Ryszard Schnepf, chargé d’affaires ambasady RP w Rzymie udzielił obszernego wywiadu „Gazecie Wyborczej”. Zaczyna się „niewinnie”, bo od komentarzy na temat życia politycznego Włoch, ale lwia część rozmowy polega właściwie na „wybielaniu” ojca, jednego z dowódców jednostek uczestniczących w Obławie Augustowskiej, nazywanej niekiedy „małym Katyniem”. Schnepf próbuje też kreować siebie i żonę - „gwiazdę” TVP Info w likwidacji i gorliwą krzewicielkę giertychowskich teorii o „fałszerstwach wyborczych”, na ofiary represji ze strony rządu PiS. Co do Maksymiliana Sznepfa, to według jego syna, choć uczestniczył w Obławie Augustowskiej, to „nie odgrywał roli, którą mu się przypisuje. Nie odebrał nikomu życia, nawet przesłuchań nie prowadził”. „Według mojej wiedzy w tych działaniach pododdziałów 1. Pułku Piechoty zginął jeden człowiek. Zginął, ponieważ się ostrzeliwał” - stwierdził kilka akapitów dalej.
Coś takiego mogło wydarzyć się tylko na łamach „Gazety Wyborczej”, a przeprowadzić taki wywiad mógł tylko Bartosz Wieliński. Ryszard Schnepf w obszernej rozmowie opowiada m.in. o ojcu.
Zaczyna się niewinnie, bo od opowieści o sytuacji politycznej we Włoszech i relacjach Rzymu z Warszawą. Temat ojca Ryszard Schnepf rozpoczyna sam, w momencie rozmowy o swojej nominacji ambasadorskiej.
Podpisu prezydenta nie spodziewam się, bo mam świadomość, że decydują tu wyłącznie względy polityczne. Cała ta otoczka personalna dotycząca mojej rodziny, to grzebanie w życiorysach to tylko zasłona dymna. Chodzi o to, że moja żona [Dorota Wysocka-Schnepf, obecnie dziennikarka TVP] i ja jesteśmy zaangażowanymi demokratami, czemu dawaliśmy publicznie wyraz w czasach ośmiu lat rządu PiS
— stwierdził.
Czy bycie „zaangażowaną demokratką” w wykonaniu żony polega na wygłaszaniu manifestów politycznych podczas debat w TVP, która przynajmniej teoretycznie pozostaje telewizją publiczną? A może na zapraszaniu do programów zadymiarzy w rodzaju Arkadiusza Szczurka, dawanie posłuchu oszczerstwom Piątka i Rzeczkowskiego czy wreszcie - lansowanie teorii Romana Giertycha i spółki o „fałszerstwach wyborczych”? Pani Dorota Wysocka-Schnepf zawsze zresztą chętnie lansowała teorie Giertycha. W 2022 r. pozwoliła mecenasowi na łamach „Wyborczej” snuć opowieści o rzekomym udziale rządu PiS w planach rozbioru Ukrainy. Kiedy jednak przychodzi do próby podważenia wyniku demokratycznych wyborów, opowiadania dziwacznych historii o „fałszerstwach”, należy zapytać, jak kogoś takiego nazywać „demokratą”.
„Niepokorni” i „dumni” Schnepfowie
Niemniej, jako „zaangażowani demokraci”, Ryszard Schnepf z małżonką mieli za rządów PiS doświadczać rozlicznych nieprzyjemności.
Założyłem jednoosobową firmę, zaraz po tym przyszły do mnie niezapowiedziane kontrolerki z Izby Skarbowej sprawdzić, czy faktycznie prowadzę działalność w swoim mieszkaniu. Kazały pokazać sobie biurko, przy którym pracuję. A do tego dostawaliśmy dziesiątki anonimów z bluzgami i pogróżkami. Głównie w serwisach społecznościowych. Wulgarne życzenia i „dobre rady”, bym spakował walizki i wyjechał za granicę. Wiadomo dokąd - bo jestem żydokomuna. Zdarzało mi się, że takie słowa słyszałem na ulicy. Ktoś tę nagonkę podsycał, stała się ona normalnym elementem naszego życia. Zacząłem oglądać się za siebie
— przekonywał.
