„Od samego początku byłem przekonany, że mam wielkie wsparcie w prezydencie Andrzeju Dudzie, czemu pan prezydent dawał wyraz nie tylko w kampanii wyborczej, ale na wiele wydarzeń historycznych, znając moją pracę, jako prezesa Instytutu Pamięci Narodowej” - mówił prezydent Karol Nawrocki w debacie wokół książki „To ja” Andrzeja Dudy z udziałem byłego prezydenta. „Jestem przekonany, że bycie underdogiem w wyścigu prezydenckim jest bardzo inspirujące i satysfakcjonujące. Cała satysfakcja w tym, aby pokonać takiego kandydata, który od samego początku jest przekonany, że wygra w tych zawodach i zostanie prezydentem” - opowiadała urzędująca głowa państwa. Prezydent Andrzej Duda ujawnił,jak wyglądały kulisy jego zaangażowania w kampanię wyborczą Karola Nawrockiego. „Do Łodzi przyjechałem dlatego, że mnie media zdenerwowały, ponieważ twierdziły, że nie popieram kandydaturę Karola Nawrockiego na prezydenta. I ponieważ wielokrotnie pokazywałem, że popieram kandydata jeszcze wówczas, to postanowiłem, że trzeba przeciąć te dyskusje w sposób spektakularny” — powiedział Andrzej Duda.
W Belwederze odbyła się debata z udziałem prezydenta Karola Nawrockiego i byłego prezydenta Andrzeja Dudy, osnuta wokół jego książki pt. „To ja”.
CZYTAJ TAKŻE: „To ja” Andrzeja Dudy. Sekrety prezydentury, polityczne kulisy i fascynująca opowieść o dekadzie, która zmieniła Polskę
Na początku prezydenci wspominali o początkach swojej znajomości, która zawiązała się jeszcze w czasie, gdy Karol Nawrocki był dyrektorem Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Andrzej Duda wyraził nadzieję, że prezydentura Karola Nawrockiego będzie prezydenturą dalszego przywracania godności Rzeczpospolitej i budowania coraz większego potencjału Polski.
Wsparcie na wiecu
Andrzej Duda został zapytany o to, dlaczego zdecydował się przyjechać na wiec Karola Nawrockiego w Łodzi, aby poprzeć jego kandydaturę.
Do Łodzi przyjechałem dlatego, że mnie media zdenerwowały, ponieważ twierdziły, że nie popieram kandydaturę Karola Nawrockiego na prezydenta. I ponieważ wielokrotnie pokazywałem, że popieram kandydata jeszcze wówczas, to postanowiłem, że trzeba przeciąć te dyskusje w sposób spektakularny i dlatego wykorzystałem sytuację, że pan minister Szefernaker przyszedł i zaproponował mi wzięcia udziału w tej konwencji. Ja powiedziałem: „świetnie Pawle, ale ja chcę, żeby to było takie z przytupem i żeby to było takie grube uderzenie”. Poprosiłem, żebyśmy to zachowali w głębokiej tajemnicy, żeby to nie było ogłoszone, żeby to było zaskoczenie, bo wiedziałem, że wtedy to wybrzmi
— wskazał.
O sprawę został zapytany także obecny prezydent. Zaznaczył, że nie miał on wątpliwości co do tego, że jest wspierany przez swojego poprzednika.
Pozostawałem w relacji bardzo życzliwej z panem prezydentem. I niezależnie od tego, jak wyglądały emocje w samej Kancelarii Prezydenta RP, bo to jest nieco bardziej skomplikowane, to ja od samego początku byłem przekonany, że mam wielkie wsparcie w prezydencie Andrzeju Dudzie, czemu pan prezydent dawał wyraz nie tylko w kampanii wyborczej, ale na wiele wydarzeń historycznych, znając moją pracę, jako prezesa Instytutu Pamięci Narodowej. Samo wystąpienie prezydenta na tej konwencji było bardzo ważne. Myślę, że było takim momentem dla całego obozu Zjednoczonej Prawicy, czy dla środowiska konserwatywnego w Polsce, które pokazywało, że będziemy gotowi do jednoczenia się wokół pewnych idei, niezależnie od pewnych różnic, która opinia publiczna obserwowała
— zaznaczył.
Karol Nawrocki zauważył, że w Andrzeja Dudę weszły „emocje wiecowe”.
