Czy można stworzyć trwałą cywilizację opartą tylko na zasadach materialnych, ekonomicznych, prawnych? Trwa właśnie taka próba w Europie, jesteśmy jej świadkami i zarazem uczestnikami zbudowania takiego, już dziś widać, dość ograniczonego porządku, nowego ładu w Europie. Z wielu odrębnych, nieraz bardzo różnych krajów i państw o różnej tożsamości, kulturze i języku, ma powstać eksperymentalny twór hybrydowy, którego w Europie jeszcze nie było. Dokonuje się tego różnymi i coraz bardziej wątpliwymi sposobami. Dziwna to śmiałość, inicjatywa i także ideologia (bo takowa jest) tego nowego superpaństwa europejskiego, tworzonego właściwie jakoś bez wiedzy i woli samych Europejczyków. Porzucono bowiem myśl o wspólnym i naturalnym poniekąd rozwoju krajów europejskich, które razem stanowiły fenomen i odrębność Europy rozwijającej się przez wieki kiedyś na wspólnych rzeczywiście podstawach (jakich, o tym za chwilę) – na rzecz jednak pewnej utopii, nieznanej, założonej z góry, nieprzewidywalnej w przebiegu, skutkach i nieodwracalnych konsekwencjach. Znamy to już, przerabialiśmy niedawno, z czego nie możemy się nadal wydobyć, bo to zawsze przynosi niepotrzebne, nieodwracalne zmiany. Taka utopia musi być bowiem wprowadzana mniejszą czy większą siłą, desperacją jakichś władz, sankcjami, szantażem, wreszcie wszelkiego rodzaju karami. Nie uniknie się przymusu, z którym jednocześnie będzie się walczyć, głosząc wzniosłe, a w ten sposób puste hasła, czyli całość tego procederu będzie się opierać na hipokryzji, zakłamaniu, obłudzie…
Czy Unia Europejska może nas zbawić?
Już teraz ten plan wprowadza niepewność, zamęt, chaos zarówno dla całych krajów, jak i ich obywateli. Niejawny tryb polityczny budowania tej europejskiej utopii, w rezultacie walka nieznanych obywatelom interesów ponadnarodowych, niedemokratyczne w końcu decyzje, niejasne prawo i jednocześnie szantaż fiskalny wobec poszczególnych krajów (tak się składa, że głównie wobec krajów Europy wschodniej), przekraczanie własnych traktatów – to wszystko sprawia, że taki porządek sam się poddaje w wątpliwość, nie ma na czym się oprzeć, do czego się odwołać. Cały obecny kierunek rozwoju UE staje się coraz bardziej wątpliwy zwłaszcza po wybuchu wojny na Ukrainie w obliczu nadciągających zagrożeń i niebezpieczeństw. By się dłużej nie rozwodzić o tych znanych już zbyt dobrze zagrożeniach, tylko kluczowe hasła i idee fix tej wątpliwej polityki, całkowicie już skompromitowane: polityka, a właściwie już ideologia klimatyczna i wynikające z niej konsekwencje fiskalne dla ludności, swoisty klimakteryzm, następnie imigracjonizm, czyli wzrost znaczenia wojowniczego islamu, umowa Mercosur, czyli utrata bezpieczeństwa i suwerenności żywnościowej. Nie wspominam już o niedostrzeganych w konsekwencji zmianach cywilizacyjnych, kulturowych, mentalnych, utraty pozycji i wartości Europy, suwerenności zewnętrznej i wewnętrznej, także tej duchowej…
Czy dopuszczalna jest krytyka UE?
Już słychać, mówiąc znów skrótowo, że krytyka UE to popieranie i uleganie zbrodniczej Rosji. Zabawna i dziecięca logika, którą uprawiają politycy, by zagłuszyć poważne i ogólniejsze problemy, zarówno krajowe jak międzynarodowe, szantażować moralnie przeciwników i obywateli, wymuszać większą integrację UE, mimo jawnych błędów, z których wypadałoby jak najszybciej się wycofać. Parciana retoryka i taka właśnie demokracja walcząca z demokracją. Akurat w Polsce doskonale wiemy, że można mieć dwóch nie-przyjaciół na raz, raz jeden, raz drugi będzie większym przeciwnikiem, a nieraz jawnym wrogiem, a może jeszcze się zdarzyć, że obaj porozumieją się w przeciw nam. Co, nie może się już zdarzyć? Akurat jeden z obecnych ministrów zauważył kiedyś przytomnie, że dzisiejszym paktem Ribbentrop-Mołotow, czyli Hitler-Stalin, mógł być rurociąg Nord Stream.
Czy Europa wyrzeknie się swojej tradycji?
Nowoczesna Europa w pędzie ku nieokreślonej, wydawałoby się świetlanej przyszłości, ku nowej utopii pełnego ładu europejskiego, postanowiła, jak to przynajmniej dotąd było widać, pominąć, czy też właściwie odrzucić całą swą przeszłość, fundamenty, korzenie, razem – ze słusznym – odrzuceniem totalitaryzmów, jakie w niej właśnie powstały w XX wieku. Czy jednak wylewać dziecko z kąpielą?
Nie tak dawno próbowano kodyfikować ten nowy ład w rodzaju konstytucji, która jednak upadła poddana krajowym głosowaniom. Bo w istocie była już ona wcześniejszym a kuriozalnym przykładem instrumentalnego i wybiórczego potraktowania całej tradycji europejskiej, która dawała trwałe podstawy dalszego rozwoju zarówno całej Europy, jaki poszczególnych, suwerennych jej krajów. Przypomnę, że wybrano w tej niby konstytucji za podstawę ideową zjednoczonej Europy antyk grecki, prawo rzymskie i Oświecenie europejskie XVIII wieku. Wycięto ponad tysiąclecie panowania chrześcijaństwa jako wspólnej tradycji w Europie. Nowa Europa z pustką w środku, zaczynała się dopiero w XVIII wieku, miała tylko trzysta lat. Czy możliwe jest pojęcie Europy bez chrześcijaństwa – owej ‘christianitas’ – która była właśnie pierwszą unią europejską, zapewniała poczucie jedności wielu krajów mimo ich różnic i nieraz wrogości, łączyła kraje wschodu i zachodu Europy.
