W noworocznym wystąpieniu premier Tusk mówił o przyspieszeniu inwestycji o charakterze strategicznym, a niestety część z nich jest już wyraźnie opóźniona, między innymi dlatego, że przez 2 lata obecnych rządów trwały różnego rodzaju audyty, a część została zupełnie zaniechana, w zasadzie bez uzasadnienia. Takie inwestycje jak: CPK, budowa pierwszej elektrowni atomowej czy rozbudowa portów morskich, zostały opóźnione o co najmniej kilka lat, a z kolei takie inwestycje jak budowa nowego portu kontenerowego w Świnoujściu, portu przeładunkowego w Małaszewiczach, użeglownienie Odry czy budowa II nitki tzw. Rurociągu Pomorskiego w zasadzie całkowicie zaniechane, bez podania przyczyn. Opóźnianie inwestycji strategicznych albo ich zaniechanie, jak równie rezygnacja z wieloletniego programu wspierania inwestycji realizowanych przez samorządy, to wszystko znalazło już odzwierciedlenie we wskaźniku stopy inwestycji, który w 2024 roku wyniósł tylko 16,9 proc. PKB i był najniższy od 30 lat. Wskaźnik ten w 2023 roku, ostatnim roku rządów Prawa i Sprawiedliwości wynosił jeszcze 18 proc. PKB i był przez ówczesną opozycję, a obecnie rządzących, bardzo mocno krytykowany.
Przypomnijmy, że mimo wydanej ostatnio zgody Komisji Europejskiej na pomoc publiczną dla pierwszej polskiej elektrowni atomowej, minister resortu energii Miłosz Motyka na niedawnej konferencji prasowej, ostudził jakikolwiek zapał w tej sprawie. Poinformował bowiem, że pierwsze roboty budowlane na placu budowy elektrowni atomowej, zaczną się dopiero w 2028 roku, a więc niestety dopiero za dwa lata, co oznacza, że tak naprawdę, będzie to robił już następny rząd. Co więcej, oznacza to także przesuniecie o kolejne 3 lata oddania do użytku pierwszego bloku energetycznego elektrowni, z harmonogramu realizowanego przez rząd Morawieckiego wynikało, że będzie to w roku 2033, teraz minister twierdzi, że będzie to w roku 2036, a eksperci od realizacji tego rodzaju inwestycji, twierdzą, że opóźnienia mogą spowodować, że energię z pierwszego bloku tej elektrowni będziemy mieli dopiero w roku 2040.
Do realizacji CPK, a teraz po 2 latach audytów kadłubowego „Portu Polska”, Tusk wybrał głównego przeciwnika realizacji tej inwestycji, który z hasłem „Stop CPK” prowadził kampanię wyborczą i wszedł do Sejmu. Teraz jest pełnomocnikiem rządu do realizacji tej inwestycji i już wiadomo, że jeżeli pod tym kierownictwem zostanie ona zrealizowana, to opóźnienie sięgnie co najmniej 7 lat, z planowanego wcześniej oddania w 2028 roku, teraz ten najwcześniejszy termin, to rok 2035. Co więcej, pod nazwą „Port Polska” ma być budowane zaledwie kolejne lotnisko, zamiast planowanego wcześniej hubu przesiadkowego, rozbudowanego o port cargo, a także cześć kolejową, która oznaczała oddanie około 2 tys. km nowych linii kolejowych, łączących z tym portem przesiadkowym większość większych i średnich miast w Polsce.
Wprawdzie oficjalnie ciągle premier Tusk i jego ministrowie mówią o budowie portu kontenerowego w Świnoujściu, ale zmiana koncepcji tej inwestycji, o której zdecydował już rząd, oznacza rozpoczęcie przygotowań od początku, a to w zasadzie jest wyrokiem na tę inwestycję, przy tym rządzie, ona już nie powstanie. Mimo tego, że port przeładunkowy Małaszewicze już w obecnym kształcie w związku z głównie chińskim eksportem i importem, realizowanym przez 15 par pociągów przyjmowanych w ciągu doby, przynosi rocznie około 8 mld zł w postaci i ceł i podatków, to decyzja o jego rozbudowie jest blokowana przez obecną ekipę rządową. Jego zasadnicza rozbudowa, której koszt jest szacowany na około 3 mld zł, pozwoliłaby na podwojenie tego przywozu i wywozu towarów do 30 par pociągów w ciągu doby, co znacząco zwiększyłoby dochody budżetowe z cel i podatków. Niestety inwestycja w rozbudowę portu kolejowego w Małaszewiczach jest na kursie kolizyjnych z interesami portów morskich, takich jak Hamburg, Antwerpia, Amsterdam i gdyby została zrealizowana, odebrałaby cześć dochodów podatkowych i celnych Niemiec i Holandii.
