Czarzastego nie potępią Tusk i Sikorski, bo to jedna ferajna, nigdy nie naruszająca niemieckich interesów, a za to często naruszająca polskie.
12 stycznia 2026 r. towarzysz Włodzimierz Czarzasty udał się z trzydniową wizytą do stolicy Niemiec. Określenie go towarzyszem, a nie marszałkiem Sejmu jest w pełni uzasadnione, ale o tym będzie później. Był to pierwszy zagraniczny wyjazd Czarzastego od 13 listopada 2025 r., gdy został marszałkiem Sejmu. W Berlinie spotkał się z Julią Klöckner, przewodniczącą Bundestagu, oraz Borisem Pistoriusem, ministrem obrony. Miał wykład w Niemieckim Towarzystwie na Rzecz Polityki Zagranicznej. I tam był dumny, że Niemcy są pierwszym państwem, do którego udał się z oficjalną wizytą. Podkreślił, że było to przemyślane i zaplanowane.
Po tym, co opowiadał w Berlinie, towarzysz Czarzasty zachowywał się, jakby był wysłannikiem towarzysza Leszka Millera z czasów, gdy ten nie był już sekretarzem KC i członkiem Politbiura, tylko premierem RP (2001-2004). I właściwie mówił jak towarzysz Miller, gdy ten był bliskim kumplem Gerharda Schrödera, kanclerza w latach 1998-2005, a po odejściu z funkcji kanclerza sprawował głównie funkcję ruskiego człowieka i wielkiego przyjaciela Władimira Putina. Więcej o tym nieco później.
Towarzysz Czarzasty zaznaczył, że z jego wizyty wielu Polaków jest niezadowolonych. Ubolewał, że zaufanie do Niemiec w Polsce spada (podał, że Niemcom ufa obecnie 30 proc. Polaków). On sam Niemcom ufa (zapewne bezgranicznie), bo „przyjaźni nie można odrzucać”. Zapewne była to parafraza piosenki „O! Ela” Chłopców z Placu Broni, gdzie w refrenie pojawia się zdanie: „miłości nie wolno odrzucić”. I miłość, a nie przyjaźń dominowała w berlińskich dywagacjach towarzysza Czarzastego.
Przyjechał do Niemiec, aby „powiedzieć, że potrzebne jest nowe otwarcie w naszych stosunkach. Nie ma bezpiecznej Polski bez bezpiecznych Niemiec. Mam w nosie to, co mówią prawicowe ortodoksyjne środowiska. Nie dajmy się zwieść, że państwa narodowe będą odpowiedzią na cokolwiek. Bo to nieprawdziwa narracja”. Towarzysze zawsze byli przeciw państwom narodowym, więc zaskoczenia nie było. Podobnie jak w kwestii reparacji dla Polski, co do których towarzysz Czarzasty się zaparł, że nie będzie ich poruszał. Tak to ujął: „Nie bójcie się, nie będę żądał 1,4 bln euro na tej sali. Nie możemy pozwolić, aby 5 lat wojny światowej zmieniło postrzeganie naszego sąsiedztwa. Nie można dać się uwieść populistom w tej sprawie”.
Właściwie towarzysz Czarzasty stwierdził, że trzeba czniać 5,2 mln ofiar (na 6 mln), które zginęły z winy Niemiec, w tym ponad milion dzieci. Czniać 3,5 mln polskich obywateli, którzy zginęli w obozach eksterminacyjnych, w rezultacie pacyfikacji, egzekucji i likwidacji gett! Czniać prawie 1,3 mln polskich obywateli, którzy ponieśli śmierć w więzieniach, obozach, wskutek epidemii, wycieńczenia, złego obchodzenia się! Czniać pół miliona tych, którzy zmarli poza obozami z wycieńczenia, na skutek doznanych ran, okaleczeń, niewolniczej pracy (zmuszonych do niej zostało 2,5 mln polskich obywateli)! Czniać grabież oraz celowe niszczenie polskich miast, wsi, fabryk, lasów i mienia ruchomego wartego w obecnych cenach około 800 mld zł! Czniać zagrabione i zniszczone dobra kultury, których wartość sięga wedle obecnego kursu 1,2 bln zł! To wszystko trzeba czniać, bo liczy się przecież tylko dobre sąsiedztwo i przyszłość. Po czymś takim towarzysz Czarzasty nie powinien być marszałkiem polskiego Sejmu ani minuty dłużej.
Towarzysz Czarzasty wyciągnął do niemieckich władz pomocną dłoń, pokazując (pierwszy był Donald Tusk, też w Berlinie), jak łatwo można się wykpić od odpowiedzialności i zadośćuczynienia. Potulnie wezwał, by uczynić gest wobec wciąż żyjących ofiar niemieckiej okupacji, których jest już tylko ok. 55 tys. Potulnie wezwał też towarzysz Czarzasty do przyspieszenia budowy pomnika ofiar niemieckiej okupacji. Żeby zastąpił on tymczasowy głaz, jaki wciśnięto w ziemię niedaleko Reichstagu. Towarzysz Czarzasty właściwie przepraszał, że czegoś od Niemców chce, a przecież, gdyby naprawdę był polskim marszałkiem Sejmu, powiedziałby Niemcom, gdzie mogą sobie wsadzić swoje gesty i że żaden polski rząd reparacji im nie odpuści.
