Włodzimierz Czarzasty - co trzeba stale powtarzać - syn komunistycznego aparatczyka, a w końcu i prokuratora, zawsze był bezczelny, hardy i butny. Przez wiele lata manifestował nawet jaskrawymi kolorami sweterków: zobaczcie jestem Czarzasty, jestem komuch, jestem mocarz, mogę wszystko, mam kolegów i układy. Możecie mnie pocałować w…
Przed takimi ludźmi wielu ustępuje, przepuszcza ich przodem, bo to wiadomo co im do łba strzeli. Grał mocarza lewicy: wykopał Millera, reszta to pionki - teraz on tu rządzi. Tuskowa układanka dała mu dwa lata temu obietnicę fotela Marszałka Sejmu. Oj jak on czekał, popisywał się przed Tuskiem uległością i liczył dni, kiedy to się stanie. Jak się doczekam, to ja wam pokażę co to znaczy „JA, CZARZASTY”. Tymczasem prowadził małe wojenki na drugim, trzecim teatrze wojny z normalną Polską. Nikt się nim specjalnie nie przejmował, no bo właściwie kto to jest Czarzasty? Lider jakiejś kilkuprocentowej partyjki, która w następnych wyborach może nawet nie przekroczyć progu wyborczego i wypaść z obiegu.
No, ale wreszcie doczekał się i zajął drugi fotel w państwie. Wtedy poczuł wiatr w żaglach: zobaczycie, że wcale nie jestem drugi, ale pierwszy. Już ja temu kibolowi z Gdańska pokażę, gdzie raki zimują. Niech sobie ustawy do Sejmu wysyła, a ja do kosza, do kosza! Tak się sprawy załatwiało, kiedy przychodziły skargi na partyjnych towarzyszy, kolegów Włodka. Wygrażanie, sroga mina, deklaracje skierowane do opozycji: ja was wszystkich załatwię, immunitetów pozbawię, diet, a na końcu pozamykam. Oj niech te czasy wrócą, gdy takich jak wy to we Wronkach i na Rakowieckiej można było oglądać.
Dla dodania sobie ducha i znaczenia pojechał do Berlina, aby tam hołdy złożyć i zapewnić, że my w tej Polsce zrobimy porządek według waszej, niemieckiej woli, ale dajcie nam jeszcze trochę czasu, bo teraz ci polscy nacjonaliści i faszyści mają wsparcie i jest trochę trudniej, ale damy radę! No i tak sobie hasał aż uwierzył, że może wszystko. Zupełnie jak sędzia Laguna grany przez Janusza Gajosa w filmie „Piłkarski Poker”. Sędzia przy pomocy Bola (Mariana Opani) przekręcił cała polską ekstraklasę. Obaj zadecydowali, kto został mistrzem, a kto zaliczył spadek. A w niezapomnianej końcowej scenie Bolo podbiega do Laguny, staje przed nim, wypina tyłek i krzyczy „Laguna to my teraz możemy wszystko”. Laguna kopie go w tyłek i zadowoleni biegną pohasać sobie na zielonej murawie. Przekładając na dzisiejsze czasy: Laguna to Tusk, a Bolo to Czarzasty.
Jednak każdy film i zabawa kiedyś się kończą. Czarzasty w swojej bucie zapomniał, że są granice tej bufonady. A nawet na podwórku chłopaki wiedzą, że do dużo silniejszych od siebie startować nie należy. A Czarzasty w jakimś szale chciał pokazać ostentacyjnie, że nawet Donald Trump mu nie podskoczy. No i dostał w dziób. Jeszcze się odgraża, jeszcze fika, udaje uśmiech jak dobrze trafiony bokser na ringu. Jednak już dobrze wie, że czas jego błazenady się skończył, prąd odłączony i za chwilę padnie na deski.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/752445-doigral-sie-czarzasty-za-chwile-padnie-na-deski
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.