Coraz częściej dowiadujemy się z mediów o możliwym „kompromisie” ze strony MEN w kwestii edukacji zdrowotnej. Na czym więc miałby polegać ów „kompromis” a’ la Nowacka?
Rozwiązanie siłowe
Kluczowym aspektem każdego kompromisu jest rezygnacja z części założeń przez każdą ze stron sporu. Tymczasem ze strony ponad 70 proc. rodziców [wg danych oficjalnych], którzy wypisali dzieci ze szkodliwego przedmiotu, nie ma mowy o rezygnacji.
Bo niby z czego mieliby rezygnować – ze zdrowia swoich dzieci? Z jawnej seksualizacji - na rzecz zakamuflowanej rozwiązłości ukrytej pod pojęciem tzw. kryterium świadomej zgody [kl. VII i VIII]? Z omawiania orientacji psychoseksualnej i kierunków jej rozwoju [dział zdrowie seksualne szkoła ponadpodstawowa] - na rzecz pojmowania ciąży i porodu jako źródła depresji, o czym mówi się w dziale zdrowie psychiczne? To ten właśnie dział, a z nim przeciwdziałanie depresjom nękającym młode pokolenie niesie na sztandarze MEN, stosując szantaż emocjonalny i pokrętną logikę, w której rodzice narażają jakoby zdrowie swoich dzieci i wpędzają je na ścieżkę prób samobójczych, gdyż nie dostrzegają zbawiennej roli edukacji zdrowotnej MEN.
Czy rzeczywiście przedmiot zabezpieczy uczniów przed nerwicą, alienacją, depresją …? Wątpliwości co do skuteczności projektu MEN zgłaszało wielu lekarzy, psychologów, profilaktyków i pedagogów już jesienią 2024 r. gdy propozycje B. Nowackiej ujrzały po raz pierwszy światło dzienne. Ekspertyza licząca ponad 110 stron wysłana do MEN w ramach konsultacji, konferencja w Sejmie RP, posiedzenie połączonych zespołów sejmowych, liczne publikacje i konferencje prasowe – inspirowane lub organizowane przez grupy społeczników - zostały pominięte milczeniem. W kwestii merytorycznej kluczowe zarzuty pozostały, ale nie widać oprzytomnienia resortu, który obrał rozwiązanie „siłowe”.
Uczniom grozi uobowiązkowienie odrzuconego przedmiotu, być może pod zmienioną nazwą „Zdrowie” – już od 1.09.2026 r. - oraz podtrzymanie rezygnacji z edukacji prorodzinnej, realizowanej przez lata w ramach WDŻ. Mimo woli rodziców, mimo udowodnionego łamania prawa, mimo zapaści demograficznej!
Nie tylko „zdrowie seksualne” budzi sprzeciw
„W dziale poświęconym zdrowiu psychicznemu w podstawie programowej szkół ponadpodstawowych, jako przykłady zaburzeń depresyjnych wymienione są dwa: depresja w ciąży i depresja poporodowa. Takie ukierunkowanie, bez wskazania na pozytywne aspekty macierzyństwa, może kreować w świadomości młodych ludzi – zwłaszcza dziewcząt – skojarzenie macierzyństwa przede wszystkim z zagrożeniem dla zdrowia psychicznego. Dodatkowo nastolatki mają uczyć się m.in. o przebiegu porodu z wykorzystaniem kleszczy lub próżniociągu, co również nie napawa optymizmem na myśl o ewentualnym macierzyństwie”
— pisze słusznie r.pr. Marek Puzio w najnowszym opracowaniu.
Edukacja seksualna to nie jedyny punkt zapalny, a sprowadzanie zastrzeżeń rodziców jedynie do tej sfery jest skrajną manipulacją MEN.
