Bajka Tuska nie jest przeznaczona dla normalnych odbiorców, tylko dla sekty, która nawet bez niej przebywa już poza Pasem Kuipera.
Dwie rzeczy chcą wdrukować Polakom Donald Tusk, jego ministrowie i jego przydupasy ulokowane w różnych mediach. Pierwsza jest taka, że prezydent to w Polsce funkcja dekoracyjna, mimo że pochodzi z powszechnego wyboru. Bo rządzi rząd, a nie prezydent. A ten nie powinien rządowi przeszkadzać, tym bardziej jeśli na jego czele stoi polityk tej rangi dla Europy i świata, co niemieccy kanclerze Helmut Kohl i Angela Merkel. Bajki o wszechpotężnym i powszechnie szanowanym oraz uznawanym Donaldzie trzymają się w rządowym i okołorządowym obiegu równie mocno jak baśnie Charlesa Perraulta, Hansa Christiana Andersena czy braci Karla i Jacoba Grimmów w kulturalnym obiegu europejskim.
Druga rzecz wdrukowywana Polakom przez rządzących jest taka, że prezydent Karol Nawrocki nie ma żadnego monopolu na relacje z USA i Donaldem Trumpem. A wręcz już doszło do podmiany polskiego prezydenta jako amerykańskiego łącznika i w tej roli administracja Trumpa podobno już obsadziła Radosława Sikorskiego. Dlatego został wicepremierem w rządzie Tuska. I dlatego Karola Nawrockiego zabrakło podczas spotkania Donalda Trumpa z Wołodymyrem Zełenskim oraz przywódcami pięciu państw europejskich (Finlandii, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii i Włoch), szefową Komisji Europejskiej i sekretarzem generalnego NATO.
Prezydent Nawrocki ma już nie być potrzebny, gdyż na poziomie operacyjnym kwestiami bezpieczeństwa zajmuje się sekretarz stanu Marco Rubio, jednocześnie główny doradca Donalda Trumpa do spraw bezpieczeństwa. To niezupełnie tak, ale prawda jest nieważna, tylko narracja o zmianie, jaka zaszła w Białym Domu. A fundament zmiany ma być taki, że nie obowiązuje już „zapis” na Tuska. Zniknąć też miała niechęć administracji Trumpa do współpracy z jego rządem. I właśnie Marco Rubio miał wskazać Radosława Sikorskiego jako głównego partnera w Polsce. Podchwycił to podobno Donald Tusk i uczynił Sikorskiego koordynatorem polskiej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. A jak tak, to Karol Nawrocki jest już niepotrzebny.
Sikorski 19 sierpnia 2025 r. już uczestniczył w naradzie doradców do spraw bezpieczeństwa, a szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Sławomir Cenckiewicz ponoć w ogóle nie był brany pod uwagę, skoro nie ma dostępu do informacji niejawnych. „Podmiana” Tuska na Nawrockiego podczas telekonferencji z Trumpem (16 sierpnia 2025 r.), ma się już nie powtórzyć i teraz Tusk będzie amerykańskim łącznikiem obok Sikorskiego. Bajkopisarz Tusk sam zamienił się w Andersena i opowiada, że wszystko, co najistotniejsze dla państwa, dzieje się w gabinetach premiera oraz ministrów. A urzędnicy prezydenta ze Zbigniewem Boguckim i Pawłem Szefernakerem na czele udają, że tego nie rozumieją. Dlatego podpowiadają Karolowi Nawrockiemu taktykę wetowania wybranych ustaw, ale to nic nie zmieni, bo Tusk jest panem. W dodatku – jak to w bajce – dobrym panem.
„Gazeta Wyborcza” już „na wyprzódki” głosi, że podczas Rady Gabinetowej premier Tusk ustawił prezydenta Nawrockiego w szeregu pokazując, że to on rządzi, a głowa państwa nie jest jego nadzorcą. I premier wcale nie spowiadał się przed prezydentem, tylko zadawał mu trudne pytania. Nieważne, że to bzdura, bo od zadawania pytań na Radzie Gabinetowej jest prezydent, a pytania premiera i ministrów może traktować jak „pisanie na Berdyczów”. W bajce o tym wydarzeniu Tusk nie wyszedł na ucznia, postawionego na dywaniku u dyrektora, lecz to on miał być tym dyrektorem. W dodatku miał zinterpretować głowie państwa konstytucyjne przepisy dotyczące Rady Gabinetowej i to był ponoć szach mat. Ale w bajkach różne dziwne rzeczy się zdarzają.
Czytając bajkę Tuska w reżimowych mediach tłumaczono, że Rada Gabinetowa to nie superrząd, gdzie prezydent „ustawia” premiera i ministrów oraz wyznacza im cele. Dlatego głowa państwa może wtedy tylko poprosić ministrów i premiera o informacje, a nie ich żądać. Wbrew bajce premier wcale nie zasypał prezydenta faktami o stanie państwa, bo te „informacje” były jedną wielką manipulacją i ściemą, potwierdzającą, że państwo się sypie, a szef rządu odleciał w kosmos. Trzeba jednak zauważyć, że bajka Tuska nie jest przeznaczona dla normalnych odbiorców, tylko adresowana do sekty, która nawet bez niej przebywa już poza Pasem Kuipera i nawet nie widzi Ziemi, nie mówiąc już o Polsce. A Tusk tylko za nimi podąża. Razem z Sikorskim, który podobno na swej orbicie spotkał Marca Rubio. I zapewne opowiedział mu jakiś koszarowy dowcip, bo tylko takie opowieści mu się udają. Z tego wynika, że pod rządami Tuska (i Sikorskiego) w Polsce trwa nie tyle „dzień świra”, co rok świra (a precyzyjnie dwa lata świra). Oby nie cztery lata świra.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/739004-w-bajce-tusk-juz-nie-ma-szlabanu-w-waszyngtonie
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.