Underdog w wyścigu prezydenckim!
Podczas debaty zauważono, że zarówno Karol Nawrocki, jak i Andrzej Duda wygrywali swoje pierwsze wybory prezydenckie, wtedy kiedy u władzy byli ich polityczni przeciwnicy.
Myślę, że jeżeli ktoś uważa, że należy mu się zwycięstwo, to po prostu nie wygrywa. Zwycięstwo to, które ja zrealizowałem w 2015 i 2020 roku i to, które prezydent Karol Nawrocki zrealizował w 2025 roku, to był efekt bardzo ciężkiej, skromnej pracy, z pomocą wielu ludzi oddanych sprawie i dobrej woli, którzy rzeczywiście chcieli pomóc, co wymagało też olbrzymiej odporności najbliższych. Pan prezydent doskonale wie o tym. Kiedy poznałem pana prezydenta jako kandydata, a nie wcześniej jako prezesa Instytutu Pamięci Narodowej, (…) to wiedziałem jedno, że mam do czynienia z człowiekiem, który ma świadomość odpowiedzialności, którą na siebie przyjmuje nie tylko poprzez to, że walczy o urząd Prezydenta RP, ale prowadzi kampanię w sposób bardzo godny. Nie miałem żadnych wątpliwości, że to jest człowiek, którego powinien poprzeć jako kandydata
— mówił Andrzej Duda.
Jestem przekonany, że bycie underdogiem w wyścigu prezydenckim jest bardzo inspirujące i satysfakcjonujące. Cała satysfakcja w tym, aby pokonać takiego kandydata, który od samego początku jest przekonany, że wygra w tych zawodach i zostanie prezydentem. Dla mnie świadomość tego, jak wielka praca jest do wykonania, była właściwie motywem dodającym dodatkowej energii. (…) Nigdy nie byłem częścią ani polityki partyjnej, ani stricte polityki. Przyglądałem się i wspierałem tych kandydatów, którzy byli blisko mojego serca, w tym pana prezydenta. I obserwując też skalę ataków w tamtejszej kampanii wyborczej, mogę powiedzieć, że w mojej kampanii wiedziałem, czego mogę się spodziewać. Złość na kogoś, kto jest skazany na przegraną i może nie pozwolić na to, że system się domknie, byłem przekonany, że będzie ogromna. Byłem zdeterminowany i nauczony tą wspólną drogą
— powiedział Karol Nawrocki.
Wizyta w Gabinecie Owalnym
Obecny prezydent został zapytany, czy podczas kampanii wyborczej trudno było mu się dostać do Gabinetu Owalnego i spotkać się z prezydentem USA Donaldem Trumpem.
Chyba nigdy tak się nie wydarzyło w ciągu 35 lat III Rzeczpospolitej, żeby kandydatem na urząd prezydenta spotkał się z urzędującym prezydentem Stanów Zjednoczonych, więc samo zagadnienie było bardzo skomplikowane i wcale nie oczywiste, do samego końca, do momentu aż wszedłem do Gabinetu Owalnego. Wiele osób na to pracowało, bo skupiamy się tutaj na mnie i na panu prezydencie, ale wiemy, że za każdym kandydatem idą wspaniali ludzie, idą sztaby, idzie rodzina, ludzie, którzy pomagają. Tak samo było z wizytą w Stanach Zjednoczonych. Tutaj duże zasługi i zaangażowanie z jednej strony Adama Bielana, z drugiej strony Nikodema Rachonia i naszych amerykańskich przyjaciół, ale do samego końca nie było oczywiste, że spotkam się z prezydentem Trumpem. Natomiast wola prezydenta Trumpa do spotkania ze mną była duża i to się udało. I powiem coś, łączy mnie z prezydentem Andrzejem Dudą. W czasie tej pierwszej dyskusji z prezydentem Trumpem, prezydent Trump kazał mi pozdrowić prezydenta Dudę i powiedział: „Duda cię popiera, to bardzo dobrze”
— zaznaczył.
Andrzej Duda został zapytany o to, czy jest wyzwaniem bycie partnerem politycznym kogoś takiego jak Donald Trump.
