W noworocznym wystąpieniu premiera Tuska, które było jednak nieudaną próbą reakcji na sylwestrowe bardzo dobre orędzie prezydenta Karola Nawrockiego, znalazło się wiele półprawd i zwyczajnych kłamstw, ale przede wszystkim wręcz Himalaje hipokryzji. Taki charakter miało stwierdzenie o tym, że „rozpoczynający się właśnie rok będzie czasem intensywnej repolonizacji i obudowy przemysłu, w tym przemysłu obronnego, a zasada najpierw polskie, stanie się na dobre żelazną regułą w zamówieniach publicznych”. Retoryka repolonizacyjna jest obecna w publicznych wystąpieniach już od jakiegoś czasu, ale działania jego rządu idą dokładnie w drugą stronę, czego dobitnym wyrazem są przetargi na tabor kolejowy już ogłoszony przez PKP Intercity i przygotowywany przez spółkę CPK.
Przypomnijmy, że pod koniec listopada przez media wspierające rząd Tuska przebiegła „radosna” informacja, że zarówno spółka Centralny Port Komunikacyjny (CPK), jak i PKP Intercity już w 2026 roku przeprowadzą przetargi na zakup taboru dla Kolei Dużych Prędkości (KDP) jeżdżących z prędkością ponad 300 km/h. Od dawna jednak eksperci w tej dziedzinie podkreślają, że nie ma się z czego cieszyć, bo przyjęcie założenia, że obydwie spółki zgłaszają zapotrzebowanie na tabor kolejowy jeżdżący z prędkością ponad 300 km/h, oznacza, że do przetargu staną tylko i wyłącznie firmy spoza Polski. Choć mamy w naszym kraju funkcjonują cztery duże firmy produkujące tabor dla kolei o wysokich parametrach, także jeżdżące z prędkością powyżej 200 km/h, to określenie parametru prędkości powyżej 300 km/h oznacza tak naprawdę ich eliminację z zapowiadanych przetargów.
To wręcz skandaliczne decyzje dwóch spółek będących w 100 proc. własnością Skarbu Państwa, bowiem od wielu tygodni myślą przewodnią publicznych wystąpień premiera Tuska dotyczących gospodarki jest jej repolonizacja, czyli kierowanie jak największej ilości wydatków publicznych do polskich przedsiębiorstw. Premier Tusk mówił o tym przed kilkoma ostatnimi posiedzeniami Rady Ministrów, w części specjalnie otwartej dla mediów, ale także na przykład podczas otwarcia dorocznych targów zbrojeniowych w Kielcach czy niedawno „nomen omen” podczas otwarcia targów kolejowych Trako w Gdańsku. To częste powtarzanie przez Tuska terminu repolonizacja i sugestie, że dla jego rządu to priorytet, najprawdopodobniej jest konsekwencją badań opinii publicznej, jakie zamówiła jego kancelaria, z których wynika, że takie działania rządu, powinny przysporzyć mu zwolenników. Tyle tylko, że jedna rzecz to zapowiedzi i deklaracje, jakie z niezwykłą lekkością składa premier Tusk, zgodnie z hasłem Platformy „cóż szkodzi obiecać”, a druga, to praktyczne posunięcia rządu, które niestety idą w zupełnie innym kierunku.
Wręcz sztandarowym przykładem tych Himalajów hipokryzji Tuska i jego ekipy jest nadzwyczajne przyspieszenie decyzji o ogłoszeniu przetargu na zakup około 40 składów na potrzeby kolei dużych prędkości dla spółki CPK. Spółka podjęła decyzję, o tym, że będą to składy, które mają jeździć z prędkością maksymalną 320 km/godz., zamiast wcześniej planowanej prędkości eksploatacyjnej 250 km/godz., co oznacza, że żadna z firm produkujących w Polsce pojazdy szynowe nie będzie w stanie wystartować w tym przetargu, bo nie produkuje takich składów. Za taką decyzją nie przemawiają żadne racjonalne argumenty, decyzja rządu bowiem oznacza, eliminację z tych połączeń kolejowych mniejszych miast (np. Kalisza), znaczące podwyższenie kosztów przejazdów na tych trasach, a więc i cen biletów, wreszcie eliminuje z przetargu firmy w Polsce, co oznacza, że miliardy publicznych pieniędzy, wypłyną poza nasz kraj. Jak sugerują eksperci w tej dziedzinie, zapowiedziany przetarg jest wręcz „ustawiony” pod niemiecką firmę Siemens, której składy zresztą przechodzą już testy na testowym odcinku torów w Żmigrodzie. Ponieważ na ten zakup przewidziana jest w ramach budżetu CPK kwota około 10 mld zł, to ten olbrzymi kontrakt, jak można przypuszczać, znacząco poprawi sytuację finansową Siemensa.
Z kolei spółka PKP Intercity już ogłosiła przetarg na zakup taboru kolejowego, także z prędkością eksploatacyjną ponad 300 km/h do obsługi tzw. linii Y, czyli tras pomiędzy Warszawą a Wrocławiem, Łodzią i Poznaniem, ale także tras do Szczecina i Berlina. Chodzi o zakup 20 elektrycznych zespołów trakcyjnych z opcją dokupienia jeszcze kolejnych 35 składów, co oznacza, że docelowo wyda ona na te zakupy, co najmniej 10 mld zł, przy czym oczekuje pierwszych dostaw dopiero po 5 latach od podpisania umowy, a więc z dostawami się nie spieszymy, ale przetarg ogłaszamy natychmiast.
Sumarycznie więc dwie polskie spółki z w ciągu najbliższych kilku lat, chcą wydać na zakup taboru kolejowego dla KDP za ponad 20 mld zł i te środki wywędrują poza Polskę, wspierając kolejowe firmy z Niemiec, Francji, a być może za jakiegoś inne kraju Europy Zachodniej. Rząd Tuska aprobuje tego rodzaju decyzję dwóch spółek Skarbu Państwa w sytuacji, kiedy jak już wspomniałem, w Polsce funkcjonują aż cztery poważne spółki, produkujące tabor kolejowy o prędkościach eksploatacyjnych powyżej 200 km/h. Wygląda więc na to, że tego rodzaju decyzje skrócą czas przejazdu pomiędzy dużymi miastami o zaledwie kilkanaście minut, a konsekwencją tego będzie konieczność dodatkowych ogromnych wydatków inwestycyjnych na infrastrukturę kolejową i wyprowadzenie ponad 20 mld zł z polskiego budżetu do gospodarek krajów Europy Zachodniej.
Tak wygląda w praktyce „tuskowa” repolonizacja gospodarki i żelazne stosowanie zasady „najpierw polskie” w zamówieniach publicznych. Już przyzwyczailiśmy do kłamstw Tuska i chwalenia się nie swoimi sukcesami w jego codziennych wypowiedziach, ale ich „festiwal” w noworocznym wystąpieniu do Polaków, jednak szokuje.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/749828-donald-tusk-o-intensywnej-repolonizacji
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.