Skoro minister Kulasek jest taki mądry i wie, kto zawinił, dlaczego w budżecie państwa na 2026 rok nie ma śladu myślenia o tym, że nauka to nie tylko dydaktyka i wyrzucanie miliardów na idiotyczne często granty.
Zamieszanie i gorzką ironię wywołała informacja, że Instytut Fizyki Polskiej Akademii Nauk poszukuje osoby z doktoratem z fizyki, czteroletnim doświadczeniem, biegłą znajomością języka angielskiego i umiejętnością obsługi mikroskopu elektronowego. I za te umiejętności oferuje wypłatę w wysokości minimalnego wynagrodzenia - 4806 zł brutto.
Prawdziwa okazja! Po 5 latach trudnych studiów z fizyki i 4 latach wymagającego doktoratu z fizyki ciała stałego mamy szansę pracować za pensję minimalną przy mikroskopie TEM w Instytucie Fizyki PAN. To niestety smutna rzeczywistość polskiej nauki. Nie wiem, w jaki sposób takie warunki mają zachęcić młodych ludzi do wyboru kariery naukowej nie mówiąc już o zachęceniu do przyjazdu kogoś z zagranicy
— zareagował na to prof. Piotr Sankowski, światowej sławy specjalista od sztucznej inteligencji, dyrektor Instytutu Badawczego IDEAS.
Pojawiły się pytania, jak to możliwe, że naukowiec wysokiej klasy ma pracować za pieniądze o jakieś 1500 zł mniejsze niż te wypłacane w postaci „gołej” pensji pracownikowi dyskontu. Najprostszą, oczywiście nieprzypadkowo, odpowiedź znalazł minister nauki i szkolnictwa wyższego z lewicy – Marcin Kulasek (w programie „Graffiti” Polsat News):
To są wieloletnie zaniedbania, przede wszystkim naszych poprzedników z PiS. To nasi poprzednicy głodzili polską naukę i zrobili taką przepaść, którą my musimy zasypać.
I oczywiście zapewnił, że „naukowcy powinni zarabiać godnie”, czyli „najlepiej by było, gdyby te zarobki były zbliżone do średniej zarobków na przykład w gospodarce czy w przemyśle”.
Marcin Kulasek pochwalił się, że obecna władza „wprowadziła podwyżki dla nauczycieli, w tym nauczycieli akademickich na poziomie 30 proc”. No, ale co on biedny ma zrobić, skoro „zaniedbania są tak wielkie, że to jest kropla w morzu potrzeb i początek drogi tak naprawdę”. Nie powiedział, dokąd ta droga prowadzi, a to kwestia podstawowa. Powiedział za to, że „obecnie priorytet mają wydatki na obronność. Bo można uprawiać naukę, tylko szkoda byłoby ją uprawiać w języku rosyjskim, więc przede wszystkim priorytetem jest zabezpieczenie Polek i Polaków, a pieniądze na naukę muszą się znaleźć. Rozmawiamy, szukamy innych źródeł dofinansowania”. Dlatego na przykład szukają 2 mld zł w MON. Logiczne.
Zanim jeszcze powstała zadyma wokół oferty pracy dla fizyka, prof. Piotr Sanowski zauważył:
Zgodnie z prognozami IMF Polska w tym roku znajdzie się wśród 20 największych gospodarek na świecie wyprzedzając Szwajcarię. Myślę, że dobrą zasadą byłoby przy każdym takim wyprzedzeniu przejmowanie od wyprzedzanego dobrych praktyk. Szwajcaria ma jedne z najlepszych uczelni na świecie i myślę, że dobrze byłoby abyśmy przyjęli w Polsce plan stworzenia takich uczelni (albo wzmocnienia istniejących). Bez mocnego wsparcia innowacji i nauki tego bardzo trudno będzie dalej brać Polsce udział w tym wyścigu.
Minister Kulasek problemami zasygnalizowanymi przez prof. Sankowskiego chyba nie zaprząta sobie głowy, o ile zdaje sobie z nich sprawę. Przecież i on, i jego poprzednik Dariusz Wieczorek (też z lewicy) powinni walczyć o pieniądze dla nauki, kiedy układano budżet państwa na 2026 rok. A 44,26 mld zł dla nauki i szkolnictwa wyższego, mimo że nominalnie o 1 mld zł więcej niż w 2025 r., to dla nauki najgorsza oferta od lat (nie tylko z powodu inflacji). Bo duża część tych środków będzie zjedzona przez dydaktykę (o jej żałosnej efektywności świadczą miejsca polskich uczelni w rankingach) i podtrzymanie systemu.
