Donald Tusk chce Polskę 2050 pożreć, a przyszłoby mu to tym łatwiej, że Hennig-Kloska podaje mu partię na tacy, dlatego ją popiera, a Pełczyńską-Nałęcz zwalcza.
Druga tura wyborów szefa Polski 2050 (a właściwie szefowej, bo wybór jest między dwoma kobietami) zamieniła się w farsę. Tak przynajmniej komentowano to wydarzenie po tym, jak poseł Marcin Skonieczka, lider Polski 2050 w woj. kujawsko-pomorskim, napisał na platformie X: „Z powodu nieprzewidzianych problemów technicznych, niezależnych od Krajowej Komisji Wyborczej, doszło do przedwczesnego zamknięcia systemu głosowania. W związku z tym II tura wyborów Przewodniczącego Partii Polska 2050 z 12 stycznia 2026 r. została w całości unieważniona”.
I się zaczęło. Posłanka Lewicy Anna Maria Żukowska napisała: „Nie mogliście głosować normalnie na zjeździe/kongresie? Kto teraz będzie wierzył w te wyniki?”. „A zamiast ponownego głosowania nie można zgodnie z partyjnym zwyczajem właściwego kandydata po prostu zaprzysiąc?” – „kopnął” kolegów z rządzącej koalicji poseł KO Roman Giertych. „Wybory w Polsce 2050 pokazują, że głosowanie przez Internet wciąż nie jest bezpiecznym rozwiązaniem. Cyberbezpieczeństwo, integralność głosu i zaufanie obywateli muszą być ważniejsze niż pozorna wygoda” - stwierdził poseł Koalicji Obywatelskiej Paweł Bliźniuk. „Ci ludzie rządzą Polską…Komediodramat” - napisała posłanka PiS Olga Semeniuk-Patkowska. A poseł PiS Łukasz Kmita obwieścił „smutny koniec Polski 2050” i zaapelował do Szymona Hołowni, by „rozwiązać ten projekt i przejść do opozycji wobec Donalda Tuska”.
Politycy nie mogli napisać tego, co „zwykli” użytkownicy platformy X, a ci poszaleli. „Mieć wiceministra cyfryzacji, a wcześniej postulować o to, żeby głosowania w wyborach [powszechnych] przeprowadzać internetowo. Przeliczenie 600 głosów was przerosło” – to jeden z wpisów. Inny: „Przekładając na normalny język - wygrał nie ten, kto miał i musimy unieważnić”. Jeszcze inny: „Czyli wygrała Katarzyna Pełczyńska, więc lepiej unieważnić i zdobyć więcej czasu”. Albo: „A nie prościej byłoby wynająć jakąś salę gimnastyczną? Przecież i tak byście się tam wszyscy zmieścili”. A także: „Obstawiam scenariusz: wygrała nie ta, co trzeba, i będzie zaraz informacja o ‘ruskich tropach’ które zdosowały ‘portal’”? „Jak to się stało, że system głosowania nie udźwignął kilkudziesięciu użytkowników?” – pytał inny komentator na portalu X. A jeszcze inny: „We the Polish People, bardzo dziękujemy za publiczny beta-test systemu do głosowania online. Jesteście niezastąpieni, kochamy was!”.
W komentarzach dominowała ironia, a właściwie sarkazm: „Trzeba będzie głosować do skutku”, „Wygrała ta od jachtów dla znajomych i ruda świnia zażądała innych wyników? Powiedziała, że wszystko może przegrać, ale nie wybory w PL2050?”, „Wygrywała Pełczyńska i Tusk się wkurzył?”, „Tusk się wściekł?”. W jednym z wpisów znalazło się zdjęcie Donalda Tuska z czerwca 1992 r., gdy uczestnicząc w obaleniu rządu Jana Olszewskiego mówił: „Panowie, policzmy głosy”.
W komentarzach pełno było też kpiny z umiejętności: „Te wybory wyglądają jak cała Wasza działalność. Wisienka na torcie”, „Spoko, do 2050 zdążycie zagłosować…”, „I Wy byście chcieli, żeby wybory powszechne w całej Polsce odbywały się internetowo? Serio?”, „I wy postulowaliście wybory online na Prezydenta jak na wyborów na przewodniczącego klasy tzn. partii nie potrafiliście ogarnąć”. Wojciech Machulski, rzecznik prasowy Konfederacji, umieścił zdjęcie pokazujące triumfującego Donalda Tuska, ale zrobione w tym momencie, gdy przed telewizorem śledził on zwycięstwo polskich tenisistów w United Cup.