Jest oczywiście wyzwaniem politycznym, dlatego że prezydent Trump jest człowiekiem niezwykle pragmatycznym, ma bardzo twarde podejście, wielokrotnie podkreślał także w rozmowie ze mną, że jest prezydentem Stanów Zjednoczonych i reprezentuje interesy amerykańskich podatników. A ja na to mówiłem: „świetnie, a ja prezydentem Rzeczpospolitej i reprezentuję interesy Polaków, moich wyborców”. I każdy z nas rozumie, co to znaczy
— powiedział.
Relacje z USA
Były prezydent został zapytany także o relacje ze Stanami Zjednoczonymi.
Karol Nawrocki już jako kandydat na prezydenta zrobił w Białym Domu znakomitą robotę. Wykonał swoje zadanie, bo przedłużył to przekonanie prezydenta Trumpa, że warto w Polskę inwestować, że warto również inwestować swój czas. To jest człowiek wielkiego biznesu, dla którego każda minuta się liczy, a jednak zaraz później natychmiast mieliśmy oficjalną wizytę prezydenta RP w Białym Domu jako pierwszą w zasadzie poważną wizytę prezydenta RP i to pokazywało wielki sukces pana prezydenta. Zapoznaniem się pana prezydenta z prezydentem Trumpem wtedy w czasie spotkania w Białym Domu, kiedy oczywiste dla mnie jest to, że prezydent Trump zrozumiał, że ma do czynienia z poważnym partnerem w ważnym europejskim kraju. I to zostało prolongowane później poprzez oficjalną wizytę już poprzez oficjalną wizytę prezydenta w Białym Domu, co w dzisiejszych czasach, kiedy my dzisiaj tak bardzo potrzebujemy budowania bezpieczeństwa i sojuszniczej jedności z najważniejszym sojusznikiem, jakim są Stany Zjednoczone, ma znaczenie fundamentalne
— mówił.
O sprawę został zapytany także Karol Nawrocki.
Ja na stosunku polsko-amerykańskie patrzę w sposób bardzo pragmatyczny i oczywiście z punktu widzenia interesu państwa polskiego. Od wieków te relacje, pomimo takich lat, w których one komplikowały się, chodzi mi po roku 45. za sprawą decyzji Stanów Zjednoczonych, ale one są fundamentalne dla Polski, bo oparte są o ten sam system wartości, przywiązanie do niepodległości, do suwerenności, do demokracji. W sposób naturalny niezależnie od tego, jaka administracja rządzi w Stanach Zjednoczonych, interesem Polski jest budowanie silnych relacji ze Stanami Zjednoczonych. Pan prezydent Andrzej Duda potrafił takie relacje budować, niezależnie od tego, czy prezydentem był Joe Biden, czy Barrack Obama w samej końcówce, czy prezydent Donald Trump. Taki jest interes państwa polskiego – mieć dobre relacje ze Stanami Zjednoczonymi, ale realizować też pragmatyczne relacje w ramach Unii Europejskiej. Pan prezydent się z tego zadania wywiązywał, a my stanęliśmy w obliczu wyborów 1 czerwca właściwie wobec takiej alternatywy, że przegrana prezydenta, który rozumie kurs transatlantycki, mogłaby oznaczać zupełne odwrócenie się Polski od Stanów Zjednoczonych, postawienie wszystkiego na jedną kartę Unii Europejskiej. To jest wbrew interesowi państwa polskiego. Interes Polski polega na tym, żebyśmy byli konstruktywnie nawet, pragmatycznie krytyczni w Unii Europejskiej, bo są rzeczy, o których nie można mówić pozytywnie, te wszystkie zielone łady, migranci i ideologie. Mamy do tego prawo. I budować silny sojusz ze Stanami Zjednoczonymi. (…) Właściwie kontynuuję linię mojego poprzednika. (…) Zaproszenie do grupy G20 było bezpośrednim zaproszeniem dla prezydenta Polski, chociaż to nie jest mój bezpośredni sukces, bo nikt nie jest depozytariuszem wielkiego sukcesu gospodarczego Polaków po roku 89, żaden prezydent, żaden premier, to sukces ciężkiej pracy Polaków. Ale my widzieliśmy, jak to się odbywa, więc myślę, że udało się zabezpieczyć interes Polski
— wskazał.
