Gdy prof. Bralczyk polityka lubi, to pieje o nim z zachwytu, gdy nie lubi, czepia się spraw, które są kompletnie bez znaczenia albo przypisuje mu negatywne cechy.
Prof. Jerzy Bralczyk pożartował w lewicowym „Tygodniku Przegląd”. Żarty polegały na tym, że „profesor od polskiego” nie tyle analizował wypowiedzi czołowych polskich polityków, tylko dopasował oceny do tego, czy kogoś lubi czy nie. Wprowadził też sporo pojęć pochodzących z psychologii (i to raczej takiej kuchennej) i arbitralnie przełożył je na oceny, co całą „analizę” czyni bliższą stawiania kart tarota i wynurzeń wróżek niż językoznawstwa. No i albo „profesor od polskiego” dał się nabrać, albo polityczne sympatie zaćmiły mu ogląd.
Przemawiając jak wyrocznia, którą w wielu sprawach językoznawczych prof. Bralczyk jest, bezkrytycznie wyniósł na piedestał Donalda Tuska. Że niby obecny premier „jest przekonujący”, na co wpływ ma „sposób mówienia, artykulacja”. Tyle że wnioski prof. Bralczyk wyciąga z czego innego: „W mówieniu najważniejsza jest wiarygodność. Wiarygodni są ci, którzy wierzą w to, co mówią. Takie wrażenie sprawia Tusk. Kiedy patrzy się na Tuska, słucha się go, można myśleć, że on naprawdę myśli to, co mówi. A innym, także jego kolegom, przychodzi to z trudnością”.
Nie ma takiego obiektywnego kryterium, które pozwalałoby stwierdzić, czy ktoś wierzy w to, co mówi. Co to zresztą za kryterium? Przeważnie aktorzy wierzą w to, co mówią na planie lub na scenie, choć to tylko cudze teksty do odegrania. Wierzą po to, żeby wiarygodnie wypaść wobec widowni. Wyciąganie wniosku, że Tusk „naprawdę myśli to, co mówi” jest albo zwyczajnie naiwne, albo jest sądem, którego nie sposób udowodnić czy zweryfikować.
Prof. Bralczyk zapewne nie wie, że Donald Tusk po przegranych wyborach prezydenckich i parlamentarnych w 2005 r., gdy przez ponad rok wyglądał jak chodzące nieszczęście, po raz pierwszy (potem były powtórki) oddał się w ręce specjalistów od programowania neurolingwistycznego (NLP). I już latem 2007 r. nawet przyjaciele nie mogli się nadziwić, jak bardzo zaczął być pewny siebie. A przede wszystkim od razu zauważalna była zmiana sposobu mówienia. Bardzo często używał takich zwrotów jak „wyobraź sobie, że”, „wyobraźcie sobie, co by było, gdyby”, „dobrze wiecie, że”, „to prawda, że …, ale przecież”, „nie wszystko się udaje, lecz” czy „spróbuj pomyśleć, jak”.
Programowanie neurolingwistyczne (NLP) to metoda wpływania na zachowania, stosowana głównie w terapii, ale też w różnego typu szkoleniach, np. obejmujących polityków, menedżerów czy sprzedawców. Przemiana Donalda Tuska jest przez entuzjastów NLP podawana jako koronny przykład skuteczności tej metody. Wielu uważa ją jednak albo za czyste hochsztaplerstwo albo sposób na kreowanie „potworów”.
Gdy analizuje się publiczne wystąpienia Donalda Tuska, widać efekty treningu wedle reguł NLP. Przede wszystkim łatwo w nich zauważyć „systemy reprezentacji”, czyli różne obrazy tego, do czego premier Tusk się odnosi oraz związane z obrazami odczucia i skojarzenia. Łatwo też zauważyć wpływ „modelowania”, czyli wyobrażania sobie jakiegoś wzoru, osoby, postaci, a następnie jej naśladowania.
Jednym z najczęściej stosowanych przez Donalda Tuska chwytów jest „przeramowanie”, oznaczające radykalną zmianę treści i sensu wypowiedzi. Równie często Donald Tusk stosuje „kotwiczenie”, czyli wyuczone, odruchowe zachowanie pod wpływem konkretnego bodźca, np. słowa klucza czy widoku kogoś (czegoś). Największa zmiana w zachowaniu obecnego premiera dotyczy tego, co specjaliści NLP nazywają „swish pattern”, a co polega na wyćwiczeniu pewności siebie, najczęściej w ten sposób, że to co niemiłe jest automatycznie (wskutek treningu) „przykrywane” przez pozytywny odpowiednik. Utrwalaniu pewności siebie służy też technika zwana „linią czasu”. Polega ona na rzutowaniu na przyszłość zebranych razem różnych stanów emocjonalnych z przeszłości.
Wedle informacji osób z najbliższego kręgu Donalda Tuska regularnie korzysta on z programowania neurolingwistycznego. I nie objawia się to tylko w sposobie prowadzenia narracji podczas przemówień, wywiadów i konferencji prasowych. Wyuczone wskutek stosowania NLP mają też być opisywane często w mediach sytuacje, gdy Donald Tusk się „wścieka”. Trenerzy NLP rozwinęli u premiera to, co w marcu 2010 r. w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” Zyta Gilowska, nieżyjąca już była wicepremier i minister finansów, nazwała „skłonnością do okrucieństwa”.
