Wraz ze słabnącą pozycją rządu, nadzieje opozycji na zbudowanie większości konstytucyjnej w przyszłym Sejmie stają się coraz silniejsze. A im wyraźniejsza perspektywa, tym więcej głosów i pomysłów. Za zmianą opowiadają się różnej rangi politycy z Karolem Nawrockim i Jarosławem Kaczyńskim na czele. Eksperci i aktywiści także nie próżnują. Na jesiennych kongresach będzie się sporo o nowych pomysłach dyskutowało.
W środowiskach reformatorów tworzy się zatem atmosfera jak w 2015 roku, gdy nadzieje i debaty były wielkie.
W największym skrócie, wiara w sukces opiera się na dwóch głównych odkryciach: po pierwsze, że III Rzeczpospolita jest martwa, czyli potrzebujemy nowej, a po drugie, że zachodzą warunki do zbudowania potrzebnej większości. Czyli są to okoliczności, jakich w ostatnim niemal trzydziestoleciu nie widzieliśmy. Co dostrzega dziś już wielu.
Ale z drugiej strony, przecież wszyscy wiemy, że projekt będzie miał licznych przeciwników w kraju i za granicą, a jeśli oni nie dadzą rady – to przecież zawsze można liczyć na stronników. Oni mogą pogrzebać projekt równie dobrze.
Jak zatem najskuteczniej pogrążyć projekt zmiany konstytucji? Poniżej kilka porad dla początkujących.
1. Słuchaj frustratów, biorąc ich za mędrców. „Dziś jest oczywiście źle, ale ci, którzy myślą, że w tym kraju da się coś zmienić, to naiwniacy. Przecież doświadczenie nam mówi, że zmienić można tylko na gorsze”. Ludzie, którzy analizują przeszłość i dosłownie rozumieją maksymę historia magistra vitae est, zawsze są gotowi udowodnić, że się nie da. Dorzucają do tego grubą posypkę osobistych zawodów i wiarę w potęgę wrogich sił oraz własnych słabości. Daj im zdominować dyskusję, a nie zrobisz kroku naprzód. Ta sama rada dotyczy lobbystów i agentów wpływu.
2. Dyskutuj bez końca o hasłach, a nie treści. „Ustrój prezydencki to samowładztwo”, „demokracja bezpośrednia to rządy motłochu”, „głosowanie rodzinne to rzecz niebezpieczna, a poza tym nie da się tego rozwiązać technicznie” – tego rodzaju opinie już krążą w naszej debacie, a przecież to tylko początek. Jeśli chcesz, by dyskusja ugrzęzła na poziomie sloganów, jesteś na najlepszej drodze. Nie tłumacz już, że ustrój prezydencki może zawierać więcej bezpieczników niż obecny, że demokracja bezpośrednia nie musi zaraz oznaczać referendów w każdą niedzielę, ale mechanizmy kontroli, aktywizacji i edukacji obywateli, a głosowanie rodzinne czy jakakolwiek inna nowinka da się wprowadzić, gdy mechanizm opracują fachowcy o otwartych głowach, a poprze ich wola Suwerena. Przerzucanie się sloganami to jedna z najlepszych metod ubicia każdego projektu!
3. Jeśli to nie pomoże, spróbuj sposobu odwrotnego – zasyp debatę nie dającymi się ogarnąć szczegółami, koniecznie w przypadkowym porządku. Przecież ludzie nie będą słuchać bez końca. Ich uwaga i czas są zbyt cenne. Można też liczyć na to, że wychwycą tylko co dziesiąty element i do niego będą się odnosić. Pod żadnym pozorem nie nadawaj swoim pomysłom struktury, która prowadzi od nadrzędnego celu (czyli w tym przypadku – racji stanu), przez wartości, zasady, cele pomniejsze i tak dalej – aż do konkretnych propozycji.
4. Nigdy nie tłumacz, jaki jest cel jakiegoś rozwiązania i jaka korzyść ma z niego wynikać. A jeśli już musisz, wskaż cel pozorny, drugorzędny albo niezrozumiały. Przydatne jest powołać się tu na doktrynę (czyli to, co piszą osoby z tytułami naukowymi), rozwiązania europejskie czy zasady, które przecież możesz dowolnie wymyślać czy interpretować. A najlepiej – pozwól innym tłumaczyć swoje pomysły. Dzięki takiemu podejściu osiągniesz efekt wypaczenia i odrzucenia.
