Doradcy opozycji dwoją się i troją w radach, które mogłyby wesprzeć stronę, której owi doradcy sprzyjają. Nie zawsze wychodzi, a czasem rady wyglądają jak dywersja. Tak jest z pomysłem prof. Radosława Markowskiego, socjologa, który niedawno na antenie TOK FM zachęcał, by Lewica organizowała marsze przeciwko św. Janowi Pawłowi II. Chyba tylko polityczni samobójcy albo skrajni desperaci mogliby tych rad posłuchać.
Po niedzielnych marszach papieskich naukowiec wpadł na szokujący pomysł:
Nie, żeby jeden lider występował na fotce, że PKP się zachowuje jak wyborca i ciasteczka papieskie nam pokazuje, tylko Lewica powinna zorganizować kontrmarsze w tej sprawie. Tak zrobiłaby każda Lewica czy Hołownia krytyczny wobec Kościoła
— przekonywał pan profesor.
A ja się zastanawiam jak taki marsz według socjologa miałby wyglądać? Palenie zdjęć świętego, darcie encyklik, burzenie lub oblewanie farbą pomników?! Szukam w pamięci, ale politycznych samobójców na Lewicy sobie nie przypominam. A tego rodzaju kontrmarsze byłyby czymś na kształt samobójstwa. Socjolog powinien wiedzieć i rozumieć, że nastroje są w Polsce zupełnie inne, a stacja TVN filmem o Janie Pawle II, raczej stronie której politycznie sprzyja zaszkodziła, a nie pomogła. Efekt takich lewackich marszy byłby skrajnie przeciwny.
No chyba, że pomysł profesora Markowskiego jest niezwykle przewrotny i chodzi mu zwyczajnie o to, by Lewicę i Polskę 2050 osłabić, a wzmocnić przez to Platformę. Przecież w styczniu w Gazecie Wyborczej socjolog jasno wyłożył swoją strategię przed wyborami.
Głosowanie na partię największą - trzydziestokilku-, czterdziestoprocentową - jest trzykrotnie silniejsze niż na partię paroprocentową. Zatem w pewnym momencie, przynajmniej ja, jako zatroskany obywatel, niezależnie od tego, która z partii opozycyjnych będzie największa - albo blok tych partii - będę ostro namawiał, żeby każdy z nas, kto pójdzie do wyborów, zmultiplikował swój głos trzykrotnie, oddając go na partię silniejszą
— tłumaczył Markowski.
Na razie największa jest Koalicja Obywatelska i być może tym szalonym pomysłem antypapieskich marszy, gdyby ktoś na Lewicy pomysł podchwycił, chciałby profesor wesprzeć swoich ulubieńców.
Profesor Markowski ma jeszcze inny, rewolucyjny pomysł. Otóż jego zdaniem nie można już mówić o jednej liście:
Język ma znaczenie. Jeśli ktoś chce wracać do jednej listy, powinien wymyślić jakąś nową nazwę. To powinna być „ogólna sprawa” albo coś innego. W każdym razie nie wolno używać słownictwa, które jest skompromitowane.
— radził naukowiec.
W podobny sposób chciała kilka dni temu zaklinać rzeczywistość, podczas jednego ze spotkań z wyborcami, eurodeputowana Magdalena Adamowicz. Skoro opozycji nie idzie, to trzeba po prostu zaczarować rzeczywistość.
Ja też uważam, że tylko wspólna lista pomoże nam wygrać, ale rzeczywiście jest duże zmęczenie, te różne fochy, jak się mówi o jednej wspólnej liście. Ja tak sobie pomyślałam, że tę wspólną listę może tak jakoś oddolnie pchać, może właśnie promując taki hasło, jak „wspólna opozycja”, jak „opozycja silna razem” i jak będziemy mówić o tym, że opozycja jest silna razem, czy silna opozycja, czy opozycja razem, to się zacznie przebijać. A skoro opozycja silna razem, to się dogadajmy! Stwórzmy taki #opozycjasilnarazem”
— zachęcała Adamowicz.
Najprostsze byłoby określenie: „zjednoczona”, ale to po pierwsze już jest zajęte przez prawicę, a po drugie opozycja do zjednoczenia ma lata świetlne. Być może faktycznie tylko czarna magia i zaklinanie rzeczywistości są w stanie pomóc totalnie podzielonej opozycji. Rady prof. Markowskiego nie pomogą.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/641433-z-takimi-doradcami-opozycja-daleko-nie-zajedzie
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.