Pytany przez redaktora Wielińskiego, czy groźby zgłaszał na policję… udzielił zaskakującej odpowiedzi.
Na policji też bywałem. Wezwano mnie na komisariat, bo nieprawidłowo zaparkowałem samochód przed własnym domem. W sprawie, która powinna skutkować co najwyżej mandatem, byliśmy kilkakrotnie przez wiele godzin przesłuchiwani z żoną na komendzie przy ulicy Waliców
— powiedział. Od absurdalnej sytuacji wynikającej najprawdopodobniej z nadgorliwości policjantów, przeszedł do… represji, których doświadczał w czasach komunistycznych.
Dokładnie w tym samym miejscu jako szesnastoletni uczeń 37. Liceum im. Dąbrowskiego byłem przesłuchiwany w związku z udziałem w proteście studenckim w marcu 1968 roku. (…) Kuriozalny zarzut z tym parkowaniem, ale dla mnie było to bardzo emocjonalne przeżycie. Miałem wrażenie, że czas się zatrzymał, że znowu znajduję się w tym samym pokoju przesłuchań. Atmosfera ta sama, tylko komputerów nie było(…)
— wspomina.
Ryszard Schnepf opowiada dalej, że o ile z wydarzeń z 8 marca 1968 wyszedł jedynie z podbitym okiem, to trzy dni później zatrzymano go z dwoma kolegami. Zomowcy zabrali chłopcom legitymacje szkolne, a „niepokorny” Schnepf rzucił niewybrednym komentarzem, za co został spałowany.
Wróciłem do domu pobity. Ojciec wrócił bardzo późno z pracy. Już miał swoje kłopoty, o których nie miałem pojęcia. Doszło między nami do scysji. Wykrzyczałem mu: „To wasza wina, was, komunistów”, i jeszcze kilka mocnych słów. Potem uciekłem z domu, nie było mnie trzy dni. (…) W ogóle sprawiałem ojcu ogromne kłopoty nieświadom, że ryzykuję nie tylko własną przyszłość, ale całej rodziny. W ‘68 tata, przytłoczony narastającą nagonką antysemicką w wojsku, nie potrafił nade mną zapanować, byliśmy w głębokim sporze. System komunistyczny zacząłem kontestować z przekory, a potem potoczyło się już samo
— czytamy dalej.
Maksymilian Schnepf sam był „przerażony” wydarzeniami z 1968 r. - i to nawet jako szef Studium Wojskowego na UW.
Studium wojskowe dla oficerów było zesłaniem często za domniemane przewinienia, przeważnie końcem kariery. Do tego, wbrew upowszechnianym obecnie ocenom, tata był człowiekiem wrażliwym na krzywdę. Znam relacje o tym, jak pomagał biednym studentom, którzy ledwo byli w stanie się utrzymać w Warszawie. Opowiadali mi, jak załatwiał im wojskowe szynele i buty, by mieli w czym chodzić jesienią i zimą. Kazał im tylko guziki z orzełkiem poobcinać, żeby nikt nie robił problemu, że chodzą w wojskowym stroju
— wspomina niedoszły ambasador RP we Włoszech.
Jak to było z Obławą Augustowską?
Ryszard Schnepf wielokrotnie w tym wywiadzie zaprzecza sam sobie. Raz mówi, że ojciec miał w komunistycznym wojsku opinię „niepokornego” i „dumnego”, „mało zdyscyplinowanego”, z „poważnymi brakami” w teorii marksizmu-leninizmu. W 1969 r. został zresztą wyrzucony z armii, z czym nie mógł jednak do końca się pogodzić. Z drugiej strony: „miał wobec Sowietów poczucie wdzięczności”, że się uratował” i nawet po tym jak został wyrzucony z wojska, pozostał członkiem PZPR.