Podważanie kompetencji
Obecnie urzędujący prezydent odniósł się także do sprawy podważania jego kompetencji przez obecnie rządzących, którzy próbują wmawiać opinii publicznej, że prezydent jest od tego, żeby „ładnie wyglądać na wizytach międzynarodowych i czytać z kartki instrukcje”.
Czytać instrukcję z kartki, ale ładnie wyglądać… zawsze się staram oczywiście, bo reprezentuję Polskę. Natomiast jeśli słyszę tego typu komentarze rządu prawie każdego dnia, to zawsze odsyłam do polskiej konstytucji. Najwyższym przedstawicielem Polski poza granicami kraju jest prezydent Rzeczpospolitej Polskiej. Nie można powołać polskiego ambasadora bez nominacji prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej. Nie można nominować sędziego bez decyzji prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Ja już przywykłem do tego, że określa się mnie w różny sposób, zresztą pan prezydent Duda po 10 latach ma podobne doświadczenia, także, jeśli ktoś tak w ten sposób to komentuje i nie szuka porozumienia z najwyższym urzędnikiem państwa polskiego, to myślę, że szkodzi sam sobie i swojej powadze
— zaznaczył.
NATO i Rosja
Andrzej Duda został zapytany natomiast o sprawę obecności NATO w Polsce, która na poważnie rozpoczęła się dopiero podczas jego prezydentury.
Przede wszystkim to była kwestia zmiany pewnych paradygmatów, które ukształtowały się w NATO i dotyczyły naszej części Europy. W zasadzie stanowiąc pewną już wtedy zupełnie nieuzasadnioną reminiscencję paktu NATO-Rosja, paktu, który został przez Rosjan już wcześniej wielokrotnie złamany i który co ja podkreślałem na każdym kroku od samego początku jeszcze, kiedy byłem prezydentem elektem, w zasadzie powinien zostać oficjalnie uznany przez Sojusz Północnoatlantycki za po prostu nieobowiązujący, bo zerwany przez Rosję.
— powiedział.
Andrzej Duda zauważył, że mieliśmy do czynienia z naiwną wiarą wielu środowisk zachodnioeuropejskich w sprawie Rosji.
Jeżeli chodzi o polityków, to ja mam osobiste takie odczucie jako efekt tych moich 10 lat prezydenckiej służby, że bardzo wiele jest w tym hipokryzji i po prostu czystej gry interesów. Natomiast jeżeli chodzi o różne wpływowe osoby na zachodzie Europy, komentatorów, różnych publicystów czy różnych naukowców, literatów, to takiej naiwnej wiary i tego, że Rosja się z jakąś romantyczną scenerią zimową, saniami, a nie z tym, czym Rosja tak naprawdę dla nas tutaj w naszej części Europy przez stulecia była, czyli zimą, tylko bynajmniej nieromantyczną - zima - 30 stopni, bose stopy, łańcuchy na nogach i pędzenie na wschód, na Syberię tych, którzy ośmielili się sprzeciwić Wielkiemu Imperium Rosyjskiemu
— wskazał.
Były prezydent został zapytany, co trzeba było zmienić, żeby twórca resetu w stosunkach z Rosją Barrack Obama, dał zielone światło na to, aby wojska NATO przesunąć na wschód.
Myślę, że kiedy dodamy dwa elementy, po pierwsze rosyjską agresję na Gruzję w 2008 roku, tak bardzo mocno wtedy podkreśloną przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który przecież wzywał wtedy w Tbilisi do opamiętania świat Zachodu, jeżeli zestawimy to z późniejszą w 2014 roku rosyjską de facto agresją na Ukrainę, czyli rozpoczęciem okupacji Krymu, właściwie rozpoczęciem okupacji okręgów ługańskiego i donieckiego, to ja myślę, że to były takie sole trzeźwiące dla wielu ekspertów, komentatorów i polityków amerykańskich, którzy w gruncie rzeczy zobaczyli, że to jest prawdziwe odrodzenie rosyjskiego imperializmu i że to nie są żart. Że ten imperializm będzie chciał przywracać dawną, przynajmniej sowiecką strefę wpływów, jeżeli nie strefę wpływów gdzieś imperialną strefę wpływów Rosji i że będzie w związku z tym chciał pochłaniać wolne narody i suwerenne niepodległe państwa, które w jakimś sensie dostały gwarancję od Stanów Zjednoczonych, tak jak Ukraina właśnie, której przecież Stany Zjednoczone obiecywały bezpieczeństwo. Myślę, że to był jeden z tych elementów, które stanowiły taki element trzeźwiący dla administracji amerykańskiej i rzeczywiście uzmysławiający, z czym mają dzisiaj do czynienia i to wpłynęło też na zmianę stosunku administracji również i prezydenta Barracka Obamy
— dodał.
