„Jest to reakcja na moje ostatnie działania związane z czynnościami podjętymi w sprawach dotyczących zamachu stanu w wymiarze sprawiedliwości oraz strachu części sędziów przed konsekwencjami dyscyplinarnymi i karnymi” - mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl sędzia Przemysław Radzik. Zastępca Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów SP w ten sposób odnosi się do komunikatu MS o odwołaniu go z tej funkcji nazywając ją bezprawną. „Sędziowie idący za stowarzyszeniami ‘Iustitia’ i ‘Themis’ oddali się w niewolę politykom” - mówi nasz rozmówca.
CZYTAJ WIĘCEJ: Skandal! Bodnar odwołał z funkcji sędziego Radzika! Eksperci alarmują: „Prawo nie dopuszcza odwołania w toku kadencji”
Portal wPolityce.pl: Jak pan przyjął decyzję ministra Bodnara o odwołaniu z funkcji zastępcy Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych?
Sędzia Przemysław Radzik: Decyzja o moim odwołaniu została wydana bez podstawy prawnej. Mówiąc wprost, jest bezprawna i stricte polityczna. To efekt nacisków na ministra sprawiedliwości środowisk sędziowskich, głównie stowarzyszenia „Iustitia”, które jako główny punkt swojego działania przyjęło odwołanie mnie i moich kolegów.
Czego się obawiano?
Jest to reakcja na moje ostatnie działania związane z czynnościami podjętymi w sprawach dotyczących zamachu stanu w wymiarze sprawiedliwości oraz strachu części sędziów przed konsekwencjami dyscyplinarnymi i karnymi. Mówiąc krótko, sędziowie niektórych stowarzyszeń sędziowskich, zaprzedali się politykom i realizują linię polityczną rządzącej dziś partii. To nie wyjdzie im na dobre, bo nigdy nie wychodzi sędziom na dobre mieszanie się do polityki i jawne popieranie tej czy innej politycznej opcji.
Skoro ustawa nie przewiduje odwołania Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów i jego zastępców przez ministra przed upływem ich kadencji, to czy decyzja Adama Bodnara rodzi jakieś skutki prawne?
Trudno powiedzieć teraz jasno, jakie skutki prawne rodzi ta decyzja. W tej sprawie powinien się wypowiedzieć odpowiedni konstytucyjny organ państwa, czyli Krajowa Rada Sądownictwa. Będę podejmował dalsze działania w tej sprawie w zależności od jej stanowiska lub też zaniechanie tych działań, czyli nie będę pełnił swojej funkcji.
Adam Bodnar jest ministrem rządu Donalda Tuska, czyli elementem systemu władzy wykonawczej. Czy może ingerować w status sędziego do tego stopnia?
Pan minister jest tylko urzędnikiem, który odwołał mnie bez żadnej podstawy prawnej. W swoim dekrecie o odwołaniu mnie przyjął podstawę prawną z art. 112 par. 3 Prawa o ustroju sądów powszechnych, stosując zasadę „a contrario”, czyli przeciwieństwa do jego decyzji o powołaniu. W przypadku Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów i jego zastępców czegoś takiego jednak nie ma i stosować tej zasady nie można. Przepisy tej ustawy jasno wskazują, kiedy można odwołać Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów i jego zastępców: tylko kiedy umrze, sam się odwoła, złoży rezygnację albo na podstawie wyroku sądu dyscyplinarnego. Innych możliwości odwołania Rzecznika Dyscyplinarnego i jego zastępców w prawie polskim nie ma.
To oznacza bardzo mocną pozycję w stosunku do władzy wykonawczej.
Ta silna pozycja ustrojowa Rzecznika Dyscyplinarnego i jego zastępców nie jest przypadkowa. Ustawodawcy chodziło o wzmocnienie ich roli względem organów władzy wykonawczej. Miało to ukrócić wszelkie zakusy ingerencji w tak ważną funkcję, poprzez decyzję o odwołaniu. Jak widać, te zakusy ciągle są, a nawet są teraz realizowane. To smutne, że minister sprawiedliwości łamie prawo. Po prostu trudno mi nawet to komentować, bo jako sędzia muszę zachować umiar. Z całą pewnością minister za tę decyzję, ale i wiele innych, poniesie odpowiedzialność. Choć to kwestia przyszłości, to jestem tu spokojny.