Wieliński zwraca uwagę, że Maksymilian Schnepf miał w latach 50. zostać szpiegiem PRL, o czym „donieśli związani z PiS historycy”.
Nie szpiegiem, tylko attaché wojskowym w Waszyngtonie, co oczywiście wiązało się z działalnością wywiadowczą. Otrzymał legalny status. Pracował zresztą w zajmującym się tym Zarządzie II Sztabu Generalnego. W 1954 r. miał już nominację, rodzina była już spakowana, choć wiem o tym tylko z opowieści. I nagle Informacja Wojskowa (owiany złą sławą kontrwywiad w ludowym Wojsku Polskim) dostała donos, że utrzymuje kontakt z podejrzanym elementem i na pewno po dotarciu do USA zdradzi i ucieknie. Chodziło o spotkania z jego wujem, tym samym, u którego mieszkał w Łodzi w chwili wybuchu wojny, adwokatem, piłsudczykiem, kapitanem przedwojennego wojska, którego odwiedzał od czasu do czasu. W efekcie mój tata nie tylko nigdzie nie wyjechał, ale został osadzony w areszcie domowym. Przed więzieniem, procesem i być może kulą w łeb uratowała go, o zgrozo!, służba w Armii Czerwonej. Nawet Informacja Wojskowa nie mogła pozwolić sobie, by zgnębić czy zabić kogoś z taką, frontową, przeszłością
— przekonywał rozmówca „Wyborczej”.
A co z Obławą Augustowską?
Z mojego ojca, by móc uderzyć we mnie i moich bliskich, polityczni propagandyści zrobili zbrodniarza. (…) Owszem, był uczestnikiem obławy, ale nie odgrywał roli, którą mu się przypisuje. Nie odebrał nikomu życia, nawet przesłuchań nie prowadził. A chcą okrzyknąć go katem po to, by uderzyć w nas
— żalił się Ryszard Schnepf.
Razem z żoną i najstarszą córką, która jest pełnoletnia, będziemy pozywać osoby, które wygłaszają te kłamliwe opinie
— zapowiadał.
Służył Polsce, takiej, jaka ona była. Trzy miliony ludzi nosiło legitymację PZPR. Z różnych pobudek, często koniunkturalnych. I pewno im z tym było lepiej niż tym, którym - tak jak mojemu ojcu - wydawało się, że naprawią świat. On był zgorzkniałym komunistą starej daty. Rozczarował się, i to boleśnie, ale uważał, że system dominacji sowieckiej i system komunistyczny w Polsce są niezniszczalne, a Związek Sowiecki przepotężny. Przecież jeszcze w połowie lat 80. nic nie wskazywało na to, że komunizm runie
— mówił o ojcu Schnepf. Czyli jednak nie „niepokorny”?
Żołnierze 1. Pułku Piechoty, którzy byli na tym terenie zupełnie obcy, nie mieli żadnej wiedzy o ludziach, którzy działali w partyzantce. To miejscowi ubecy i milicjanci wskazywali ludzi, a żołnierze zatrzymywali i przekazywali polskim władzom. Niektórzy zostali przymusowo wcieleni do armii, po innych, niestety, ślad zaginął. Według mojej wiedzy w tych działaniach pododdziałów 1. Pułku Piechoty zginął jeden człowiek. Zginął, ponieważ się ostrzeliwał
— przekonywał.
To dość symboliczne, że festiwal wybielania Maksymiliana Sznepa na łamach „GW” odbywa się właśnie w rocznicę stalinowskiego mordu sądowego na „Ince” i „Zagończyku”.
CZYTAJ TAKŻE: Ważna analiza. Prof. Cenckiewicz prześwietla sprawę Maksymiliana Sznepfa: Sowieckie odznaczenie otrzymał w czerwcu 1945 r.
jj/Wyborcza.pl
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/738920-ohyda-schnepf-wybiela-ojca-na-lamach-wyborczej
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.