Dwa wystąpienia, dwa modele dyplomacjiDwa wystąpienia, dwa modele dyplomacji. "Możemy z Sikorskiego pokpiwać, ale to człowiek dla Polski niebezpieczny"

"Wszystko staje się jasne, kiedy przypomnimy sobie, że Radosław Sikorski podobno należy do Grupy Spinelli".
Miał to być inteligentny, koncyliacyjny casting w związku z otwierającym się rynkiem pracy w Brukseli, a wyszło jak zawsze. Ojkofobia, zadawnione pretensje, małoduszność i cynizm.
Dwa wystąpienia, szefa – ha, ha! - dyplomacji Radosława Sikorskiego, a potem prezydenta RP Andrzeja Dudy, były sygnałem dwóch modeli dyplomacji, uprawianych w Polsce, przez Prawo i Sprawiedliwość oraz Koalicję Obywatelską. Z jednej strony Prezydent, mąż stanu, z głęboką świadomością pracy w interesie swojego państwa, założeniem że w polityce jest miejsce na wartości jak właśnie interes kraju, prawda, uczciwość i rzetelność polityków, cywilizowane zachowania. I model drugi, reprezentowany przez nowego szefa dyplomacji, czyli egocentryzm, niedojrzałość emocjonalna, karierowiczostwo, cynizm. Oraz dwa rodzaje uprawiania polityki – niezależność, suwerenność, z drugiej strony wasalizm i klientelizm, złożenie losów swego kraju i rodaków w ręce odwiecznych wrogów Polski, Niemiec, jeszcze niedawno Rosji. To „drogi Siergieju”, zapraszanie rosyjskiego szefa dyplomacji na doroczne spotkanie polskich ambasadorów, gdzie omawiana jest polityka zagraniczna kraju, pamiętny „hołd berliński”. Można się zastanawiać, co ten człowiek ma w głowie i sercu? I jeszcze jedno, cywilizowane zachowania. Radek Sikorski od ponad trzydziestu lat wędruje „korytarzami władzy”, piastując bardzo wysokie stanowiska, na początku lat 90. wiceminister obrony, potem wiceminister spraw zagranicznych, w 2007 minister spraw zagranicznych, i dzisiejszy powrót do gmachu przy alei Szucha. Bywał na salonach Waszyngtonu, Londynu, Paryża i Brukseli, i czy czegoś się nauczył? Na pewno nie dobrych manier, i do dziś wydaje się odporny na zachowania cywilizowane. To wzięcie, ta buta, te miny… Nie wspominam funkcjonariuszy brukselskich, bo to lewacka zbieranina, ale polityków brytyjskich czy amerykańskich, gdzie wciąż jeszcze obowiązuje styl „mąż stanu”. Można byłoby powtórzyć za wieszczem „żałość człowieka ujmuje…”, gdyby ten człowiek nie reprezentował mojego kraju, w dodatku za nasze pieniądze, podatników.
