Prof. Marcinowi Matczakowi zdarza się wypowiadać w sposób odrębny od środowiska, z którym jest utożsamiany. Za każdym razem prawnik żali się później na falę hejtu. Tak było i tym razem po publikacji tekstu na temat ataków na Kościół. „Napisałem dla Gazety Wyborczej tekst z tezą, że brutalne, totalne ataki progresywnych elit na religię (nie zwyczajna krytyka Kościoła) wspierają popularność takich polityków jak Braun. Pod teksem jest ponad 400 komentarzy wykształconych zapewne prenumeratorów (…). W tych komentarzach jest wszystko: że powinni mi zabrać dyplom, który pewnie znalazłem w paczce po chipsach, że mnie popier…ło, jest o tym, że pochodzę z małej miejscowości, jest oczywiście o moim synu i o tym, że pod garniturem noszę sutannę” – skomentował na portalu X.
Środowiska lewicowo-liberalne w Polsce mają raczej wrogi stosunek do Kościoła Katolickiego. Prof. Matczak, któremu zapewne bliżej jest do nich niż do prawicy, nierzadko wyłamuje się zarówno ze sposobu myślenia ludzi zbliżonych do niego w poglądach. Dotyczy to nie tylko „rozliczeń” rządów PiS (wykładowca wielokrotnie wskazywał, że muszą one być zgodne z prawem) i kwestii polityczno-prawniczych, ale także wiary. Prawnik wielokrotnie otwarcie podkreślał, że jest wierzącym i praktykującym katolikiem (nie przeszkodziło mu to jednak poprzeć „edukacji zdrowotnej” Barbary Nowackiej czy bronić „aborcji” na dziecku w 9. miesiącu ciąży matki). Tym razem zwrócił uwagę na problem, który - w jego ocenie - zwiększa popularność takich polityków jak Grzegorz Braun.
CZYTAJ TAKŻE:
Dlaczego Matczak doświadczył hejtu?
Matczak przed świętami Bożego Narodzenia napisał tekst, który „Gazeta Wyborcza” opublikowała 23 grudnia, pod tytułem: „Ryzykuję hejt, ale to antyreligijne polskie elity nakręciły popularność Brauna”. Z jaką spotkał się reakcją? Opisał w długim wpisie na portalu X.
Napisałem dla Gazety Wyborczej tekst z tezą, że brutalne, totalne ataki progresywnych elit na religię (nie zwyczajna krytyka Kościoła) wspierają popularność takich polityków jak Braun. Pod teksem jest ponad 400 komentarzy wykształconych zapewne prenumeratorów (tekst jest za paywallem). W tych komentarzach jest wszystko: że powinni mi zabrać dyplom, który pewnie znalazłem w paczce po chipsach, że mnie popier…ło, jest o tym, że pochodzę z małej miejscowości, jest oczywiście o moim synu i o tym, że pod garniturem noszę sutannę. Mecenas Artur Nowak przybija na FB piątki z hrabią Dehnelem, który w jednozdaniowej recenzji mojego tekstu używa swojego ulubionego słowa „wysryw” - czyli jak zwykle gardzi plebsem, ale nim mówi, zgodnie z zasadą, że gdy brakuje argumentu, do głosu dochodzi perystaltyka, a zdania — zamiast rodzić się w głowie — opuszczają autora inną drogą
— podkreślił.
Zastanawiam się, czy skoro czytelnicy obrażają autora, to czy on może obrazić ich. Nie mam w zanadrzu żadnego ostrego epitetu poza tym: mie jesteście intelektualnie przygotowani na rozpoznanie przyczyn brunatnego niebezpieczeństwa, które nadchodzi nad Polskę. Nie jesteście, bo za mało czytacie - w waszych 400 komentarzach, w których brakuje jeszcze czegoś o mojej matce, nie ma ani Hanny Arendt, ani Fromma, ani Stenner czy kogokolwiek innego, kto od lat mówił to samo, co ja: autorytaryzm nie rodzi się z nadmiaru religii, lecz z poczucia jej rozpadu; nie z przesytu norm, lecz z wrażenia, że norm już nie ma. Karen Stenner – jedna z najważniejszych współczesnych badaczek autorytaryzmu – pisze wprost, że to, co „uruchamia” postawy autorytarne, to „normatywne zagrożenia”: poczucie utraty wspólnych wartości, rozpad konsensusu moralnego, erozja autorytetów i doświadczenie, że „nie wiadomo już, kim jesteśmy”. Gdy ludzie zaczynają czuć, że znika wspólny język dobra i zła, stają się – jak pokazuje Stenner – bardziej nietolerancyjni, bardziej agresywni i bardziej skłonni domagać się „twardej ręki”
— czytamy we wpisie prof. Matczaka.