Karol Nawrocki został zapytany o sprawę burzenia sowieckich pomników, kiedy był jeszcze prezesem Instytutu Pamięci Narodowej.
Są to pomniki pogardy dla ofiar sprawców zbrodni komunistycznych i stoją w Polsce do dzisiaj. Mamy w Warszawie ulicę Armii Ludowej ciągle, a nie mamy ulicy prezydenta Lecha Kaczyńskiego. To pokazuje pewien mentalny problem części polskich elit politycznych. Oczywiście likwidowanie tych pomników nie tylko było sprawiedliwością dziejową, ale też patrzeniem w przyszłość. Były mniejsze miejscowości, w których pomnik żołnierza Armii Czerwonej był jedynym pomnikiem w gminie albo w miejscowości, więc odbywały tam się akademie z okazji 1 września, 3 maja i 11 listopada. Pod pomnikiem żołnierzy sowieckich. To są pewne symbole, które niszczą już świadomość przyszłych pokoleń Polaków. Natomiast jeśli chodzi o kwestie żołnierzy amerykańskich i ten wielki sukces prezydentury Andrzeja Dudy i rządów Zjednoczonej Prawicy, czyli stała obecność Amerykanów w Polsce, korpus US Army w Poznaniu, infrastruktura, Redzikowo, Powidz, to ja jako nowy prezydent stanąłem w obliczu uratowania tego, co udało się zrobić mojemu poprzednikowi i rządom Zjednoczonej Prawicy. Na początku roku słyszeliśmy o pewnych zmianach, o konieczności zmian i zmniejszania liczby żołnierzy amerykańskich w samej Europie. Znamy ruchy Amerykanów, oczywiście w Rumunii, na Węgrzech, w innych państwach a po rozmowach z prezydentem Donaldem Trumpem, (…) Polska jest w istocie z całą pewnością najważniejszym sojusznikiem na wschodniej flance NATO
— wskazał.
Zwierzchnik sił zbrojnych
Prowadzący zapytał, co w praktyce oznacza, że prezydent jest zwierzchnikiem sił zbrojnych w Polsce.
Jeżeli zaczniemy tutaj analizować zapisy konstytucji w szczegółach, to jest pewne nieprzekazanie istoty problemu opinii publicznej. Zwierzchnik sił zbrojnych brzmi pięknie i każdy obywatel mówi: „no jak to, panie prezydencie, pan jest zwierzchnikiem sił zbrojnych, pan może wszystko”. Tylko proszę zobaczyć, że w następnym zdaniu jest napisane, że w okresie pokoju to zwierzchnictwo wykonywane jest za pośrednictwem ministra obrony narodowej. W związku z powyższym tak naprawdę to kolejny dowód na to, że konstytucyjna zasada współdziałania władz ma rzeczywiście fundamentalne znaczenie i największy problem jest wtedy, kiedy mamy do czynienia z takim rządem. A niestety znowu mamy do czynienia z takim rządem. Ja wspominam w tej chwili czasy prezydenta Lecha Kaczyńskiego, którego byłem ministrem zajmującym się sprawami prawnymi, między innymi konstytucyjnymi. Właśnie mamy znowu do czynienia z takim rządem i znowu na czele tego rządu stoi Donald Tusk oczywiście, który uważa, że zasada współdziałania obowiązuje tylko w jedną stronę. To znaczy, prezydent ma grzecznie współdziałać z rządem, a już rząd z prezydentem współdziałać nie musi. Więc to jest rzeczywiście próba de facto uniemożliwienia prezydentowi w wielu przypadkach wykonywania jego funkcji zwierzchnika sił zbrojnych, co w istocie stanowi tak naprawdę naruszenie konstytucji
— mówił Andrzej Duda.