Wyćwiczenie okrucieństwa jako metody rozwiązywania problemów pozwoliło Tuskowi dość łatwo pozbyć się z partii wszystkich rywali i osób zbyt samodzielnych, a pozostałych sparaliżować strachem. Zaczynało się to od upokarzania i marginalizacji delikwenta, potem był etap prowokowania go deklaracji lojalności, a następnie ich ignorowania. Końcowy etap to mocny atak na poczucie godności i ambicje „obrabianego”. Zwykle kończyło się to „pęknięciem” osoby poddawanej wyćwiczonym aktom okrucieństwa i albo odchodziła ona z partii (jak m.in. Jan Rokita), albo zostawała i była nikim (jak Grzegorz Schetyna).
Prof. Bralczyk dał się nabrać na sztuczki wyćwiczone z Tuskiem przez speców od NLP i „łyknął” bez popijania ich efekty jako „wiarygodność” czy „wiarę w to, co się mówi”. To kompletna lipa, czyli teatrzyk dla naiwnych lub prostolinijnych. Oczywiście istnieje jakaś szczątkowa możliwość, że Tusk wierzy we własne kłamstwa i matactwa, gdy je wypowiada, ale chyba jest na to jednak zbyt cyniczny. Tusk się po prostu zgrywa lub zagrywa, a prof. Bralczyk bierze to za coś naturalnego.
„Profesor od polskiego” ewidentnie Tuska lubi, a wręcz podziwia, więc od razu wiadomo, że go pozytywnie oceni. To samo występuje w stosunku Jerzego Bralczyka do byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego: „Był bardzo dobry zawsze, a teraz, poza polityką, jest jeszcze lepszy. Mówi w takim tempie, w jakim człowiek przyswaja to, co on mówi, i ma świadomość, że to nie są banały. Kwaśniewski nie jest banalny, wiarygodnie artykułuje słowa. A to jest podstawa - kiedy myślę o rzeczach, o których mówię, potrafię słowa, które wypowiadam, dobrze artykułować”. Przykro, ale to bajka z mchu i paproci, wynikająca z ewidentnej sympatii. Kwaśniewski przeważnie jest banalny, tylko ten banał uświęca i większość słuchaczy, z prof. Bralczykiem włącznie, się na to nabiera.
Inaczej ocenia prof. Bralczyk polityków, których nie lubi. Dlatego o prezesie Jarosławie Kaczyńskim twierdzi, że „on często mówi, zwłaszcza do dziennikarzy, jakby od niechcenia, pod nosem… ‘Przecież to jest oczywiste’. A człowiek, który tak mówi, w ten sposób pokazuje właśnie, że dla niego ta oczywistość jest oczywista. Tak buduje uwagę i przekonanie, że mówi rzeczy nie do podważenia”. Nieprzypadkowo prof. Bralczyk nie zauważa treści tego, co się mówi, bo musiałby uznać u Jarosława Kaczyńskiego wyjątkową biegłość metapolityczną, co dla Tuska czy Kwaśniewskiego jest zwyczajnie niedostępne – głównie z powodu wykształcenia i typu inteligencji. Pewnie dlatego tak podnieca profesora pojęcie „inteligencji emocjonalnej”. Podzielam to zdanie o owym wynalazku, które mówi, że jak się nie dysponuje zwyczajną inteligencją, to się wymyśla jakieś emocjonalne erzace.
Prof. Bralczyk nie lubi też prezydenta Karola Nawrockiego, dlatego dostrzega u niego tylko to, że „w przemówieniach krzyczy”. A przecież „krzyk to raczej metoda krótkoterminowa. Podobnie jak nadęty patos”. Po prostu prof. Bralczyk nie rozumie przemawiania wiecowego, które jest zupełnie inne od gabinetowego czy telewizyjnego, a politykowi jest niezbędne. Ale jak się czegoś nie rozumie czy nie ma ochoty tym zająć, to wystarczą epitety. Albo skupianie się na takich „doniosłych” znakach jak „szybkość” (u Hołowni), „składność” (u Kosiniaka-Kamysza), „dopasowanie tematu do wypowiadającego” (u Zgorzelskiego), „pewna elegancja” (u Trzaskowskiego).
Profesor Bralczyk poszedł na łatwiznę, podbudowując swoje arbitralne sądy kuchenną psychologią i biorąc za pewnik to, co jest tylko wyćwiczoną sztuczką – jak u zaprogramowanego Donalda Tuska. No, ale za opiniami „profesora od polskiego” idzie jego językoznawcza renoma, więc wielu czytelników może „łyknąć” to, co w istocie jest formą dezercji od porządnej analizy w świat jakichś psychologicznych, sorry profesorze, bzdetów.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/749479-prof-bralczyk-bierze-za-madre-sztuczki-wycwiczone-z-tuskiem
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.