Co istotne: jednym z głównych źródeł tych lęków jest właśnie to, co ona nazywa obawami przed „moralnym rozkładem”. Ten sam mechanizm opisują Pippa Norris i Ronald Inglehart w teorii cultural backlash. Ich wniosek jest brutalnie prosty: gwałtowne zmiany kulturowe, w tym sekularyzacja i delegitymizowanie religii jako nośnika sensu, wywołują reakcję obronną. Ludzie przywiązani do tradycyjnych ram moralnych czują się zagrożeni, wypchnięci poza nawias, pozbawieni języka, w którym da się opisać świat jako uporządkowany. I właśnie wtedy – jak piszą Norris i Inglehart – zwracają się ku liderom autorytarnym, którzy obiecują zatrzymać tę falę i przywrócić porządek. Nie dlatego, że marzą o dyktaturze, lecz dlatego, że boją się świata bez osi moralnej. W tym sensie brutalne, totalne ataki na religię – traktowaną nie jako zbiór dogmatów, lecz jako kulturowy system stabilizujący znaczenia – są politycznym prezentem dla autorytaryzmu. Produkują dokładnie to, czym on się żywi: lęk, dezorientację, poczucie, że wszystko się rozpada. A potem można już tylko podstawić silnego ojca narodu i powiedzieć: spokojnie, ja wam ten chaos uporządkuję
— podkreśla prawnik.
Badania Stenner i Norris nie zostawiają tu wiele miejsca na złudzenia: jeśli chcemy osłabiać autorytaryzm, nie wolno nam produkować moralnej próżni. Bo próżnia aksjologiczna, jak każda inna, natychmiast zostaje czymś wypełniona. Zwykle autorytarną władzą. Ale wy wolicie pisać o sutannie pod garniturem. Pozostaje mi, skoro i tak porównujecie mnie do Brauna, powiedzieć wam: „Szczęść Boże i ratuj się kto może”. Niestety w tym ostatnim zdaniu ten cyniczny i podły człowiek może mieć rację, jeśli wziąć pod uwagę, jak bardzo emocje przesłaniają wam racjonalną ocenę sytuacji
— podsumowuje Matczak.
Interesujące komentarze
Prawnik doczekał się licznych komentarzy, także z prawej strony sceny politycznej.
Panie Profesorze, warto zwyczajnie przyznać, że najbardziej agresywna, radykalna oraz wulgarna jest grupa bezwzględnych obrońców wszystkiego co utożsamia obóz bezkrytycznych apologetów III RP, czyli Silni Razem. Chyba wszystkie badania to potwierdzają. Padł Pan ofiarą właśnie tego rodzaju hejtu, bo wyłamał się Pan z przekazu. Współczesne sztafety szturmowe istnieją, ale nie po tej stronie, po której Pan szuka. Po ludzku współczuję. Udanej niedzieli!
— napisał mec. Bartosz Lewandowski.
Kto sieje wiatr panie profesorze ten zbiera burze. Niech pan poczyta wpisy na X „Pana Matczaka” sprzed lat. Burza to mały pikuś
— zwraca się do Matczaka Dariusz Lasocki, były członek PKW.
Dlatego moją dirty pleasure jest czytanie komentarzy stałych czytelników „Wyborczej”. Czuje się wtedy jakbym zwiedział gabinet osobliwości, albo nawet bardziej Kunstkamerę cara Piotra, gdzie gromadził największe monstra tego świata
— podkreśla publicysta Piotr Gursztyn.
Pewnie i zgoda, ale to przecież min. Pan przez lata dostarczał czytelnikom „Wyborczej” wyższościowej (patrz: urojenie wyższościowe) argumentacji
— pisze Wojciech Mucha, publicysta.
O matko! Co się dzieje? Muszę podać dalej tweeta Matczaka i jeszcze przytaknąć
— komentuje Paweł Lisiecki, radny sejmiku Województwa Mazowieckiego.
Środowisko Gazety Wyborczej ponosi istotną odpowiedzialność za brutalizację debaty publicznej, systemowe budowanie pogardy wobec inaczej myślących oraz skrajną polaryzację społeczną w Polsce. Redaktorzy Bartosz Wieliński czy Wojciech Czuchnowski to jedynie echa znacznie większej machiny, która od lat produkuje pogardę wobec wszystkich, którzy nie wpisują się w jedynie słuszną narrację. Gdy przez długi czas na łamach gazety publikowane są teksty przedstawiające politycznych przeciwników jako „wrogów demokracji”, a jednocześnie konsekwentnie buduje się poczucie moralnej i intelektualnej wyższości czytelników, efekt może być tylko jeden. Dlatego zero zaskoczenia w tym, że jakakolwiek krytyka „jedynej słusznej linii” natychmiast spotyka się z wyzwiskami i agresją. W świecie fanatyków dziś możesz być „przyjacielem”, lecz wystarczy jedna myślozbrodnia, by następnego dnia stać się śmiertelnym wrogiem
— pisze Adam Czarnecki, inicjator akcji „Stoimy dla CPK”.
Podsumowanie
Prof. Marcin Matczak opisał falę hejtu, jaka spadła na niego po tekście w „Gazecie Wyborczej”, w którym stwierdził, że agresywne ataki elit na religię sprzyjają wzrostowi poparcia dla polityków, których określa jako autorytarnych. Prawnik krytykuje antyreligijną retorykę, wskazując — w oparciu o badania — że rozpad wspólnych wartości wzmacnia autorytaryzm, a reakcja czytelników potwierdziła, jego zdaniem, skalę problemu i brutalizację debaty publicznej.
CZYTAJ TAKŻE:
X/Joanna Jaszczuk
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/749358-matczak-napisal-o-atakach-na-kosciol-doswiadczyl-fali-hejtu
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.