Gigantyczny deficyt budżetowy to nie wszystko! Rząd Donalda Tuska zadłuża właśnie Polskę na kolejne miliardy złotych. Komisja Europejska przyznała Polsce prawie 44 mld euro w ramach programu SAFE. Tyle tylko, że całą kwotę musimy zwrócić z nawiązką, a pieniędzy nie będziemy mogli wydać na sprzęt zakupiony w Stanach Zjednoczonych czy w Korei Płd. Czy ktoś właśnie założył na naszej szyi kolejną pętlę?
Naiwna radość rządu
Donald Tusk ogłosił „epokowe wydarzenie” i oświadcza, że „tak wyglądają prawdziwe sojusze”. Wtórują mu jego ministrowie i politycy koalicji 13 grudnia. Władysław Kosiniak-Kamysz twierdzi, że „będą przeznaczone na kolejne inwestycje w bezpieczeństwo Polski”,Radosław Sikorski cieszy się, że to „tsunami pieniędzy”, a Marta Wcisło chwali się, że „Polska otrzyma najwięcej pieniędzy w całej UE, więcej Francja, Hiszpania i Włochy razem”. Radościom i przechwałkom nie ma końca. Tyle tylko, że nikt z obozu rządzącego nie mówi całej prawdy. Jedyne, co się zgadza to kwota.
Co ukrywa Tusk?
Unijny program SAFE (Security and Defence Financial Instrument) ma służyć wsparciu obronności państw członkowskich. NIE jest jednak systemem bezzwrotnych dotacji, lecz ma formę wieloletnich pożyczek udzielanych przez UE. Polska ma otrzymać prawie 44 miliardy euro (ok. 185 mld zł), co stanowi prawie 1/3 całego budżetu programu wynoszącego 150 mld euro. I niby można by się cieszyć, że istnieje możliwość poczynienia tak ogromnych wydatków na obronność, gdyby nie fakt, że nie możemy w tej kwestii podejmować całkowicie wolnych i suwerennych decyzji.
Poważne wątpliwości budzą zawarte w warunkach tej gigantycznej pożyczki restrykcje zakupowe i technologiczne. Okazuje się, że nie dość, że kolejne pokolenia Polaków będę spłacać zaciągnięty przez ekipę Donalda Tuska kredyt, kolejny już po KPO, to jeszcze zmuszeni będziemy wydawać je u określonych producentów. W dyspozycjach programu SAFE znalazły się między innymi takie obostrzenia:
• Geograficzne ograniczenie dostawców: Wykonawcy i podwykonawcy muszą mieć siedzibę i struktury zarządcze w UE, państwach EFTA lub na Ukrainie.
• Zakaz kontroli zewnętrznej: Firmy uczestniczące w zamówieniach nie mogą podlegać kontroli państw trzecich spoza wymienionego obszaru.
• Limit komponentów: Koszt komponentów pochodzących spoza UE, EFTA i Ukrainy nie może przekraczać 35% wartości produktu końcowego.
Co to oznacza dla Polski?
Co to oznacza dla Polski? Z gigantycznego kredytu SAFE nie będziemy mogli finansować kluczowych dla naszego bezpieczeństwa zakupów zbrojeniowych w USA. A przecież mamy w planach kontynuację szerokiej współpracy z naszym głównym sojusznikiem. Chodzi nie tylko o zakupy sprzętu, takiego jak np. myśliwce F-35, systemy HIMARS, rakiety Patriot, śmigłowce Apache, ale także o komponenty niezbędne do produkcji krajowej. Nie sfinansujemy także broni zamawianej w Korei Południowej, czyli np. czołgów K2.
Sporo ograniczeń jak na wieloletni kredyt! I choć rząd ogłasza, że 80 proc. z zaciągniętej kwoty trafi do polskich firm, bardzo szybko może okazać się, że to kolejna obietnica bez pokrycia. Przecież nawet produkowane w kraju uzbrojenie potrzebuje sprowadzanych spoza Unii komponentów lub korzysta z zewnętrznych licencji
Dlaczego pożyczki SAFE nie wzięli Niemcy?
Skoro jednak polski rząd, podobnie jak unijne elity, tak bardzo chwalą program SAFE, zasadne staje się pytanie, dlaczego nie przystąpiły do niego Niemcy? Łącznie do udziału zgłosiło się 18 państw członkowskich (Belgia, Bułgaria, Chorwacja, Cypr, Czechy, Estonia, Finlandia, Francja, Grecja, Hiszpania, Litwa, Łotwa, Polska, Portugalia, Rumunia, Słowacja, Węgry, Włochy) . Wśród zainteresowanych nie ma Niemiec.Berlin najwyraźniej nie uznał tej propozycji kredytowej za interesującą. Okazuje się, warunki proponowane przez Komisję Europejską są gorsze od tych, które Niemcy mogą otrzymać na rynkach finansowych. Po co więc mają się wikłać w jakieś obostrzenia i brać na siebie ograniczenia zakupowe? Wolą być beneficjentem pożyczek zaciąganych przez inne kraje i sprzedawać im produkowany przez siebie sprzęt zbrojeniowy. Zbyt mają przecież zagwarantowany w umowach kredytobiorców.
Kto nam dyktuje warunki?
Polska jest głównym kredytobiorcą. Otrzymamy blisko 1/3 całej puli programu SAFE. Będziemy to spłacać nawet 45 lat. Dlaczego więc Komisja Europejska ma decydować o tym, jakiego rodzaju uzbrojenie kupujemy i na co mamy wydawać pożyczone pieniądze? Wygląda jednak na to, że obecny rząd przyjąłby każde warunki, byle tylko je otrzymać. Przy tak gigantycznym deficycie budżetowym trudno stawiać wymagania. Nie wiemy też, na jakie cele zostaną przeznaczone te środki. Pomimo wielokrotnych apeli opozycji, rząd do tej pory nie odtajnił tych informacji. Nie zwiększył też w budżecie wydatków na obronność.
CZYTAJ TAKŻE: Tusk odtrąbił sukces ws. SAFE. Błaszczak o zmarnowanej szansie. „Do zasypania dziury budżetowej, którą stworzyła obecna ekipa”
Wytyczne zawarte w umowie każą sądzić, że cała operacja ograniczy zakupy w USA i Korei Południowej na rzecz zakupów w Niemczech czy Francji. Czy to realnie wzmocni nasze bezpieczeństwo? Być może byłaby na to szansa, gdyby zadbano o to już na etapie negocjacji. Ale chyba tylko nieświadomi lub bardzo naiwni mogą sądzić, że rząd Donalda Tuska będzie podejmować decyzje sprzeczne z oczekiwaniami Berlina czy Brukseli. Należy więc spodziewać się kolejnych prób rozluźniania sojuszu z USA na rzecz budowania niemieckiej koncepcji bezpieczeństwa. Wymazywanie pamięci historycznej ma swoje konsekwencje. Czasem nieodwracalne…
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/751800-44-mld-euro-na-obronnosc-co-ukrywa-tusk-i-co-zyskaja-niemcy
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.