Premier Donald Tusk zamierza skorzystać z zaproszenia prezydenta Wołodymyra Zełenskiego i udać się do Kijowa na rozmowy. Szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej minister Marcin Przydacz nie ma informacji z KPRM o tym, czego te rozmowy mają dotyczyć. „Obawiam się, że też nie dowiemy po tej wizycie, bo od pół roku, od czasu, kiedy pan prezydent Nawrocki jest na urzędzie, nie otrzymaliśmy z Kancelarii Premiera ani jednej notatki z rozmów pana premiera” - powiedział goszcząc na antenie radiowej „Trójki”. Przydacz skomentował także sprawę bierności rządu wobec propozycji przystąpienia do Rady Pokoju, którą tworzy prezydent USA i działania Sikorskiego dotyczące ambasadorów.
Premier Donald Tusk w najbliższych dniach pojedzie do Kijowa na rozmowy z Wołodymyrem Zełenskim. Zaproszenie wystosował prezydent Ukrainy, której infrastruktura energetyczna jest właśnie teraz niszczona przez rosyjskie ataki. Minister Marcin Przydacz z KPRP ma nadzieję, że w czasie tej wizyty Donald Tusk podniesie ważne dla Polski kwestie.
Nie widzimy w tym nic złego, że pan premier się do Kijowa uda. Ważne, żeby też podnosić te sprawy, które są istotne z punktu widzenia naszego interesu
— powiedział gość „Trójki” minister Marcin Przydacz. Szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej uważa, że Tusk powinien podnosić w czasie swojej wizyty w Kijowie kwestie polskiego i ukraińskiego bezpieczeństwa, a także sprawę wsparcia naszego sąsiada w chwili, kiedy niszczona jest jego infrastruktura energetyczna.
Śladem efektów rozmów pana prezydenta z Warszawy, czy później z Wilna, będzie podnosił też tematy współpracy gospodarczej Polski z Ukrainą i tematy historyczne, które są istotne dla Polaków. Bo przecież Polacy tego oczekują
— stwierdził minister Przydacz, który nie spodziewa się, aby do KPRP przekazana została pełna informacja dotycząca efektów rozmów Tuska w Kijowie.
I obawiam się, że też się nie dowiemy po tej wizycie, bo od pół roku, od czasu, kiedy pan prezydent Nawrocki jest na urzędzie, nie otrzymaliśmy z Kancelarii Premiera ani jednej notatki z rozmów pana premiera
— stwierdził.
CZYTAJ TAKŻE: Donald Tusk jedzie do Kijowa: „W tym dramatycznym czasie Ukraina nie może pozostać sama”. Zaprosił go Wołodymyr Zełenski
Ambasadorzy dublerzy
Minister Przydacz bardzo jednoznacznie ocenił także zachowanie szefa polskiej dyplomacji Radosława Sikorskiego, który ma problem z uznaniem uprawnień prezydenta w zakresie powoływania ambasadorów.
On de facto dublerów sobie wysyła swoich własnych […] są ambasadorowie, którzy jeszcze funkcjonują, powinni funkcjonować w obiegu prawnym jako ambasadorowie, minister Sikorski ich zawrócił de facto siłowo do kraju, wysłał jakichś dublerów
— powiedział prezydencki minister.
Nie da się prowadzić dyplomacji przy pomocy ambasadorów dublerów
— dodał.
CZYTAJ TAKŻE: Były prezydent ostro o Schnepfie i „Konferencji Ambasadorów”: Niech sobie reprezentują prywatne firmy, ale nie Rzeczpospolitą
Tusk umywa ręce ws. Rady Pokoju
W ocnie minsitra Pzydacza rząd unika temtu przystapnia do Rady Pokoju i zrzuca go na barki prezydenta.
Były telefony wykonywane, aczkolwiek konia z rzędem temu, kto odpowie na pytanie, jakie jest stanowisko rządu w tej sprawie? Czy rząd uważa, że powinniśmy wejść do Rady Pokoju, czy nie?
— oświadczył szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej. Skomentował także przygotowaną przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych notatkę dotyczącą Rady Pokoju.
Nam nie ma nic w tej opinii, poza jakimiś okrągłymi słowami w stylu „to ciekawa, interesująca inicjatywa”, to nie ma przesadnie rozbudowanej opinii. Zrobiono unik po to, żeby pozostawić pana prezydenta z tym tematem samodzielnie. I oczywiście pan prezydent sobie doskonale poradził w rozmowie z prezydentem Trumpem. Natomiast teraz stoi przed nami pytanie, czy wchodzimy, czy nie? Prezydent przedstawił Amerykanom następujące stanowisko, że dla nas relacje ze Stanami Zjednoczonymi, jako gwarantem bezpieczeństwa, są bardzo ważne. W związku z tym, jeśli Amerykanie oczekują jakiegoś zaangażowania, jesteśmy otwarci i gotowi. Natomiast na pewno nie będziemy płacić 1 miliarda dolarów. Nie ma takiego w ogóle oczekiwania ze strony Amerykanów, to trzeba przeciąć, bo narosło bardzo dużo dezinformacji
— stwierdził minister Przydacz.
