie ma jednak alternatywy z perspektywy polskiej racji stanu. Natomiast z pewnością naszej racji stanu nie służy pokusa udziału w jakimkolwiek unijnym dyrektoriacie, jak chociażby proponowany ostatnio przez kanclerza Merza dyrektoriat Wielkiej Szóstki złożonej z Niemiec, Francji, Włoch, Hiszpanii, Polski i Niderlandów. Udział Polski w takiej konstrukcji prowadziłby do jej wyizolowania od mniejszych partnerów z regionu i wskazywałby na wątpliwy przywilej przytakiwania projektom niemiecko-francuskim pod groźbą oskarżenia nas o bycie złymi Europejczykami, a także pod groźbą usunięcia z tej grupy. Bez wątpienia aktywność obecnego rządu w regionie nie jest dostateczna
— wskazał poseł.
Wystarczy wspomnieć brak w zeszłorocznym exposé pana ministra jakiejkolwiek wzmianki o Trójmorzu i ostentacyjnie rachityczną wzmiankę w dzisiejszym exposé. Nie ulega wątpliwości, że nasi partnerzy musieli odczytać w tym kontekście jedno i drugie exposé jako ostentacyjny brak zainteresowania tą inicjatywą, inicjatywą co najmniej podważającą interesy Niemiec w regionie. Podsumowując, w polityce obecnego rządu ewidentnie brakuje kontynuacji naszych wysiłków na rzecz tworzenia sfery współpracy państw zagrożonych przez Rosję, co trudno tłumaczyć inaczej niż jako zaniechanie prób zakwestionowania pozycji Niemiec w tym regionie
— dodał Rau.
Podsumowując swoje wystąpienie, parlamentarzysta opozycji zwrócił się do większości parlamentarnej oraz rządu.
Pamiętacie państwo, jak ponad 2 lata temu, kiedy przejmowaliście władzę 13 grudnia, chełpiliście się, że będziecie w polityce zagranicznej władni grać na kilku fortepianach, a z pewnością na fortepianie europejskim i transatlantyckim? Dzisiaj nikt nie może wątpić, że do żadnego z nich nie możecie nawet się zbliżyć. Pozostały wam w ręku co najwyżej cymbały …ale wśród was i tak nie ma nawet kieszonkowego Jankiela, który potrafiłby na nich zagrać jakąkolwiek polską nutę
— podkreślił.
Podsumowanie
Podczas debaty nad exposé Radosław Sikorski w Sejmie były szef MSZ prof. Zbigniew Rau skrytykował wystąpienie ministra jako zbyt ogólne i pozbawione konkretów. Podkreślił, że celem polityki zagranicznej powinna być polska racja stanu, rozumiana jako obrona suwerenności i bezpieczeństwa państwa. Wskazał pięć kluczowych imperatywów, m.in. powstrzymywanie Rosji, przeciwdziałanie dominacji Niemiec, utrzymanie silnej roli USA w Europie oraz budowę regionalnej współpracy państw zagrożonych przez Rosję. Jego zdaniem obecny rząd nie realizuje tych celów w sposób wystarczający i działa wbrew polskim interesom.
sejm.gov.pl/X/Joanna Jaszczuk
Wszystkie najnowsze artykuły znajdziesz na wPolityce.pl/najnowsze. Nie przegap!
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/754245-rau-rzad-mial-grac-na-wielu-fortepianach-zostaly-mu-cymbaly
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.