Nie było dotąd właściwie żadnej cywilizacji, która wyrzekałaby się takich duchowych, religijnych fundamentów, poprzestając tylko na materii, ekonomii i społecznym bytowaniu człowieka, która nie odwoływałaby się do nadprzyrodzonego porządku świata, który człowieka przewyższa i najgłębiej określa i nad którym człowiek nigdy nie zapanuje. Nowa Europa i w części świat zachodni jest takim pierwszym eksperymentem (po sowieckim komunizmie) stworzenia samodzielnego królestwa człowieka na Ziemi (i już w kosmosie, ale tym niedalekim), tyle że to może będzie jeden człowiek, a może każdy jeden będzie zawsze podlegał drugiemu – z naciskiem na słowo ‘podlegać’…
Historia miała niedawno się skończyć, a znów się zaczyna. Przeszłość nie jest zamknięta, można z niej czerpać nauki, przykłady, argumenty. Odwoływać się do tych, którzy nie wierzą w utopię, a w realny, potrzebny i możliwy rozwój. Jest wiele dobrych przykładów takiej tradycji, czyli właśnie przekazywania dorobku przeszłości – przyszłości. Wiele jest trudnych publikacji teologicznych o tradycji chrześcijańskiej. Można z powodzeniem polecić przykład łatwiejszej, poglądowej książki, która opisując dzieje chrześcijaństwa przedstawia dzieje całej Europy od Grecji, Rzymu i Jerozolimy, poprzez rozkwit w Średniowieczu (tak, w tym ciemnym średniowieczu, gdy powstały katedry gotyckie i uniwersytety) aż do czasów współczesnych, które dla wielu nie oznaczają końca chrześcijaństwa i religijności w życiu ludzkim (Europa sprowadziła sama sobie wojowniczą religię islamską jako antidotum na chrześcijaństwo?) To książka angielskiego historyka Toma Hollanda Boskie władztwo. Jak chrześcijański przewrót zmienił oblicze świata wydana w serii ‘ceramowskiej’ przez Państwowy Instytut Wydawniczy. Autor jak wielu anglosaskich pisarzy historycznych umie interesująco i przekonywająco opowiadać historię, zaskakująco nieraz wiązać różne watki i analogie, odwołując się też do spraw aktualnych, politycznych, przełomu nowoczesności. Dotąd wydawało się, że nowoczesność i chrześcijaństwo wykluczają się, książka Hollanda przekonuje, że nie jest to wcale oczywiste i słuszne. Jedna uwaga do polskiego wydania, tłumacz książki ma dziwny zwyczaj przytaczania cytatów w przypisach w dawnych, nieraz XIX-wiecznych przekładach, podczas gdy są przekłady nowsze.
Czy magia może nas zbawić?
Mam na myśli nie tylko magię Świąt, magię kupna i magię sprzedaży, z czego wszyscy się cieszą, czy magię choinki i prezentów, opanowującą już tylko najbardziej nieletnich. Mam na myśli prawdziwą (?) magię zamawiania rzeczywistości, którą widzę zarówno w uprawianiu swojej polityki przez taką Unię Europejską, czyli w przekonaniu wyższości myślenia życzeniowego nad naturalną rzeczywistością, jak też w zainteresowaniach ludzi jakimiś technikami magicznymi, horoskopami i wróżbami, parapsychologią, ćwiczeniami ‘duchowymi’ i psychologicznymi rodem ze Wschodu, w zainteresowaniach okultyzmem, co kiedyś nosiło nazwę ‘New Age’. Wszystko to były zainteresowania jakoś parareligijne, które zdradzały potrzebę wiary w rzeczywistość religijną na marginesie powszechnie przyjętej wiary. To dla tradycji chrześcijańskiej pobocze rozmaitych koncepcji na marginesie ortodoksji, pokłosie rozmaitych herezji i alternatywnych poglądów, za które dziś już nikt nie ściga. Tej tradycji poszukiwań parareligijnych wśród dawniejszych europejskich myślicieli głównie Renesansu poświęcił książkę pt. Mag. Sztuka magiczna od Fausta do Agryppy amerykański historyk Antony Grafton. Opowiada ona o poszukiwaniach tych myślicieli, którzy pragnęli zdobyć jakąś władzę nad rzeczywistością, nad światem, jakby się powiedziało, przy pomocy sił nadprzyrodzonych, zaprzęgniętych do służby ludziom (pakt Fausta z diabłem), ale też w drodze poszukiwań już paranaukowych, alchemii, magicznej przemiany metali, panowania nad materią. Książkę tę można by odczytywać jako ideowe przeciwieństwo poprzedniej, ale też jako uzupełnienie bogatej właśnie tradycji europejskiej.
Gdzie Ateny, gdzie Jerozolima, gdzie Rzym, realne niegdyś do bólu, a gdzie magiczna jeszcze, ale już raczej utopijna Unia Europejska? – podobne pytanie już kiedyś stawiano.
Tom Holland, Boskie władztwo. Jak chrześcijański przewrót zmienił oblicze świata, przekł. Tristan Korecki, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2025
Anthony Grafton, Mag. Sztuka magiczna od Fausta do Agrippy, przekł. Bartłomiej Kaniewski, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2025
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/749552-exlibris-jeszcze-swiateczny
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.