Gość „Trójki” wyjaśnił, że zaproszenie do przystąpienia do Rady Pokoju jest na trzy lata i w tym okresie żadnej opłaty się nie wnosi.
Po trzech latach gospodarz, czyli prezydent Trump, może podjąć decyzję o przedłużeniu tego mandatu. Ale za trzy lata to naprawdę dużo się może jeszcze zmienić i wydarzyć w polityce międzynarodowej. Więc my uważamy, że rząd przynajmniej powinien się w tej sprawie wypowiedzieć, a rząd nabrał wody w usta i uważa, że tematu nie ma
— ocenił.
Nobel dla Trumpa
Wicepremier, szef MSZ Radosław Sikorski zapowiedział, że poprze starania o przyznanie Pokojowej Nagrody Nobla prezydentowi USA Donaldowi Trumpowi, jeżeli uda mu się doprowadzić do sprawiedliwego pokoju w Ukrainie. Do tego stanowiska odniósł się minister Marcin Przydacz.
Prezydent Trump podejmuje szereg działań, które mają na celu doprowadzenie do pokoju na odcinku wojny rosyjskiej przeciwko Ukrainie. Jeśli udałoby się panu prezydentowi Trumpowi doprowadzić do sprawiedliwego, długotrwałego pokoju na Ukrainie, w tym sensie powstrzymać Rosję i stworzyć warunki pokojowe, to absolutnie, naprawdę bez opinii pana Czarzastego, takiego Nobla powinien absolutnie dostać
— powiedział Marcin Przydacz w „Trójce”.
Prezydent, który doprowadziłby do pokoju, takiego Nobla powinien dostać
— kontynuował. Przydacz skomentował także pomysł zapytania o zdanie Włodzimierza Czarzastego w kwestii Przyznania Pokojowej Nagrody Donaldowi Trumpowi.
Jestem zaskoczony tym, że ktokolwiek pyta marszałka Czarzastego o to, czy Donald Trump może otrzymać nagrodę Nobla, czy nie. A cóż pan marszałek Czarzasty miałby mieć do powiedzenia w sprawie przyznawania Nobla? Przecież to jakiś żart jest. Wydaje mi się dosyć absurdalne, żeby akurat byłego członka PZPR, komunistycznego działacza pytać o to, czy demokratycznie wybrany prezydent amerykański może otrzymać nagrodę Nobla, czy nie
— powiedział Marcin Przydacz.
Rozumiem, że jakiś lobbing próbowano uruchomić, ale myślę, że zabrakło tutaj czujności przedstawicielom Izby Reprezentantów, żeby akurat do pana Czarzastego takie pytanie kierować. Ja bym uznał, że to jest ostatnia osoba, którą bym pytał, czy Donald Trump ma dostać Nobla, czy nie
— oświadczył.
CZYTAJ TAKŻE: Nobel dla Trumpa? Sikorski stawia warunki ws. poparcia. „Ja też taką nominację podpiszę, bo mam do tego też prawo”
Polska 2050
Minister Marcin Przydacz ocenił także sytuację, jaka miała miejsce w partii Szymona Hołowni. Politycy Polski 2050 wybrali w minioną sobotę nową przewodniczącą partii, po niejasnych rozgrywkach z Pauliną Hennig-Kloską została nią Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, obecna minister klimatu i środowiska w rządzie Tuska.
Ja spoglądam na Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz na pewno jako na postać bardziej podmiotową, niż panią Hennig-Kloskę, to jest jasne. Chodzi też o to, jak się wypowiada, jak wyraża się, to jest też kobieta, która była wcześniej analityczką spraw międzynarodowych, byłą ambasador w Moskwie, na pewno to jest poważniejsza postać, niż pani Hennig-Kloska. >Panią Hennig-Kloskę trudno uważać za jakąś bardzo poważną polityk
— ocenił minister Marcin Przydacz goszcząc na antenie Trójki.
CZYTAJ TAKŻE: Rozpadu nie będzie? Pełczyńska-Nałęcz i Hennig-Kloska razem na konferencji. „Za nami wybory, przed nami działania”
Robert Knap/Trójka/300Polityka
Wszystkie najnowsze artykuły znajdziesz na wPolityce.pl/najnowsze. Nie przegap!
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/752219-przydacz-sikorski-wysyla-swoich-dublerow-bo-ambasadorowie-sa
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.