Znając zapisy polskiej konstytucji, ale przede wszystkim mając świadomość, że oddało na mnie głos w bezpośrednich wyborach 10,5 miliona Polaków, wykonuje po prostu swoje obowiązki prerogatywy. Oczywiście one są w zakresie zwierzchnika sił zbrojnych ograniczone do pośrednictwa MON-u w czasie pokoju. Takie są zapisy konstytucji. Prezydent ma oczywiście możliwość nominowania na pierwszy stopień oficerski, nominacje generalskie, ale też w zakresie strategii, czyli choćby podpisania strategii bezpieczeństwa narodowego, która następnie rozpływa się na szereg innych wykonawczych dokumentów. Prezydent ma swoje zdanie i właśnie nad taką strategią bezpieczeństwa narodowego z obecnym tu ministrem Cenckiewiczem i w porozumieniu z MON-em współpracujemy. To nie jest próba wychodzenia poza konstytucję, mimo jej niedoskonałości. Zawsze to powtarzam i dlatego niebawem powstanie Rada Konstytucyjna, bo widzimy i myślę, że wspólnie z panem prezydentem możemy zdiagnozować ten problem, że podczas gdy prezydent nie ma oczywiście pełni władzy w okresie pokoju w zakresie obronności Polski, a ma ograniczoną władzę w tym zakresie, to w momencie wojny właściwie cały naród patrzy w stronę prezydenta i wówczas wykonuje on swoje najważniejsze zadania. To jest pewny kłopotliwy zapis polskiej konstytucji
— wskazał Karol Nawrocki.
Chwała twórcom konstytucji z roku 97. Dobrze, że powstała, ale ta konstytucja po blisko 30 latach i po tym, co dzieje się w ostatnich latach, szczególnie za sprawą rządu premiera Donalda Tuska, a więc podważania właściwie porządku ustrojowego państwa polskiego, powinna być w ramach kompromisu politycznego zmieniona. My tu mówimy o jednej rzeczy, która odnosi się do bezpieczeństwa, do fundamentalnej, zasadniczej rzeczy, która odnosi się do bezpieczeństwa narodowego, ale widzimy, że ta konstytucja już za czasów świętej pamięci prezydenta Lecha Kaczyńskiego, za czasów prezydenta Dudy, za czasów wszystkich prezydentów po prostu rodzi pewne konflikty, które moglibyśmy sobie jako wspólnota narodowa darować, gdyby konstytucja była inaczej skonstruowana. Nie krytykuję twórców konstytucji z roku 97, ale przypominam, że minęło blisko 30 lat, jesteśmy nauczeni pewnymi doświadczeniami i dlatego będziemy pracować w Pałacu Prezydenckim nad kompromisowym rozwiązaniem tej sprawy i zaproponowaniem nowego tekstu konstytucji
— mówił obecny prezydent.
Prezydenckie weta
Andrzej Duda został zapytany o to, jak zareagował na zwycięstwo koalicji 13 grudnia w wyborach parlamentarnych.
Ja jestem takim politykiem, który bardzo szanuje demokrację i bardzo szanuje w związku z tym decyzję moich rodaków, polskiego społeczeństwa, polskich wyborców. W związku z tym nie było dla mnie wątpliwości, że skoro wynik wyborów jest taki, to on pokazuje, jaka jest aktualna wola i kiedy mnie pytano, czy ja tutaj nie widzę problemu, ja mówiłem: „widzę problem”. Problemy są dwa. Po pierwsze obóz polityczny, z którego ja się wywodzę, nie uzyskał tak dobrego wyniku, jakiego być może wszyscy się spodziewali. A drugi problem niestety poważny to jest taki, że nie przygotował sobie wcześniej gruntu pod stworzenie koalicji, która umożliwiłaby dalsze sprawowanie władzy w Rzeczypospolitej i dalsze no dobre prowadzenie polskich spraw. To był problem roku 2023, ale zupełnie odwrotną sytuację, bo to chcę podkreślić i to chciałem już powiedzieć wcześniej, ale teraz jest bardzo dobra sposobność do tego, miał w zeszłym roku Donald Tusk. Donald Tusk, co by nie powiedzieć, w wyborach prezydenckich otrzymał czerwoną kartkę on i jego rząd. Jeżeli państwo sobie przypomnicie kampanię, to czy przez ostatnie dwa tygodnie kampanii wyborczej ktoś widział kandydata premiera Donalda Tuska, bo ja widziałem tylko premiera Donalda Tuska. Przez ostatnie dwa tygodnie kampanii prezydenckiej, ku nie ukrywam pewnemu wtedy mojemu zdumieniu, zobaczyłem, że głównym prowadzącym kampanię stał się premier Donald Tusk. I po dwóch tygodniach jego kandydat, którego on de facto osobiście reprezentował i lansował przez ostatnie dwa tygodnie kampanii wyborczej, przegrał wybory
— zauważył.