Równie kontrowersyjny jest np. fragment z działu „zdrowie społeczne” dla klas IV-VI szkoły podstawowej, zgodnie z którym uczeń „opisuje zmiany mogące występować w rodzinach, w tym separację, rozwód, wejście rodziców w nowe związki, adopcję, rodzicielstwo zastępcze, pojawienie się rodzeństwa, chorobę i śmierć, a także wymienia sposoby radzenia sobie w takich sytuacjach”. Pojawienie się rodzeństwa, przedstawione wśród krańcowo traumatycznych przeżyć, jak i wiele innych antyrodzinnych stwierdzeń oraz cała wymowa przedmiotu – zaprzecza delegacji ustawowej, na podstawie której „edukacja zdrowotna” została wprowadzona do podstawy programowej w polskiej szkole. Na temat aspektów „fałszywej flagi”, pod którą forsuje się przedmiot, przeprowadzona została pod gmachem MEN osobna konferencja prasowa już w lutym 2025 r. Ani jedno słowo krytyki, jakie wówczas padło, nie straciło nic ze swej aktualności.
Przypomnijmy pełną nazwę rozporządzenia podpisanego przez B. Nowacką:
ROZPORZĄDZENIE MINISTRA EDUKACJI1) z dnia 7 kwietnia 2025 r. w sprawie sposobu nauczania szkolnego oraz zakresu treści dotyczących wiedzy o życiu seksualnym człowieka, o zasadach świadomego i odpowiedzialnego rodzicielstwa, o wartości rodziny, życia w fazie prenatalnej oraz metodach i środkach świadomej prokreacji zawartych w podstawie programowej kształcenia ogólnego Na podstawie art. 4 ust. 3 ustawy z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży (Dz. U. z 2022 r. poz. 1575).
Dział „zdrowie społeczne” [dla szkół ponadpodstawowych] pełen jest przykładów podważających jakichkolwiek związek z „wartością rodziny” i „planowaniem rodziny” deklarowanymi w tytule rozporządzenia. Nakazany jest szacunek dla wszystkich i wszystkiego, wszystkie decyzje uznaje się za równie wartościowe, a decyzja o małżeństwie w ogóle nie istnieje jako zapis, gdyż nie można jej utożsamiać ze „związkiem formalnym”. W podstawie programowej czytamy, wymienione jednym tchem:
„Uczeń z szacunkiem formułuje komunikaty dotyczące decyzji innych osób związane z życiem rodzinnym, partnerskim i rodzicielskim, w tym dotyczące decyzji o związku formalnym, nieformalnym, niepozostawaniu w związku, separacji, rozwodzie, rozstaniu, rodzicielstwie, rodzicielstwie adopcyjnym i zastępczym, wielodzietności, bezdzietności, a także rozumie potencjalne skutki wymienionych sytuacji życiowych”.
Trening czyni mistrza, więc uczeń musi także - dla utrwalenia - wyszukiwać:
„przepisy prawne dotyczące uprawnień i obowiązków związanych z zawarciem związku małżeńskiego oraz z prawnymi aspektami funkcjonowania związków nieformalnych w Polsce”.
Warto wrócić do istoty tego przedmiotu, jego korzeni w polskiej szkole i sformułować zarzut o niekonstytucyjności rozporządzenia! To rola i obowiązek polityków!
Tranzycja jawnie promowana przez MEN
Przypatrzmy się kolejnym zjawiskom ”okołozdrowotnym”, które niczym kręgi na wodzie rozchodzą się tam, gdzie MEN rzucił kamień. Może rezygnacja z akceptacji siebie i swojej płci biologicznej przez uczniów w wyniku równościowej dyskusji o prawach środowisk LGBT przysporzy naszym dzieciom więcej zdrowia? Może ów „kompromis” ma polegać na fakultatywności propozycji takiej antydyskryminacyjnej dyskusji, podczas której uczeń omawia „omawia kwestie prawne i społeczne związane z przynależnością do grupy osób LGBTQ+ [program szkoły ponadpodstawowej]? W razie wyboru tego punktu programu wszechobecny w polskich szkołach stanie się tzw. tęczowy coming out. Zaistnieje on spontanicznie, sam z siebie, wreszcie na szeroką skalę, i to bez żadnej ideologizacji, której wypiera się B. Nowacka – podobnie jak stało się w innych krajach realizujących tzw. standardy WHO z ich seksualizującym modelem.