Nikt z partii Polska 2050 nie wyjaśnił wiarygodnie, jakie problemy techniczne sprawiły, że unieważniono głosowanie. Wiadomo tylko, że system się „zawiesił” o 21:00, czyli godzinę przed końcem głosowania. A konkretnie chodzi o to, że „wygasł” formularz do głosowania. Pojawiły się też narzekania, iż także w pierwszej turze były problemy z linkami do głosowania. Część uprawnionych miała nie dostać tych linków. Spekulacje, jakoby „padły” serwery zostały powitane gromkim śmiechem, skoro uprawnionych do głosowania było tylko 660 osób, a taka liczba nie jest w stanie zawiesić systemu. Głosowanie online rozpoczęło się o godz. 16:00 12 stycznia 2026 r. Po godz. 22:00 planowane było ogłoszenie wyników, ale godziny mijały i nic nie było wiadomo. Do czasu, aż pojawił się komunikat o unieważnieniu głosowania. I wtedy zaczęło się szukanie sekretarza generalnego partii Roberta Sitnika, który nadzorował wybory. Ale go nie znaleziono, a przynajmniej nie dał głosu.
Problem z głosowaniem w drugiej turze może nie być techniczny, tylko ściśle polityczny. Paulina Hennig-Kloska to po prostu kandydatura Donalda Tuska, zaś Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz premier zwyczajnie nie cierpi. Dlatego zwolennicy Hennig-Kloski otwarcie atakowali jej rywalkę, że jest „konfliktowa”, że „spowodowała exodus z partii”, że jej zwycięstwo „grozi rozbiciem najpierw partii, a potem rządzącej koalicji”. Założyciel Polski 2050 Szymon Hołownia przed głosowaniem napisał w liście: „Kogo wybiorę? Nie wskażę nazwiska. Powiem Wam tylko, czym sam, jako jeden z kilkuset, dziś będę się kierował. Wybiorę kogoś, kto mocno postawi na podmiotowość, autonomię naszej partii. Rozumiem, że nie wszyscy jesteśmy jeszcze impregnowani na ataki, kłamstwa, pogardę i manipulacje - w ich ocenie – ‘wspierających’ K15X mediów. To, że próbują nas zniszczyć sojusznicy, a nie przeciwnicy, nie oznacza przecież jeszcze, że mają rację. I że - skoro niszczą nas ‘przyjaciele’ - my powinniśmy zacząć niszczyć sami siebie”. Słowa „wybiorę kogoś kto postawił na autonomię”, w partii uznano za poparcie Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. Ona sama wrzuciła na swój profil na Facebooku wspólny występ z Hołownią. Mówili o celach Polski 2050. Pojawiło się też wspólne zdjęcie.
Przed głosowaniem doszło do tego, że europoseł Polski 2050 i jeden z „ojców założycieli” partii, Michał Kobosko, został przez partyjnych kolegów oskarżony o spiskowanie z Donaldem Tuskiem. Paulina Hennig-Kloska zorganizowała partyjne spotkanie, w którym podobno wzięło udział 200 osób. Tam Kobosko przyznał, że kilka tygodni wcześniej spotkał się z premierem Donaldem Tuskiem. I premier miał mu wyznać, że najpierw źle mu się współpracowało z Pauliną Hennig-Kloską, ale obecnie jest już jego ulubienicą. Nic dziwnego, skoro robi wszystko, czego premier sobie zażyczy. Tusk miał też Kobosce powiedzieć, że nie dogaduje się z Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz i nie widzi szans na dobrą współpracę z nią.
Podczas internetowego spotkania głos zabrał Szymon Hołownia i ku zaskoczeniu wielu uczestników mówił tak, jakby oskarżał Michała Koboskę o spiskowanie z Donaldem Tuskiem przeciw własnej partii. Kobosko zaraz opublikował specjalne oświadczenie, gdzie narzekał, iż atmosfera w partii jest okropna, klub parlamentarny Polski 2050 się rozpada, więc spotkał się z Donaldem Tuskiem (na zaproszenie premiera), żeby temu zaradzić. Ale ponoć rozmowa dotyczyła przede wszystkim spraw międzynarodowych, w co mało kto jednak wierzy. Nawet po tym, jak Kobosko zaprzeczył, że Tusk składał mu „niemoralną propozycję”. A argument, że Tusk jest przecież szefem wspólnego rządu, więc dba także o koalicjantów, przyjęto podobno gromkim śmiechem. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz dostała potwierdzenie, że w partii spiskuje się przeciwko niej, a Donald Tusk chce wpłynąć na wynik wyborów tak, żeby wygrała Paulina Hennig-Kloska. Ostatecznie Tusk chce Polskę 2050 pożreć, co przyszłoby mu tym łatwiej, że Hennig-Kloska podaje mu partię na tacy.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/750572-moze-chodzic-o-to-ze-nie-wygrywala-kandydatka-tuska
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.