Doniesienia Republiki o szokujących słowach oficera SOP, rozważających brutalne pobicie dziennikarza, mrożą krew w żyłach. Każą też zadać fundamentalne pytania o bezpieczeństwo państwa. Jeśli internetowy wpis emerytki o treści „giń człeku” sąd uznaje za groźne przewinienie wymagające surowej kary, to jak określić groźby zarejestrowane na nagraniu? Te doniesienia powinny wywołać trzęsienie ziemi. Nie jest to przecież pierwszy i jedyny skandal. Wygląda jednak na to, że patologie w sferach władzy mają własną ochronę.
„Ropą poleję” – groźby oficera SOP
„Ja mu nogi batonem połamię”, „dojadę ku..wę”, „garaż wynajmę”, „go zamknę w tym garażu, będę go ku..wę, po tygodniu wyjdzie jak wrak człowieka” – takie plany względem Piotra Nisztora snuł oficer Służby Ochrony Państwa ppłk Wojciech B., pseudonim „Biszkopt”, w rozmowie z dwiema osobami z lutego 2024 roku, której fragmenty opublikowała Republika. Opisywał też planowane tortury i chęć ukrycia ciała w wynajętym garażu. „Poleży trochę, żeby ucichło… A potem ropą poleję” – stwierdził były szef ochrony Radosława Sikorskiego. Zapytany przez współrozmówców o motywy tych planów, przyznał że chodzi o artykuły i książkę red. Nisztora („Rekiny wojny”), w których dziennikarz opisywał niejasne kontakty „Biszkopta” z handlarzem bronią.
Co ujawnił Nisztor?
W nagraniu pada nazwisko Dadak. Jak przypomina Republika, chodzi o Pierre’a D., Francuza polskiego pochodzenia, podejrzewanego o międzynarodowy handel bronią. W 2014 roku Piotr Nisztor opublikował wyniki swojego dziennikarskiego śledztwa w tygodniku „Wprost”. W tekście pt. „Co łączy ochroniarza Sikorskiego z handlarzem bronią”, opisał działania grożącego mu na nagraniu funkcjonariusza SOP:
„ABW posiadała też informację, że na pokład samolotu, którym podróżowali, podczas międzylądowania w Marsylii podobno wszedł Frank B., jeden z bossów tamtejszego półświatka. (…) Z naszych ustaleń wynika, że w podróży towarzyszyło mu dwóch funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu - Marek S. i Wojciech B”.
Z kolei „Newsweek”, który opisał tę historię w 2016 roku w tekście pt. „Jak Pierre Dadak handlował polską bronią”, relacjonował, że „gdy policja weszła na pokład, ochroniarz Dadaka wyciągnął blachę BOR”.
Czynny borowiec z Marsylii to kapitan Wojciech B., pseudonim Biszkopt, w tamtym czasie ochroniarz szefa Ministerstwa Spraw Zagranicznych Radosława Sikorskiego. Informacja o zajściu trafia do szefa BOR, który zawiesza funkcjonariusza, wszczyna wewnętrzne postępowanie, a o incydencie informuje Sikorskiego.
Minister, gdy pytamy go o borowca, odpisuje zdawkowo: „Nie mam z tą sprawą nic wspólnego. B. to profesjonalny, sprawny, sympatyczny oficer. Rychło go odwieszono”.
„Biszkopt” rzeczywiście wraca do ochrony Sikorskiego. Nie traci pracy, bo Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego nie stwierdza naruszenia przepisów. Po zmianie rządu pozostaje w służbie. Dziś szkoli młodszych funkcjonariuszy
— informowali w „Newsweeku” Wojciech Cieśla i Michał Krzymowski.
Z nagrania ujawnionego przez Republikę wynika, że Wojciech B. nadal nosi w sobie chęć zemsty za tamte publikacje.
CZYTAJ WIĘCEJ: Funkcjonariusz SOP planował zabić dziennikarza? Opublikowano nagranie. „Historia niczym z filmu gangsterskiego”
Doniesienie do prokuratury
Po opublikowaniu tych szokujących informacji, Służba Ochrony Państwa wydała oświadczenie. Poinformowała, że złożyła doniesienie do prokuratury, że Wojciech B. został odsunięty od obowiązków w październiku 2026 r. oraz że wszczęto wobec niego postępowanie dyscyplinarne. Ruchem uprzedzającym publikację Republiki, miały być ogłoszone wczoraj decyzje o odwołaniu czterech dyrektorów i jednego zastępcy w kluczowych pionach SOP.
Tylko czy to załatwia sprawę?
W jakim kraju żyjemy?
W każdym normalnym kraju taki skandal wywołałby trzęsienie ziemi. Służba Ochrony Państwa powinna być przecież jednostką elitarną. Obraz, który wyłania się z ujawnionych nagrań dowodzi raczej, że to przed niektórymi funkcjonariuszami SOP należałoby się chronić. Skoro oficer emanuje dziką żądzą zemsty niczym zwykły gangus, rodzą się kolejne pytania. Czy jest to przypadek odosobniony? Czy wszyscy politycy chronieni przez SOP są bezpieczni? Czy nad służbami specjalnymi sprawowany jest należny nadzór?
Nie było dotąd bardziej nieudolnego ministra spraw wewnętrznych i administracji niż Marcin Kierwiński. Ale to tylko emanacja tego, co stanowi zasadę działania rządu Donalda Tuska. Koncepcja Klaussa Bachmanna skierowania całej siły państwa policyjnego przeciwko PiS i prezydentowi stała się polską codziennością. Rady niemieckiego publicysty rozciągnięto na wszelkie środowiska krytykujące rząd, na czele z konserwatywnymi mediami.
Państwo Donalda Tuska staje się jawnie reżimowe. Sędzia Dariusz Łubowski, który nazwał obecny ustrój kryptodyktarurą, jest dziś prześladowany. Ten chory stan postępuje. Państwo nie realizuje podstawowych funkcji. Nie działają oczywiste mechanizmy, instytucje stają się niewydolne, dług publiczny rośnie w zastraszającym tempie, a rząd zaciąga kolejne gigantyczne pożyczki, które będziemy spłacać przez dekady. Jednocześnie opinia publiczna zalewana jest gęstą propagandą sukcesu, a dziennikarze stawiający trudne pytania i opisujący patologie władzy, traktowani są jak wrogowie. Kto na tym korzysta? Obce agentury, wpływowi lobbyści i ludzie z mafijnych układów. Pozorowane działania rządu są dla nich doskonałym podłożem. Państwo się sypie, wymiar sprawiedliwości dogorywa, a premier z rozmachem wyznacza Waldemara Żurka do przewodniczenia specjalnej komisji analizującej aferę Epsteina. Nie reaguje przy tym na żadne, poważne i alarmujące doniesienia, obciążające jego rząd. Czy w takim państwie można czuć się bezpiecznie?
CZYTAJ TAKŻE:
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/752346-czy-w-panstwie-tuska-mozna-czuc-sie-bezpiecznie-skandal-w-sop
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.