W gabinetach Kancelarii Premiera Donalda Tuska smaży się kolejna wersja ustawy o mowie nienawiści, bo pierwszy „produkt” został odrzucony przez Trybunał Konstytucyjny we wrześniu ubiegłego roku, a obecny szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki w wywiadzie telewizyjnym zapowiedział, że prezydent Karol Nawrocki nie podpisze „ustawy kagańcowej”.
A tymczasem… a tymczasem minister Waldemar Żurek w grudniu 2025 powołał przy 16 prokuraturach rejonowych – jedną w każdym województwie - kilkuosobowe zespoły śledczych, którzy mają się specjalizować w ściganiu sprawców mowy nienawiści. Bo jak minister sprawiedliwości twierdzi, mowa nienawiści może dezinformować, manipulować nastrojami społecznymi, „co stwarza ogromne zagrożenie dla stabilności społecznej i bezpieczeństwa państwa”.
Tym bardziej, że jak wynika z bezpośrednich obserwacji obecnego ministra, ci którzy dopuszczają się przestępstw motywowani uprzedzeniami i są później ścigani przez prokuraturę, mimo iż działają w różnych, często wzajemnie skonfliktowanych środowiskach, to juchy stają się tacy przebiegli, że wymieniają się informacjami o słabych punktach oskarżeń. A prokuratorzy nie.
Wyprzedzające działania Waldemara Żurka, mające na celu stworzenie specjalistycznej kadry prokuratorskiej do ścigania „sprawców mowy nienawiści” jest zapowiedzią uruchomienia niezwykle niebezpiecznego uderzenia w same fundamenty demokracji i wolność słowa.
Sprawa, jak się wydaje, ma trzy wymiary. Jeden – to kolejny, dyskretny krok Komisji Europejskiej w kierunku ograniczenia suwerenności Polski w kwestiach funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości. Wiadomo, że Unia Europejska od kilku lat dąży do ujednolicenia przepisów dotyczących mowy nienawiści, aby wszystkie państwa członkowskie miały wspólne ramy prawne, ponieważ obecnie zarówno definicje jak i kary odbiegają od siebie w poszczególnych krajach. Parlament Europejski wywiera presję na uznanie mowy nienawiści i przestępstw z nienawiści za przestępstwa unijne, dzięki czemu powstanie możliwość, aby istniejące przepisy ograniczone do rasizmu, ksenofobii, rasy, koloru skóry, religii, pochodzenia narodowego lub etnicznego rozszerzyć i włączyć do kategorii chronionych np. płci czy orientacji seksualnej. Rejestr przestępstw unijnych, które podlegają karze ma zapewnić grupom zagrożonym mową nienawiści identyczną ochronę w każdym państwie wspólnoty.
Pamiętajmy, że reguła nazwijmy ją „unijnego prawa” działa nie tyko w aspekcie ścigania i wymierzania kar za mowę nienawiści, ale i przywilejów dla kategorii chronionych. Mamy już próby narzucenia Polsce reguły, aby przyjezdne „małżeństwa” homoseksualne, wychowujące adoptowane dzieci, traktowane były u nas w takich samych ramach prawnych jak w państwie, w którym małżeństwo zawarli i uzyskali zgodę na posiadanie dzieci. To, co robi Donald Tusk i jego rząd, to bezszelestna zgoda na oddanie UE kolejnego obszaru suwerenności Polski.
Robi to tym skwapliwiej, że stworzyłoby to wręcz cieplarniane warunki do ogromnego rozszerzenia pola dławienia krytyki obecnej władzy. I objęłoby wszystkie środowiska, które ośmielałyby się mieć odrębne zdanie w sprawach ważnych dla władzy. Począwszy od polityków opozycyjnych, poprzez media, nieliczne prawicowe fundacje, przeciwstawiające się szkodliwym dla Polski działaniom obecnej koalicji. Ustawa stałaby się też narzędziem, jeśli nie eliminującym, to z pewnością wybitnie ograniczającym wpływ mediów społecznościowych na przekazywanie prawdziwego obrazu Polski i życia Polaków. Przeciwnego lukrowanemu i często fałszywemu wizerunkowi, lansowanemu przez Donalda Tuska i jego ekipę.
To dość oczywiste, że tego rodzaju narzędzie może odegrać zbawienną dla rządzących rolę w okresie kampanii wyborczej. Możemy jedynie spodziewać się, że Donald Tusk, korzystając z tych możliwości pełnymi garściami, z właściwą sobie szczerością powie oficjalnie, że brzydzi się takimi sposobami walki politycznej. Ale niestety jest bezradny, tam gdzie wkracza prawo i zatrzymywani są politycy opozycji.
I tu zderzamy się z trzecim wymiarem związanym ze szczególnymi zagrożeniami ustawy o mowie nienawiści. Jest nim stosowanie prawa przez decydenta rozgrywającego, Donalda Tuska - „tak jak je rozumiemy”. A wiele wskazuje na to, że znalazł w osobie jeszcze do niedawna sędziego („O czasy, o obyczaje”) Waldemara Żurka. Fanatycznego realizatora reguły szefa rządu.
Nie jestem matematykiem, więc nie podam liczby możliwości interpretacji, jakie stoją przed Waldemarem Żurkiem, dziesiątków, czy setek zdań, aby móc kogoś oskarżyć o mowę nienawiści. Choć naprawdę nie będzie w nich ani krzty merytorycznej, ani intencji wypowiadającego. Powiem natomiast, że w przypadku stosowania zasady „prawo jest takie, jak je rozumiemy” możliwości są nieograniczone. Ależ wreszcie mógłby poszaleć pan minister. I załagodzić przejściowe napięcie z panem premierem.
Może nieco za daleko się zapędziłem, bo w gruncie rzeczy wierzę, że specjalnie powołani przez Waldemara Żurka prokuratorzy, którzy wyspecjalizują się w ściganiu sprawców mowy nienawiści, za jakiś czas zasilą szeregi bezrobotnych.
To też nie dobrze. Trudno znaleźć dobre wyjście z tego galimatiasu.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/749767-tusk-i-zurek-w-odbiciu-lustra-ustawy-o-mowie-nienawisci
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.