Zamiast twardego stanowiska w sprawie zadośćuczynienia towarzysz Czarzasty łasił się do niemieckich gospodarzy opowiadając łzawe historyjki, jak to Niemcy przyjęli po 2015 r. miliony imigrantów. I porównał to do postawy Polaków wobec Ukraińców po rosyjskiej napaści w lutym 2022 r. Prawie płacząc mówił, że „to świadczy o naszej wrażliwości”. Jakby tego było mało, towarzysz Czarzasty jeszcze usprawiedliwił Niemcy za ich politykę wobec Rosji: „Rosja pokazała swoje imperialne oblicze i zdjęła maskę uprzejmego sprzedawcy minerałów, na którą inni dali się nabrać. Nie miejcie kompleksów. Nie wy jedyni mieliście taką politykę”. Kompromitował się jeszcze towarzysz Czarzasty, gdy mówił: „Tak jak Polska ma swoją Konfederację i partię Brauna, tak Niemcy mają AfD”.
Nie jest żadnym zaskoczeniem, że towarzysz Czarzasty zachowywał się tak, jakby kanclerzem Niemiec był wciąż Gerhard Schröder, bliski kumpel towarzyszy Leszka Millera i Władimira Putina. Bo ze Schröderem rząd Millera pozostawał prawie w miłosnym związku. A przecież to ten sam Schröder, który w ostatnich dniach urzędowania na stanowisku kanclerza podpisał z Rosją umowę o budowie Gazociągu Północnego po dnie Bałtyku, omijającego Polskę, Ukrainę i kraje bałtyckie. A wkrótce po opuszczeniu urzędu objął stanowisko w radzie nadzorczej kontrolowanego przez Rosjan konsorcjum Nord Stream, budującego gazociąg. I otrzymał od Gazpromu stanowisko przewodniczącego rady dyrektorów rosyjsko-niemieckiego konsorcjum North European Gas Pipeline Company (NEGPC), budującego Gazociąg Północny. A w latach 2017–2022 był szefem rady dyrektorów w rosyjskim koncernie naftowym Rosnieft. W lutym 2022 r., po rosyjskiej inwazji na Ukrainę Schröder nie wyrwał się do potępienia działań Rosji i nawet nie zrezygnował ze stanowisk w rosyjskich spółkach energetycznych.
Towarzysz Czarzasty musi tęsknić za czasami, gdy Miller i Schröder często pojawiali się razem w kontekście relacji polsko-niemieckich i zawadiacko zacieśniali współpracę, rozmawiali na temat stosunków transatlantyckich, a nawet wspólnie obchodzili historyczne rocznice. „Ja znam dwóch Schroederów - mówił w kwietniu 2022 r. Leszek Miller - Jeden to kanclerz Niemiec, który bardzo zaangażował się w pomoc dla naszego wejścia do Unii Europejskiej. I niezależnie, co teraz robi, to nie można tego przekreślić. Zawsze będę o tym pamiętał, że on włożył bardzo wiele wysiłku, żeby nam pomóc, zwłaszcza w takich krytycznych momentach, łącznie z negocjacjami końcowymi w Kopenhadze. Drugi Schroeder to człowiek, który jest w zarządzie Gazpromu i uznał, że jego kariera polityczna jest zakończona i może robić to, co uważa za stosowne bez żadnych politycznych zobowiązań. (…) To, co w tej chwili robi, w żadnym wypadku nie może przekreślać tego, co robił, kiedy był kanclerzem – w sensie integracji europejskiej. Jako człowiek był bardzo miły, otwarty, dowcipny, serdeczny, ciepły, zachowałem o nim dobre wspomnienia”. Towarzysz Czarzasty podpisałby się pewnie pod tym obiema rękami.
Już w maju 2013 r. Leszek Miller w rozmowie z niemiecką telewizją Deutsche Welle z nostalgią wspominał czasy, kiedy wspólnie z kolegą Gerhardem rządzili Europą. I chwalił kolegę Gerharda, że prowadził kampanię na rzecz odszkodowań dla robotników przymusowych. Co było formą wykpienia się od generalnego zadośćuczynienia, bo chodziło o wręcz śmieszne kwoty. Najciekawsze jest to, że Leszek Miller ubolewał nad tym, że Polska nie przyłączyła się do forsowanego przez Schrödera Gazociągu Północnego. Ubolewał także nad tym, że Ryszard Schnepf, gdy był wiceministrem MSZ w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza, chciał dołączenia przez Polskę do budowniczych rurociągu i za to został potem zwolniony, choć „miał całkowitą rację”.
Jakoś nie słychać oburzenia premiera Tuska i ministra Sikorskiego na to, co wyczyniał w Berlinie towarzysz Czarzasty. Nie wypominają mu też oni, jak to robią z prezydentem Karolem Nawrockim, że to rząd prowadzi politykę zagraniczną, więc marszałek powinien poprosić o instrukcje MSZ i zgodnie z nimi postępować. To oczywiście pic na wodę, bowiem Czarzasty, Tusk i Sikorski to jedna ferajna, zachowująca się wobec Niemiec tak samo potulnie i nigdy nie naruszająca niemieckich interesów, a za to często naruszająca polskie. Trzeba by być naiwnym, żeby oczekiwać jakiejkolwiek krytyki wyczynów towarzysza Czarzastego w Berlinie. Ale Polacy powinni o nich wiedzieć i zażądać natychmiastowej dymisji Włodzimierza Czarzastego z funkcji marszałka Sejmu.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/750759-czarzasty-powinien-byc-natychmiast-zdymisjonowany
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.