System, w jakim w Polsce funkcjonują nauka i szkolnictwo wyższe jest w swej istocie wręcz modelową realizacją lewicowych koncepcji i wartości. I zdecydowanie dominują one na polskich uczelniach, wyznaje je większa część kadry naukowej. Może więc nie warto zwalać winy na PiS i poprzednią władzę, tylko rozwalić ten system. Tylko to by trzeba zrobić wbrew własnemu zapleczu intelektualnemu i wbrew własnym kolegom, którzy na tym systemie pasożytują i wbrew pozorom dobrze zarabiają. A Polska ma z tego bardzo niewiele. No, ale jak ma coś mieć, skoro na badania służące praktycznym zastosowaniom przeznaczono zaledwie 3,14 mld zł. To po prostu kpina.
Efekt działania systemu nie tyle organizującego w Polsce naukę i szkolnictwo wyższe, co je pętającego jest taki, że w „Global Innovation Index 2025” Polska została sklasyfikowana na 39 miejscu. Przed nami są Czechy (31 miejsce), Litwa (32), Węgry (36), Bułgaria (37). Ten indeks odzwierciedla przełożenie nauki i badań na gospodarkę, na efektywność, innowacyjność, na wzrost i jakość zaplecza decydującego o wzroście. Lewicowi ministrowie nauki pewnie patrzą na to, o ile w ogóle dostrzegają, jak na bajki o żelaznym wilku. I zapewne nic im nie mówi to, jak wygląda światowa czołówka. A pierwsza dziesiątka wygląda tak: 1. Szwajcaria, 2. Szwecja, 3. USA, 4. Korea Południowa, 5. Singapur, 6. Wielka Brytania, 7. Finlandia, 8. Holandia, 9. Dania, 10. Chiny.
Skoro minister Kulasek jest taki mądry i wie, kto zawinił, dlaczego w budżecie państwa na 2026 rok nie ma śladu myślenia o tym, że nauka to nie tylko dydaktyka i wyrzucanie miliardów na idiotyczne często granty. Na badania i rozwój Polska (przede wszystkim przedsiębiorstwa) wyda w 2026 r. ok. 13 mld dolarów, a te wydatki w stosunku do PKB to jakieś 1,5 proc., podczas gdy średnia dla UE wynosi 2,2 proc. Tylko w celach informacyjnych, bo nie ma co się pastwić i czynić niestosowne porównania, można podać, że USA wydadzą w 2026 r. na badania i rozwój ok. 890 mld dolarów, Chiny – ok. 500 mld dolarów, zaś cala Unia Europejska ok. 450 mld dolarów.
Także w celach informacyjnych warto przytoczyć dane o największych wydatkach firm na badania i rozwój. I tu najwięcej w 2025 r. wydał Amazon (ok. 70 mld USD), potem właściciel Google - Alphabet (ok. 55 mld USD), następnie właściciel Facebooka - Meta (ok. 43 mld USD), Apple (ok. 34 mld USD), Microsoft (ok. 32 mld USD), zaś chiński Huawei ok. 27 mld USD. Każda z tych firm wydaje o wiele więcej niż cała Polska i tego się nie przeskoczy. Można jednak tak „ustawić” naukę, a szczególnie badania w Polsce, by przynosiły efekty podobne do tych, jakie osiągają Szwecja, Finlandia, Holandia czy Dania. Nie ma żadnych dowodów, żeby tym się zajmował poprzedni minister nauki Dariusz Wieczorek ani obecny – Marcin Kulasek. A jest prawdopodobne, że oni nie wiedzą, iż powinni się takimi sprawami zajmować. A pensje nie są warunkiem zmian, lecz będą skutkiem, jeśli do zmian dojdzie. Skutkiem bardzo szybko widocznym. Tylko oczekiwanie od lewicowych ministrów wręcz rozwalenia systemu jest kompletnie nierealne. Bo to jest ich system. To jest esencja lewicowego myślenia o państwie, nauce, uczelniach, rozwoju. Dlatego zamiast coś robić, lewicowi ministrowie nauki mówią, że to wszystko przez PiS. Nic innego nie potrafią.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/751846-oferta-minimalnej-pensji-w-nauce-dominuje-lewicowy-skansen
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.