Stąd jak się wydaje decyzje rządu Tuska o zatrzymaniu jej realizacji, czego dobitnym wyrazem jest przedłużenie czasu na przeprowadzenie kolejnych wyliczeń, które mają udowodnić efektywność ekonomiczną przedsięwzięcia. Tyle tylko, że te wyliczenia zostały już przeprowadzone, co więcej dotychczasowa wydajność podatkowa i celna portu kolejowego w Małaszewiczach nie powinna pozostawiać żadnych wątpliwości. Przedsięwzięcie prowadzą dwie spółki Skarbu Państwa, Polskie linie Kolejowe S.A i PKB Cargo S.A, które są nadzorowane przez ministra infrastruktury, ale jak się okazuje, pod rządami Tuska straciły do niego serce i stąd już dwa lata opóźnienia w podejmowaniu jakiejkolwiek decyzji w tej sprawie.
Z kolei w połowie 2024 roku ukazał się komunikat spółki PERN, odpowiadającej za sieć rurociągów, którymi przez terytorium Polski transportowana jest ropa naftowa, w którym poinformowano opinię publiczną, że budowa II nitki tzw. Rurociągu Pomorskiego, została właśnie wstrzymana. Chodziło o budowę II nitkę rurociągu, który miałby prowadzić z Naftoportu w Gdańsku do połączenia z rurociągiem „Przyjaźń”, prowadzącym z kolei od granicy z Białorusią do granicy z Niemcami. Połączenie obydwu rurociągów, miałoby nastąpić w centrum naszego kraju w rejonie Miszewka Strzałkowskiego, gdzie znajduje się jedna z kilku baz ropy, którymi zarządza spółka PERN. O ile jeszcze w czasie rządów premiera Morawieckiego inwestycja ta, była bardzo intensywnie przygotowywana, bowiem miała ona zapewnić bezpieczeństwo dostaw ropy do rafinerii w Polsce przez Naftoport w Gdańsku, to po utworzeniu rządu Tuska i dokonaniu zmian we władzach spółek odpowiadających za transport i przerób ropy (między innymi w Orlenie i w PERN), nagle okazało się, że inwestycja ta nie jest już potrzebna. Trzeba przy tym przypomnieć, że jej przeciwnikami byli głównie Niemcy, którzy wprost twierdzili, że ta inwestycją Polska, chce wręcz zmusić Niemcy do zaopatrywania niemieckich rafinerii, ale głównie rafinerii PCK Schwedt w ropę przez Gdańsk, a więc wykluczenie ich zaopatrywania w dostawy ropy z Kazachstanu. A przecież Niemcom tak naprawdę chodzi jednak o możliwość pompowania znacznie tańszej „ruskiej” ropy do rafinerii Schwedt ropociągiem „Przyjaźń” przez terytorium naszego kraju, która tylko na papierze jest ropą kazachską, aby w ten sposób omijać unijne sankcje, którym objęta jest ropa rosyjska.
To tylko niektóre strategiczne przedsięwzięcia albo bardzo wyraźnie opóźnione przez rząd Tuska, albo tez mydli się oczy opinii publicznej, że będą realizowane, podczas gdy tak naprawdę robi się wszystko, aby z nich zrezygnować, no i wreszcie te, których zaniechano, nie wyjaśniając nawet dlaczego. Żadnych przyspieszeń w realizacji tych inwestycji nie będzie, bo większość z nich albo uderza w niemieckie interesy, albo też jak budowa elektrowni atomowej w Polsce jest przez ten kraj niemile widziana, w związku z likwidacją energetyki atomowej w tym kraju.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/749908-tusk-o-przyspieszeniu-inwestycji-a-jest-odwrotnie
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.