Narracja heroiczna jest po to, żeby pokazać, iż rycerz Donald rządzi w bardzo niebezpiecznych czasach, a mimo to świetnie daje sobie radę.
W świecie Donalda Tuska wszystko musi być dramatyczne. Nawet walka ze śniegiem, którego opady trudno jednak, mimo że niezbyt obfite w ostatnich latach, uznać za coś zaskakującego. Dramatyczne jest po prostu wszystko, czym musi się zająć Donald Tusk. A musi, bo dramat to podstawa jego heroicznej narracji. On zawsze walczy, nawet gdy ta walka jest równie pokrętna, jak w produkcji Disneya „Merida waleczna”.
Tusk gra rolę rycerza, może nawet świętego Jerzego, któremu jakiś smok wkłada „szprychy w koło” – jak ująłby to niezawodny Rafał Trzaskowski. W rzeczywistości jest to przecież wkładanie szprych w koło społeczeństwa, które rycerz Donald chroni. I nie pęka nie tylko przed spersonalizowanymi zagrożeniami, ale także przed tymi wynikającymi z klęsk żywiołowych. Śnieg i mróz (czy wcześniej woda) idealnie nadają się do zwalczania i dramatycznej narracji, bo są groźne, ale bezosobowe, można więc się na nich wyżyć bez moralnych skrupułów. I można pokazać sprawczość.
W dobrze funkcjonującym państwie premier nie zajmuje się pierwszymi lepszymi opadami śniegu, ale musi się nimi zajmować szef rządu w państwie, gdzie władza opiera się na heroicznych mitach. A musi się na nich opierać, skoro równie, a może nawet bardziej heroiczne jest „rozliczanie” i „ściganie” „złych ludzi” z poprzedniej władzy. W heroicznej narracji oni są tak samo źli jak śnieg i mróz, czyli obiektywnie groźne zjawiska przyrodnicze. Co oznacza, że „rozliczanie” i „ściganie” też jest obiektywne i konieczne, bo trzeba po prostu walczyć z klęskami zagrażającymi ludziom.
Gdy w styczniu 2014 r. Elżbieta Bieńkowska, gwiazda w drugim rządzie Tuska, stwierdziła: „taki mamy klimat” w reakcji na paraliż na kolei spowodowany mrozami i oblodzeniem sieci trakcyjnej, ówczesny i obecny premier za nią przeprosił. Przecież jej słowa uderzyły w heroiczną narrację. Pod rządami Tuska nie ma czegoś takiego, jak „taki mamy klimat”, lecz są wyłącznie stany i rzeczy nadzwyczajne, choćby były najbardziej trywialne z możliwych. Przecież rycerz Donald nie zajmuje się jakimiś błahostkami, lecz sprawami (i zagrożeniami, niebezpieczeństwami) wielkimi. Wiadomo, że jest stworzony do rzeczy wielkich i tylko takie mu się przytrafiają. Inna sprawa, że Elżbieta Bieńkowska pokazała typowe dla siebie lekceważenie ludzkich spraw, bo one przecież osoby tak w sobie zakochanej i ogłoszonej królową Elżbietą I (na okładce kierowanego wtedy, czyli w 2013 r., przez Tomasza Lisa „Newsweeka”) nie dotyczyły.
Rząd zbierający się pod przewodem rycerza Donalda, żeby zajmować się m.in. zasypanym peronem na dworcu kolejowym w Mławie to oczywiście groteska, bo takie rzeczy najwyżej powinien koordynować wojewoda, a normalnie starosta bądź burmistrz. Ale wtedy heroiczna narracja poszłaby się gonić. A przecież nie może, bo prysłby mit rycerza Donalda codziennie walczącego ze strasznym smokiem (odradzającym się albo nowym). Wprawdzie ktoś złośliwy mógłby zapytać, jak to się dzieje, że pod rządami rycerza Donalda zawsze i wciąż atakują jakieś smoki, więc może on je po prostu stwarza bądź przyciąga. Ale to przecież godny najwyższego potępienia defetyzm i wkładanie wielu szprych w koło jednocześnie.
Narracja heroiczna jest po to, żeby pokazać, iż rycerz Donald rządzi w bardzo niebezpiecznych czasach, a mimo to daje sobie radę. A nawet w takich niebezpiecznych czasach pokazuje swoją wyjątkowość, waleczność i skuteczność. Czyli jest stworzony do wielkich rzeczy i radzi sobie jak nikt inny. A skoro radzi sobie z wielkimi wyzwaniami i niebezpieczeństwami, tym bardziej poradzi sobie ze zwykłym, czyli codziennym rządzeniem. I złośliwcy mogą mówić, że to bezsensowny cyrk i pokazucha, ale rycerz Donald jest ponad to, bo on realizuje specjalną misję, czyli codziennie walczy ze smokiem, żeby już żadna dziewica (księżniczka) nie była składana w ofierze. Tym bardziej że wśród poddanych rycerza Donalda są same dziewice (i księżniczki).
Wymaganie od rycerza Donalda, żeby się zajmował zwykłym rządzeniem, a nie walkami ze smokiem (smokami) jest małostkowe, prymitywne i żałosne. Tylko rycerz rozprawiający się z groźnymi smokami daje gwarancję, że sprosta każdemu wyzwaniu, obroni swoich poddanych, a nawet swoich nieprzyjaciół. Dlatego zajmuje się także walką ze śniegiem i mrozem. Bo jak już się utrwali, że rycerz Donald ma Polskę w swej pieczy, to żaden śnieg i mróz tu nie zaznają spokoju. Najwyżej w ikonografii zmieni się włócznię na pługopiaskarkę.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/749897-tusk-jako-nowy-sw-jerzy-heroicznie-walczy-ze-smokiem
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.