Czy doszło do naruszenia konstytucyjnej zasady trójpodziału władzy?
Ależ oczywiście! Adam Bodnar jest przedstawicielem władzy ustawodawczej jako senator, ale i wykonawczej, bo sprawuje funkcję ministra sprawiedliwości. Decyzją o odwołaniu zastępcy Rzecznika Dyscyplinarnego ingeruje wprost w niezależność postępowań dyscyplinarnych, niezależność sędziowską i niezawisłość sądów. To naruszenie nie budzi żadnych wątpliwości.
Czy to kolejny element zamachu na ustrój państwa Polskiego?
Oczywiście! Wspominałem już, że to właśnie stanowiło przedmiot moich czynności wyjaśniających względem niektórych sędziów. Mogę tylko dodać, że dopełnieniem tego wszystkiego jest sytuacja, która miała miejsce kilkoma minut przed naszą rozmową. Mam na myśli postawienie zarzutów członkom Krajowej Rady Sądownictwa. To jest sprawa skandaliczna!
Dlaczego łączy pan uderzenie w instytucję Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów SP z postawieniem zarzutów członkom KRS?
Z powodów sobie tylko wiadomych politycy i sędziowie z nimi współdziałający, postanowili dokonać przyspieszenia pewnych działań. Z komunikatu ministerstwa wynika, że obecnym członkom KRS postawiono zarzuty tylko za to, że skorzystali z prawnej możliwości wystartowania w konkursie do zasiadania w KRS. Jesteśmy zatem na Białorusi i przepraszam, że używam takiego porównania, bo być może nie powinienem, ale nic innego nie ciśnie mi się na usta.
Czyli nie prawo a siła?
Wszyscy, którzy podejmują dziś wysiłek, zmierzający do przestrzegania prawa w Polsce są kolejno eliminowani. Proszę spojrzeć, co zrobiono z prokuratorem Michałem Ostrowskim, który podjął czynności w sprawie doniesienia o ustrojowym zamachu stanu. Sprawa została mu zabrana, a on dostał jeszcze w „nagrodę” postępowanie dyscyplinarne oraz karne. Tak samo postąpiono ze mną. Z komunikatu MS wynika, że będę miał postępowania karne, choć nie wiadomo za co.
Jak podało MS, powodem odwołania pana ma być .in. doprowadzenie do wydłużenia postępowań w SA w Warszawie, bezpodstawne zawieszenia sędziów, a także podpisanie list poparcia kandydatom do wadliwie ukształtowanej KRS?
Mógłbym nawet zrozumieć to, że minister ma chęć mnie odwołać. Może mu się nie podobać to, co robię, bo ścigam podległych mu sędziów politycznych. Nie musi jednak rzucać pod moim adresem inwektyw. Komunikat MS, który ma niby wskazywać powody mojego odwołania, jest pełen nieprawd i inwektyw. Po prostu obrzuca się mnie błotem bez możliwości obrony. To odwołanie jest bezprawne i nie ma jakichkolwiek podstaw merytorycznych i faktycznych, bo zarzucanych mi czynów się nie dopuściłem.
Czy inni sędziowie mogą obawiać się, że spotka ich to samo?
Politycy podporządkowują sobie wymiar sprawiedliwości przy wydatnej pomocy części sędziów. Sędziowie idący za stowarzyszeniami „Iustitia” i „Themis” oddali się w niewolę politykom. Nie wiem, czy minister poniesie kiedyś za to wszystko odpowiedzialność, ale z całą pewnością będzie w przyszłości stawał przed sądem.
Dziękuję za rozmowę.
CZYTAJ TAKŻE: TYLKO U NAS. Sędzia Schab: Próba odwołania sędziego Radzika to akt prawnej rebelii! To złamanie wszelkich standardów
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/725812-radzik-odwolanie-to-reakcja-na-moje-ostatnie-dzialania