Osobistą porażkę, zawsze trudną dla człowieka, musiał przyjąć na siebie Rafał Trzaskowski, który był tym kandydatem, ale faktycznie była to po prostu klęska obozu politycznego i polityki, jaką ten obóz realizował w od grudnia 2023 roku
— wskazał.
Działania rządu komentował także prezydent Karol Nawrocki.
Powtarzałem w kampanii wyborczej, że zagonię leniwy rząd do pracy i niezależnie od tego, jak postrzegamy działania rządu, to widzimy, że ten rząd i sam parlament działają jednak inaczej, bardziej intensywnie. Być może ich mobilizuję jak płachta. Działają intensywnie, co nie znaczy efektywnie, czy z sukcesami, ale coś w tym zakresie się zmieniło, bo wcześniej rzeczywiście odmierzali dni do końca prezydentury Andrzeja Dudy. Potem kolejne 5 lat trzeba odliczać, więc już chyba przestali odliczać, to przeliczali głosy. Natomiast z całą pewnością nastąpił jakiś rodzaj mobilizacji. Jako prezydent i kancelaria wykonujemy swoją pracę, wychodząc z inicjatywami ustawodawczymi, głęboko analizując każdą ustawę, podejmując weta w takich miejscach, w których widzimy zagrożenie dla interesu społecznego czy dla interesu Polski. Zresztą taką lekcją, myślę, że społeczną była też działalność mojego poprzednika. To beto zyskiwało pewną pewien realny wymiar w wielu kwestiach. Oczywiście też nie czas, żeby to analizować, ale ja przekonuję opinię publiczną od dłuższego czasu, że ono normalnym instrumentem procesu demokratycznego. (…) Sytuacja psychologiczna, w której w sposób naturalny prezydentem Polski miał zostać Rafał Trzaskowski, a nie Karol Nawrocki, spowodowała, że przez pół roku odliczając czas prezydentowi Andrzejowi Dudzie, przygotowywano prawo pod zupełnie innego prezydenta Polski, a wyszedł z wyborów inny prezydent Polski i to wpływa także na ilość wet, bo są ustawy, które, gdy ktoś analizował moją kampanię wyborczą, mógł się domyślić, że ja ich nigdy nie podpiszę, bo nie są zgodne z tym, czego oczekują ode mnie wyborcy.
— zaznaczył.
I w kontekście niedoskonałości demokracji, czy tego systemu konstytucyjnego, w którym dzisiaj funkcjonujemy. (…) Mamy sytuację, w której dzisiaj drugą najważniejszą osobą w państwie, oczywiście zgodnie z rygorami polskiej demokracji, już zostawiam to, że jest to postkomunista, nie chcę o tym dyskutować, jest człowiek, który dostał 20 000 głosów i przegrał z człowiekiem ze swojej listy z ostatniego miejsca. I człowiek z poparciem 20 000 głosów zostaje drugą osobą w państwie, oczywiście w ramach koalicyjnych układanek, dyskusji. Reprezentuje partię, która ma marginalne poparcie i wszystko jest oczywiście zgodnie z demokracją, ja tego nie kwestionuję jako prezydent Polski, ale zwykli Polacy, chyba mają przekonanie, że budzi to pewien absmak, że oto wychodzi człowiek nie tylko postkomunista, ale z poparciem 20 000 głosów i mówi do człowieka, który ma 10,5 miliona głosów w wyborach bezpośrednich, że będzie korzystał z weta, którego nie ma w stosunku do jego inicjatywy ustawodawczej. To pokazuje, po co jest ta prezydentura, żeby naród miał po prostu prawo głosu i mógł oceniać tego typu zachowania dzisiejszego marszałka
— wskazał, mówiąc o marszałku Sejmu Włodzimierzu Czarzastym.
Adrian Siwek
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/750174-karol-nawrocki-i-andrzej-duda-w-debacie-wielkie-wsparcie
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.