Donald Trump złamał to, co przez dziesięciolecia wydawało się niewzruszalne: poprawnościową nowomowę.
Przez lata podczas spotkań, konferencji prasowych działaczy politycznych wysokiego szczebla, szczególnie w Europie, wygłaszano zazwyczaj oświadczenia: zgadzam się z moim przedmówcą, mamy wspólnotę interesów, wiele nas łączy, siła naszej przyjaźni rośnie, pomyślnie rozwijamy nasze relacje, itd., itd. Gdyby zamknąć oczy, trudno byłoby rozpoznać kto kogo reprezentuje. Słuchając premierów, prezydentów, ministrów mieliśmy wrażenie, że wszyscy są na TAK. Nie ma różnicy interesów, a sprzeczności to drobiazgi i wszystko jest do dogadania.
Oczywiście różnice interesów i konflikty nie przestawały istnieć, ale politycy nie chcieli o nich otwarcie mówić. Dyskutować można było tylko za zamkniętymi drzwiami, w grupie osób wtajemniczonych. Prosty lud nie miał prawa wiedzieć, o co chodzi w polityce.
Dopiero kiedy wybuchały wojny i lała się krew okazywało się, że jednak świat nie jest takim lukrowanym smakowitym pączuszkiem. I niestety wśród ludzi poklepujących się po plecach oprócz tych sympatycznych przyjaciół, jest wielu łotrów, kanalii, tyranów i zbrodniarzy.
Donald Trump przewrócił ten stolik. Jasno mówi, kto jest dobry, a kto jest zły. Ma świadomość, że stoi na czele największego mocarstwa, które zostało zbudowane na fundamencie wolnościowych, demokratycznych i zdroworozsądkowych wartości. Udowadnia też, że nadal ponosi odpowiedzialność za utrzymanie światowego porządku. I potrafi używać siły, aby swoje cele zrealizować.
Jednocześnie jest nieprawdopodobnie elastyczny i pragmatyczny. Do Wenezueli wysłał lotniskowce, a jednocześnie dogadał się z otoczeniem Maduro, aby wydało swojego szefa, bo po co mają ginąć ludzie? Zniszczył irański potencjał jądrowy, a jednocześnie powstrzymał Izrael przed ostatecznym atakiem na Iran. Interweniował bardziej lub mniej skutecznie w konflikty w Afryce, Kosowie, Armenii. Powstrzymał rzeź Palestyńczyków w Strefie Gazy.
Szczególną rolę odgrywa w dążeniu do zakończenia napaści Rosji na Ukrainę. Wspiera Ukrainę, ale nie wahał się przywołać do porządku Prezydenta Zełenskiego, gdy ten chciał publicznie wywierać na niego presję i wymuszać bezterminowe, bezwarunkowe i nieograniczone poparcie. Z Putinem spotyka się, miło go traktuje, ale w sprawach konkretnych i ważnych w niczym nie ustępuje. Wysyła swoich ludzi, aby rozmawiali raz z jedną, raz z drugą stroną i tworzy ścieżkę, która może doprowadzić do pokoju na Ukrainie. Na pewno te rozmowy byłyby skuteczniejsze, gdyby nie przeszkadzali mu przywódcy krajów, którzy nie potrafili przez blisko 4 lata przybliżyć zakończenia wojny nawet o centymetr. Natomiast ludzie ci ciągle marzą o powrocie do handlu z Rosją. Jednocześnie dają setki miliardów na dalsze prowadzenie wojny i mówią o wysyłaniu na wojnę swoich żołnierzy. Zupełnie nie wiadomo o co im chodzi.
Są słowa i działania wypowiadane i podejmowane przez wielkich polityków, które jednak zmieniają świat. Winston Churchill mimo ogromnych nacisków odrzucił pokój z Hitlerem w słynnym przemówieniu 4 czerwca 1940 roku: będziemy bronić się na plażach… I niemiecka machina wojenna poniosła pierwszą wielką klęskę.
Ronald Reagan nie wahał się nazwać 8 marca 1983 roku Związek Sowiecki „Imperium zła”. Kilka lat później, 12 czerwca 1987 w Berlinie, pod Bramą Brandenburska mówił do I Sekretarza Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego „Zburz Pan ten mur Panie Gorbaczow”. I mur upadał.
Siła Donalda Trumpa nie wynika tylko z faktu, że jest światowym liderem. Ma jeszcze cechę, która czyni go szczególnym przywódcą. Kiedy zaczyna negocjować i grozić sankcjami albo zapowiadać dolegliwe dla drugiej strony kroki nikt nie wie, czy mówi poważnie czy tylko straszy. Ukształtowani w duchu poprawności politycy są bezradni. Wolą nie ryzykować, a Trump to doskonale wykorzystuje. I co najważniejsze wykorzystuje w dobrym celu.
Dla światowego lewactwa gość, który łamie poprawnościowe dogmaty jest nie tylko zagrożeniem, ale śmiertelnym zagrożeniem. Na bełkocie poprawnościowym budowali oni ogłupianie i emocjonalny szantaż, bo przecież głupoty nie można nazwać głupotą, brzydoty - brzydotą, zdrady - zdradą, a zła - złem.
Dzisiaj Trump pokazuje, że jednak można słowom i działaniom przywrócić normalny, właściwy i prawdziwy sens. I również za to Donald Tusk próbował strzelać mu w plecy pustym, głupim gestem.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/751591-trump-przewrocil-stolik
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.