„W ogóle tego nie było w projekcie, że do sądu można się odwołać. To pokazuje, jakie były rzeczywiście wasze intencje. Czy faktycznie zależało wam na tym bezpieczeństwie w sieci i dzieciach? Czy jednak ważniejsze były organizacje pozarządowe i sygnaliści?” - pytała w Radiu ZET Mirosława Stachowiak-Różecka, posłanka Prawa i Sprawiedliwości, komentując sprawe zawetowanej ustawy o cenzurze w sieci.
Prezydent Karol Nawrocki zawetował szkodliwe przepisy wprowadzające cenzurę w sieci pod płaszczykiem walki z „fake newsami”.
Wywołało to wściekłą reakcję polityków koalicji 13 grudnia, którzy próbują wmawiać opinii publicznej, że przepisy te będą ich „chronić”.
Joński się wygadał
O tym, jakie były prawdziwe cele, najwyraźniej „wygadał się” na antenie Radia Zet Dariusz Joński, europoseł Koalicji Obywatelskiej.
W całej ustawie jeszcze o jedną rzecz chodzi, jak mówimy o wolności słowa. Jeśli ktokolwiek napisze opinię, to tu w Polsce nikt nie decyduje o tym, czy zostanie na tych portalach społecznościowych opublikowane, tylko algorytm, który jest napisany w Stanach Zjednoczonych. Chcieliśmy, żeby jeśli ktoś napisze, mógł się odwołać do urzędu i faktycznie urząd mógłby sprawdzić, a następnie sąd zdecydować, czy tak, czy nie, żebyśmy mieli jakąkolwiek kontrolę nad tym, co się dzieje na tych mediach społecznościowych
— powiedział w Radiu Zet.
To nie ma żadnego znaczenia i nie ma wpływu na cenzurę. Właśnie chodzi o to, żeby była wolność słowa, ale żebyśmy z jednej strony kontrolowali to, co dociera do dzieci
— mówił.
Wolność słowa kontrowana przez lewicowe organizacje
— zareagowała na słowa Jońskiego posłanka Prawa i Sprawiedliwości Mirosława Stachowiak-Różecka.
Prawdziwe cele
Nie zostawiła ona suchej nitki na prawdziwych celach rządzących.
Przykład tego projektu i tego, jak państwo też tutaj podnosicie takie bardzo emocjonalne argumenty, pokazuje, że jednak chyba nie zależy wam tak naprawdę na poważnych projektach, żeby rzeczywiście one przeszły cały proces legislacyjny. Jeżeli coś tak ważnego, jak decyzja sądu, zostało dodane do tego projektu dopiero na etapie prac legislacyjnych, to pokazuje, jakie były wasze intencje
— zauważyła.
Politycy koalicji 13 grudnia próbowali zakrzyczeć posłankę, atakując, że opowiada „głupoty” i „herezje” i zasłaniali się „procesem legislacyjnym”.
W ogóle tego nie było w projekcie, że do sądu można się odwołać. To pokazuje, jakie były rzeczywiście wasze intencje. Czy faktycznie zależało wam na tym bezpieczeństwie w sieci i dzieciach? Czy jednak ważniejsze były organizacje pozarządowe i sygnaliści?
— pytała.
Adrian Siwek/Radio Zet
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/750437-wolnosc-slowa-ale-kontrolowana-jonski-sie-wygadal
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.