Takiej formule realizacji treści podstawy programowej przedmiotu mają służyć szkolenia dla nauczycieli edukacji zdrowotnej organizowane w międzyczasie przez Ośrodek Rozwoju Edukacji [agendy MEN].
Właśnie tej kwestii będzie poświęcona osobna konferencja prasowa „Zagrożenie dla uczniów: Promocja tranzycji na edukacji zdrowotnej” zorganizowana przez KROPS pod patronatem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich 18.02.26 o godz. 11.00 w Centrum Prasowym Foksal w Warszawie. Udział lekarza, psychologa, pedagoga i prawnika gwarantuje merytoryczną prezentację bardzo realnych zagrożeń.
Ciekawe, jak ważny podczas szkoleń Ośrodka Rozwoju Edukacji jest ten właśnie szczegół – czyli LGBTQ+ - obszernej podstawy programowej przedmiotu. Litera T oznacza transpłciowe osoby i to pociąga dalszą lawinę… Wprost na szkoleniach wskazuje się tranzycję jako metodę przeciwdziałania depresjom. A przecież wahania nastrojów, brak akceptacji siebie [niekoniecznie tylko skupione wokół kwestii własnej płci] to częste zjawiska na etapie dojrzewania. Te wahania utożsamiane są coraz powszechniej z wahaniami w kwestii tożsamości płciowej i nakręcane mediami społecznościowymi oraz sterowane poprzez algorytmy w kierunku fałszywej „zmiany płci”. To oczywiste, że biologiczna tożsamość człowieka jest zdeterminowana na poziomie genetycznym, wygląd nie ma wpływu na faktyczną – a nie wydumaną płeć, ale o tym nie mówi się na edukacji zdrowotnej B. Nowackiej.
Jedna gruntownie i atrakcyjnie, tolerancyjnie i progresywnie, wyjaśniona litera T może zaważyć na losach naszego dziecka. Manipulacja w sieci, jakiej poddawani są młodzi ludzie zachęceni do poszukiwań w zakresie tożsamości, ma ścisły związek z rozwiniętym biznesem „dilerki hormonami”, czyli z czarnym rynkiem blokerów dojrzewania. Ich łatwa dostępność, lewe recepty, skorumpowani pośrednicy z grona medyków nakręcają wielki rynek farmaceutyczny. Nie bez winy są złe, powierzchowne lub zbyt szybko stawiane przez psychologów diagnozy odnośnie do faktycznych przyczyn problemów młodocianych pacjentów. To nagminne zjawisko.
Skutkiem jest okaleczone pokolenie w wielu krajach, na czele z Wielką Brytanią. Efektem ubocznym – toczące się na wielką skalę procesy sądowe pokrzywdzonych, którzy oczekują wysokich odszkodowań – dziewcząt bez piersi i narządów rodnych oraz wykastowanych chłopców. Czy w „nowym ciele” przestali być kobietami i mężczyznami? Czy zyskali równowagę ducha i zaakceptowali siebie - tak okaleczonymi i uzależnionymi od różnorodnych terapii do końca życia? Często przeżywają teraz ponowny coming out i opowiadają o niekończącej się traumie przed kamerami, jak Magda w przejmującym filmie nakręconym dla Centrum Życia i Rodziny już 2 lata temu
Czy możliwy jest „kompromis”: może usunięcie jednej piersi, a nie… obu? [Proszę wybaczyć drastyczność obrazu].
