Donald Tusk wyspecjalizował się nie tylko w regularnym mijaniu się z prawdą, a często w bezczelnych kłamstwach, ale także w wypowiedziach, które wręcz obrażają inteligencję słuchaczy.
Taka właśnie wypowiedź miała miejsce tuż po piątkowym spotkaniu z prezydentem Karolem Nawrockim, kiedy na konferencji prasowej najpierw powiedział o porozumieniu z głową państwa w sprawie wspólnego działania na rzecz jak najszybszego zawarcia umowy pokojowej Ukraina-Rosja, a następnie niespodziewanie stwierdził, że jest najbardziej proamerykańskim politykiem w Europie. I dodał, że wręcz trudno sobie wyobrazić bardziej proamerykańskiego polityka, co zdumiało nie tylko słuchających go dziennikarzy, ale przede wszystkim opinię publiczną, czemu dało wyraz wielu internautów na platformie X.
To zadziwiająca wypowiedź, w sytuacji kiedy od momentu objęcia obowiązków przez prezydenta Trumpa, więc już od blisko od roku jest jasne, że Donald Tusk nie ma wstępu do Białego Domu, co więcej przedstawiciele administracji amerykańskiej, nie chcą się także z nim spotykać. Tak naprawdę miał on przez blisko już rok, zaledwie dwa spotkania z przedstawicielami administracji prezydenta Trumpa i obydwa miały charakter niewątpliwie kurtuazyjny. Sekretarz obrony Pete Hegseth przeleciał do Polski jesienią poprzedniego roku, aby spotkać się z prezydentem Karolem Nawrockim i wicepremierem i ministrem obrony Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem i właśnie kurtuazyjnie spotkał się także z premierem. Natomiast amerykański ambasador Tom Rose niedawno objął swoje obowiązki w Polsce i spotykał się z wieloma polskimi politykami, wiec oczywistością było, że spotkał się także z premierem naszego kraju.
Ponieważ także politycy krajów europejskich mają świadomość, że premier Tusk ma słabe relacje z obecną amerykańską administracją, a z prezydentem Trumpem wręcz żadne, omijają szefa polskiego rządu szerokim łukiem, jeżeli mają spotykać się z nim spotykać bezpośrednio, albo nawet wtedy gdy rozmawiają z nim zdalnie. Stąd nieobecność Tuska podczas wizyty szefów rządów tzw. koalicji chętnych w Waszyngtonie, stąd także jego nieobecność podczas rozmów na temat umowy pokojowej Ukraina-Rosja, zarówno w Genewie jak i Londynie, gdzie obecni byli kanclerz Merz, prezydent Macron, czy premier Stramer. Wszyscy ci politycy, zdają sobie bowiem sprawę, że obecność Tuska w tych rozmowach, byłaby przeszkodą do jakichkolwiek pozytywnych ustaleń, byłaby wręcz przysłowiową „czerwoną płachtą na byka” dla amerykańskiej administracji.
Przyczyną tak negatywnego postrzegania premiera Tuska przez administrację Donalda Trumpa są przede wszystkim jego wielokrotne wypowiedzi podczas kampanii wyborczej w Polsce w 2023 roku o tym ,że Trump został zwerbowany przez rosyjskie służby już 30 lat temu i to są ustalenia amerykańskich służb. Tusk nigdy tych wypowiedzi nie odwołał, za nie, nie przeprosił, ba pytany o te wypowiedzi przez dziennikarzy, stwierdził, że ich nie żałuje i w związku z tym nie ma sobie nic do zarzucenia. Drugą taką przyczyną jest słynne zdjęcie na którym Tusk przystawia do pleców prezydenta Trumpa palce ułożone w kształcie pistoletu, co zostało przypomniane prze światowe media tuż po zamachu na amerykańskiego prezydenta.
Przypomnijmy, że to słynne zdjęcie zostało zrobione na szczycie G-7 w Kanadzie w czerwcu 2018, gdzie Tusk jako ówczesny przewodniczący Rady Europejskiej, był jednym z gości przywódców państw, największych gospodarek świata. Tusk wprawdzie nie od razu „pochwalił się” tym zdjęciem, opublikował je na Twitterze, ponad rok później w grudniu 2019 roku, już tylko jako przewodniczący Europejskiej Partii Ludowej, jednak z wiele mówiącym tekstem, sugerującym jednokadencyjność prezydentury Trumpa, który brzmiał „pomimo sezonowych zawirowań nasza transatlantycka przyjaźń, musi trwać”. Ba, mniej więcej w tym samym czasie, pochwalił się także wpisem na Twitterze z powołaniem się na swoją żonę, która miała powiedzieć „że dwóch Donaldów w polityce to za dużo” z sugestią, że chodzi o tego Donalda z USA.
Okazało się także, że o zgrozo, Tusk umieścił to zdjęcie w swojej książce „Szczerze”, wydanej na przełomie 2019 i 2020 roku z następującym podpisem „Nasz fotograf namówił mnie, żebym zaaranżował jakąś nietypową scenę z drugim Donaldem. Więc zaaranżowałem”. A więc w obecności szefów rządów Japonii, Kanady, Włoch, Niemiec, W. Brytanii, a także prezydentów USA i Francji, po namowach fotografa, przewodniczący Rady Europejskiej, aranżuje „strzelanie w plecy”, przywódcy największego mocarstwa świata. W tym przypadku szczerość Tuska, była wręcz powalająca z nóg, wszak na taki gest zdecydował się wieloletni premier dużego europejskiego kraju i wówczas urzędujący przewodniczący jednej z najważniejszych instytucji europejskich. Zresztą to zaaranżowane przez Tuska „strzelanie w plecy” prezydenta USA, spowodowało przerażenie ówczesnej kanclerz Angeli Merkel, której fragment twarzy widać na tym samym zdjęciu i wyraz jej oczu jest zupełnie jednoznaczny.
Tych powodów, że Tusk jest persona non grata w Białym Domu jest oczywiście znacznie więcej, wszak nawet teraz jako premier naszego kraju jest on wykorzystywany przez przywódców krajów Europy Zachodniej do ataków na amerykańską administrację i samego prezydenta Trumpa, czego wyrazem był ostatnio choćby „wyskok ze sprawą Grenlandii”. Ale dwa wcześniej opisane powody, oskarżenie prezydenta Trumpa o agenturalność na rzecz Moskwy i słynny „pistolecik”, uniemożliwiają Tuskowi jakiekolwiek kontakty z prezydentem Trumpem, co w oczywisty sposób bardzo szkodzi polskim interesom. W tej sytuacji ogłaszanie przez Tuska, że jest najbardziej proamerykańskim politykiem w Europie, należy traktować z jednej strony jako wręcz bezczelne kłamstwo z drugiej jako naigrawanie się z inteligencji Polaków.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/750392-tusk-naigrywa-sie-z-inteligencji-polakow
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.