5. Wymyślaj rozwiązania problemów dzisiejszych albo najlepiej przeszłych. I – ważne – projektuj je pod dzisiejsze siły polityczne i osoby. Nigdy nie próbuj sobie wyobrażać, jak będzie wyglądać świat i Polska za pokolenie. Zawsze będziemy zmagać się z bezrobociem, Jarosław Kaczyński i Donald Tusk nigdy nie odejdą, już na wieki będziemy gonić Zachód. I zawsze będą sanacja, endecja i komuchy. I tak dalej.
6. Zawsze – koniecznie – odnoś się do Pierwszej, Drugiej RP oraz PRL. To jasne, że na wieki będziemy w nich żyć, więc tamte doświadczenia trzeba koniecznie brać pod uwagę, i to dosłownie. Konieczność ucierania stanowisk to rozbiory, mamy wybór tylko między Niemcami a Rosją (szkoda, że Austro-Węgry już wypadły ze stawki), a Gierek miał bardzo dobre pomysły, co nie przeszkadza pamiętać, że zbankrutowaliśmy od nich – to wszystko znamy i doskonale rozumiemy.
7. Stawiaj chochoły. Każdy przecież wie, że Francji już nie ma, o Belgii nie wspominając, przez Europę, a szczególnie Polskę przelewa się brunatna fala, przyszłość należy do Chin, a wszyscy politycy kierują się zawsze i tylko egoizmem oraz strachem. Dzięki umiejętnie postawionym chochołom masz pewność, że Twój projekt nie odpowie na żadne potrzeby i nie będzie trzymał się kupy.
8. Ignoruj polemistów, a najlepiej ich wyśmiej i wyklucz. Jeśli dumasz nad przyszłym kształtem Rzeczypospolitej, to automatycznie czyni Cię nosicielem racji stanu. A więc – z definicji – opinie innych mają mniejszą wagę niż Twoja, jeśli w ogóle jakąkolwiek. Najlepiej zatem nie słyszeć ich. A jeśli to nie pomoże, zawsze można powołać się na coś, co dany polemista uczynił w przeszłości, co Twoim zdaniem wyklucza go z debaty albo przynajmniej stawia go poza kręgiem tych, którzy mogą mieć rację. Nie potrzeba wiele – wystarczy przynależność do innego środowiska albo jakiś spór sprzed lat (może być na kompletnie inny temat).
9. Nigdy nie zapominaj, że debata konstytucyjna służy przede wszystkim zbudowaniu Twojej pozycji i popularności. Jeśli nie osobistej, to frakcyjnej. Wobec tego inni są Twoją konkurencją. A jeśli pochodzą z własnego lub bliskiego środowiska – tym gorzej. Wobec tego musisz skupić się na eliminowaniu innych, nawet jeśli uważają to samo, co Ty.
10. Natomiast zapomnij, że do uchwalenia konstytucji potrzeba 2/3 głosów w Sejmie. Działaj tak, jakby wystarczył sam klub, z którym współpracujesz czy wiążesz nadzieje. Pamiętaj, że wszyscy walczą o elektorat i temu należy podporządkować wszystko, łącznie z projektem zmian ustrojowych. Zadbaj zatem, by maksymalnie zniechęcić do siebie i wyborców, i polityków innych ugrupowań. I pilnuj, by sprawa konstytucji nigdy nie została wyprowadzona poza nawias bieżącej walki.
11. I na koniec – jeśli mimo wszystko powstanie jakiś projekt czy choćby szkic, zawsze można go rozwalić tuż przed finałem, z jakiegokolwiek powodu. Może to być drobiazg – ale przecież non possumus, cienka czerwona linia oraz mamy zasady, których nie złamiemy. Takie podejście ma dodatkową zaletę – pozwoli Ci latami oskarżać innych o fiasko przedsięwzięcia.
Zastosowanie tych sposobów sprawi, że pomysł zmiany ustrojowej rozejdzie się w szwach, stronnicy będą się zniechęcać, opinia publiczna – skupi na problemach łatwiej zrozumiałych, a na następną koniunkturę poczekamy całe pokolenie. W tym czasie starsi politycy i eksperci zdążą umrzeć, a młodzi – zestarzeć się i zrozumieć, że byli naiwni i niedojrzali.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/738911-jak-pogrzebac-projekt-konstytucyjny-11-latwych-sposobow
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.