Manipulacje i pseudokonsultacje
Fałszywy „kompromis” polega także na przywoływaniu opinii jednych środowisk i organizacji, a pomijaniu lub dyskredytowaniu innych. Przejawy arogancji i lekceważenia ze strony B. Nowackiej dotknęły niejednokrotnie tzw. „środowiska konserwatywne” – w istocie normalnych rodziców broniących dobra swoich dzieci.
MEN powołuje się obecnie na konsultacje z siecią nazwaną SOS dla edukacji, działającą pod parasolem organizacyjnym Fundacji Civis Polonus finansowanej przez Fundację Batorego.
Fundacja Civis Polonus otrzymała wsparcie finansowe Fundacji Batorego na prowadzenie i koordynację inicjatywy Sieć Organizacji Społecznych dla Edukacji - czytamy na stronie Fundacji.
https://civispolonus.org.pl/projekty/sekretariat-sos-dla-edukacji#:~:text=Fundacja%20Civis%20Polonus%20%2D%20Sekretariat%20SOS%20dla%20Edukacji.
Metoda wybierania i modelowania adwersarzy, ośmieszania opinii przeciwstawnych do własnych, inwektywy, zastraszanie, zamilczanie i wreszcie upolitycznianie sporu – to norma stosowana przez rząd Koalicji 13 grudnia.
Skandaliczny sposób prowadzenia takiego „dialogu” ujawnił przedstawiciel jednej z organizacji bardzo przyjaznych LGBT podczas niedawnej debaty o edukacji zdrowotnej w Strefie Edukacji. Mając na wprost siebie obecnych w studio oponentów użył określenia konserwatywna „szuria”. „Kompromis”? Kogo z kim?
Podstawa programowa „edukacji zdrowotnej” jest nacechowana światopoglądowo w wielu działach i w różnym natężeniu, niekiedy poprzez zastosowanie kontrowersyjnego pojęcia czy wybiórczą egzemplifikację. Nie ogranicza się do kwestii medycznych czy biologicznych, co jest podnoszone na sztandarze przez MEN, ale ma wprost kształtować system wartości i światopogląd ucznia.
Stąd w podstawie mowa o „wykluczaniu wszelkich form dyskryminacji ze względu na ludzką różnorodność” [dział wartości i postawy] o „mowie nienawiści”, klimacie [ w dziale „zdrowie środowiskowe”], a nie tylko o seksualności, której dział może będzie ostatecznie – w ramach nagłaśnianego „kompromisu” - fakultatywny. Fakultatywny nie oznacza – dobrowolny, a tylko – np. zależny od decyzji dyrekcji lub prowadzącego nauczyciela. Może być też i tak w niejednej szkole: „Dziś realizujemy temat o „zdrowiu seksualnym”. Otwieramy podręcznik na stronie x: „Zdrowie seksualne. Fakultet”. Uczniów, którym rodzice zabronili uczęszczać na zajęcia – proszę o zajęcie się sobą i nie przeszkadzanie w prowadzeniu lekcji. Możecie zostać w klasie, gdyż biblioteka jest dziś nieczynna”.
W proponowanej Reformie26 fakultatywność sprowadzona do decyzji nauczycieli, modułowość i doświadczenia edukacyjne relatywizują treści programowe, rozmywają ramy przedmiotów, stwarzają „szarą strefę” możliwych nadużyć. Dotyczy to także podstawy edukacji zdrowotnej. Istnieje realne zagrożenie, iż progresywnie nastawiona – a w istocie opresyjna – szkoła może zafundować uczniom każdą kontrowersyjną treść – wystarczy uchylić drzwi. Czy tu jest miejsce na kompromis?
Potrzebna jest determinacja i rodziców, i polityków
Podkreślić trzeba następujące zagrożenia: traktowanie zdrowia jak fetysz, niwelujący inne wartości, destabilizację identyfikacji płciowej i promocję tranzycji, formatowanie postaw antyrodzinnych i sprzyjanie związkom bez sakramentów i zobowiązań, kształtowanie postaw egoistycznych, nastawionych na własny, płytko pojmowany dobrostan, wywoływanie lękiem bezkrytycznych postaw proszczepionkowych, dieta planetarna, klimatyzm. Ponadto zbyt wczesne informowanie o szerokich uzależnieniach, źródłach depresji [kojarzonych wyłącznie z ciążą i porodem], problemach zdrowotnych, w tym psychiatrycznych, może być destabilizujące dla psychiki dzieci i młodzieży na tak wczesnym etapie rozwoju i prowadzić do skrzywienia naturalnych i zdrowych postaw.
„Wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej – nawet przy formalnym wyłączeniu z zakresu obowiązkowego „wychowania seksualnego” – będzie skutkowało naruszeniem art. 48 ust. 1 Konstytucji RP, według którego rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami, w tym również, co podkreślono w art. 53 ust. 3 ustawy zasadniczej, w obszarze norm moralnych i religijnych”
– konkluduje M. Puzio.
Obecny etap sporu zasługuje na interwencję „z zewnątrz”. Być może Rada Prezydencka byłaby tu ważnym rozjemcą między rodzicami zdeterminowanymi, by bronić swych dzieci, a resortem, który ingeruje w tkankę najbardziej czułą i wrażliwą, jaką jest wychowanie. Na dodatek czyni to cynicznie - pod pozorem obrony zdrowia ucznia.
Środowiska rodzicielskie czynią wszystko, by uchronić dzieci i młodzież przed tymi zagrożeniami, wskazując zarazem drogę sprzeciwu obywatelskiego - w razie siłowego, ignorującego wolę rodziców wprowadzenia obowiązkowego nauczania przedmiotu.
Sprawa dotyczy blisko 4 milionów uczniów, którzy mieliby uczyć się obowiązkowo tego przedmiotu w polskich szkołach, począwszy od klasy 4 do matury.
Przypomnijmy – rodzice chcą wiedzy o zdrowiu, realizowanej tak jak dotąd na 10 rozmaitych przedmiotach, wiedzy logicznie przypisanej do zagadnień, z którymi stykają się na biologii, geografii, języku polskim, informatyce, WF-ie etc. Chcą dobrej profilaktyki prowadzonej według skutecznych i sprawdzonych programów! Chcą dostępu do pełnej informacji o treściach przedmiotów i do zawartości podręczników oraz kompetentnych kadr, a nie nauczycieli WF mówiących o tranzycji.
Nie chcą natomiast dwuznacznej i skompromitowanej antyedukacji antyzdrowotnej stworzonej pod egidą prof. Z. Izdebskiego, seksuologa, a nie lekarza czy pediatry, i lekko tylko zliftingowanej. Nie chcą propagandowych haseł bez pokrycia, przedmiotu bez specjalistów i bez ujawnionych pomocy dydaktycznych.
Pseudokompromis na warunkach MEN, fałszywy i firmowany przez wybranych specjalistów i wybrane organizacje o światopoglądzie tożsamym z lewicowym resortem i popierające jego antyzdrowotne propozycje jest pokazem obłudy i zaprzeczeniem partycypacji społecznej.
Opór wszystkich opozycyjnych sił politycznych powinien obnażyć fakty i w zdeterminowany sposób się im przeciwstawić na dostępnej drodze prawnej. Czekają na to miliony rodziców, którzy powiedzieli „NIE!’ takiej antyedukacji, wypisując z niej swoje dzieci.
Tu nie chodzi o kompromis. Tu chodzi o zdrowie i przyszłe życie całego pokolenia Polaków.
Wszystkie najnowsze artykuły znajdziesz na wPolityce.pl/najnowsze. Nie przegap!
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/752979-nie-ma-zgody-na-falszywy-kompromis-w-kwestii-edukacji-zdrowotnej
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.