Witajcie w erze ubóstwa energetycznegoWitajcie w erze ubóstwa energetycznego. "Jeśli plan zostanie wcielony w życie, odczują to na swoim grzbiecie wszyscy Europejczycy"

Obywatele powinni mieć świadomość, że wyrażają zgodę na podwyżki, zubożenie, przerwy w dostawach prądu, regres ekonomiczny, wzrost bezrobocia czy rezygnację z wielu udogodnień
Politycy forsujący Nowy Zielony Ład nie mówią o kosztach tego programu, np. drastycznych podwyżkach cen energii czy przerwach w dostawach prądu.
To jest rewolucja. Zielona rewolucja. Nieprzypadkowo wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans wybrał dzień 14 lipca, a więc rocznicę wybuchu rewolucji francuskiej. Skutek ma być ten sam: zmienić Europę nie do poznania. Holenderski polityk ogłosił wówczas pakiet legislacyjny „Fit for 55”, którego celem jest walka ze zmianami klimatycznymi. Program stawia przed krajami Unii wyśrubowane zadania: zmniejszenie do 2030 r. emisji gazów cieplarnianych o 55 proc. w stosunku do roku 1990 oraz osiągnięcie zerowej emisji netto do 2050 r.
Bez prądu
Jeśli plan zostanie wcielony w życie, odczują to na swoim grzbiecie wszyscy mieszkańcy Europy, zwłaszcza ci najubożsi. Nadchodzi czas, by wprowadzić do naszego słownika wyrażeń politycznych nowe pojęcie „ubóstwo energetyczne”. Taki wniosek wynika z rozmowy, jaką niedawno na antenie czeskiej telewizji Nova przeprowadzili dwaj eksperci: Petr Kusý – członek państwowej Rady Urzędu Regulacji Energetyki, oraz Václav Bartuška – specjalny ambasador ds. bezpieczeństwa energetycznego w MSZ.
Obaj twierdzą, że polityka klimatyczna UE doprowadzi w krótkim czasie do drastycznego wzrostu cen energii. Wzrośnie też zagrożenie przerwami w dostawach prądu w całej Europie, co może pozbawić elektryczności miliony gospodarstw domowych. Wymusza się bowiem rezygnację z tradycyjnych źródeł pozyskiwania energii, nowe (czyli odnawialne) nie są zaś w stanie szybko ani efektywnie ich zastąpić. Panele fotowoltaiczne i farmy wiatraków nie dają takiej pewności działania jak elektrownie węglowe, ponieważ nie da się rozkazywać słońcu i wiatrowi. Ostatniej zimy przekonali się o tym mieszkańcy Bawarii i Austrii, którym groziło wyłączenie prądu, jednak ciągłość dostaw została w ostatniej chwili uratowana dzięki przesyłowi energii z elektrowni węglowych w Czechach.
We wspomnianej rozmowie pojawiło się stwierdzenie, że Nowy Zielony Ład, forsowany obecnie przez Komisję Europejską, może doprowadzić do sytuacji, w której wyniku jedna trzecia ludności UE (ponad 100 mln) może popaść w ubóstwo energetyczne. W 10-milionowych Czechach może to być nawet 3,5 mln osób. Drastyczne podniesienie cen energii zmniejszy bowiem konkurencyjność gospodarki. Pociągnie to za sobą koszty społeczne, związane z bankructwami dużych przedsiębiorstw, masową utratą miejsc pracy oraz koniecznością przekwalifikowania się całej branży przemysłowej, co wiąże się z kolejnymi obciążeniami finansowymi.
Widmo podwyżek
Koszty zielonej transformacji energetycznej ponoszone są już zresztą obecnie. Nie trzeba czekać na osiągnięcie planowanych przez Brukselę celów, by się o tym przekonać. Wprowadzanie Nowego Zielonego Ładu dokonuje się już bowiem od jakiegoś czasu i niesie ze sobą konkretne skutki finansowe. W ciągu ostatniego roku cena energii w strefie euro wzrosła o 32 proc., a szykują się nowe podwyżki. W Czechach pod koniec roku ma dojść do skoku cen prądu nawet o 50 proc. Także Polski nie ominie podobne zjawisko.
Nawet w Niemczech, które są liderem Green Dealu, rośnie niezadowolenie z powodu zielonej transformacji. W marcu Federalny Trybunał Obrachunkowy opublikował raport, który nie pozostawił suchej nitki na rządowej polityce energetycznej. Na miażdżącą ocenę złożyły się dwa czynniki: zagrożenie bezpieczeństwa dostaw energii oraz olbrzymie koszty przerzucane na barki zwykłych obywateli. Oblicza się, że tzw. Energiewende ma kosztować 520 mld euro (w tym budowa nowych tras przesyłowych, która opóźniona jest już o pięć lat – ok. 85 mld). Wszystkie te inwestycje mają być finansowane z opłat sieciowych, czyli z kieszeni odbiorców prądu. Już teraz jednostkowy koszt energii elektrycznej w przeciętnym niemieckim gospodarstwie domowym jest wyższy o 43 proc., niż wynosi średnia w UE, w przyszłości planowane są zaś kolejne podwyżki.
Awaria systemu
Podobne problemy dotyczą USA, gdzie w kwietniu Joe Biden przedstawił ambitny plan zakładający, że do 2030 r. gospodarka Stanów Zjednoczonych będzie emitować o połowę mniej gazów cieplarnianych niż w roku 2005, do 2035 r. wszystkie elektrownie w USA zaś będą zeroemisyjne.
Co miałoby to konkretnie oznaczać? Amerykański naukowiec Roger Piekle Jr zauważa, że dziś w USA działają 1852 elektrownie węglowe i gazowe. Jeśli projekt Bidena miałby zostać zrealizowany, to do 2035 r. wszystkie one będą musiały zostać zamknięte lub przekształcone w elektrownie zeroemisyjne (dodajmy: przy użyciu technologii wychwytywania i składowania dwutlenku węgla, które obecnie jeszcze nie istnieją). Oznacza to, że począwszy od dziś, w USA będzie musiało być zamykanych każdego miesiąca ponad 11 elektrowni na paliwa kopalne.
Już teraz stany, które przodują we wprowadzaniu Nowego Zielonego Ładu, mają olbrzymie problemy z energią. Na początku lata Komisja Usług Publicznych w Kalifornii wysłała do mieszkańców zalecenie, by w godzinach szczytu poboru energii (między 16 a 21) z powodu przewidywanych przerw w dostawie prądu nie robili prania, rozwieszali uprane ubrania zamiast używać suszarek elektrycznych, wyłączali światła zewnętrzne, nie otwierali niepotrzebnie lodówek i zamrażarek, poprzesuwali meble w pokojach w taki sposób, by nie utrudniały one naturalnej cyrkulacji powietrza, zaciemniali okna, nie ładowali telefonów komórkowych i laptopów, a zamiast przyrządzać potrawy w piekarniku elektrycznym, upiekli coś na grillu na świeżym powietrzu.
Podobne uciążliwości dręczą mieszkańców Teksasu, którzy zimą cierpieli na braki dostaw prądu z powodu mrozów i śniegów, a latem z powodu upałów. W obu przypadkach wynikało to z niewydolności systemu opartego w zbyt dużej mierze na słońcu i wietrze. W związku z tym władze stanowe poprosiły mieszkańców, by podczas najgorętszych dni unikali włączania klimatyzacji i innych energochłonnych urządzeń, bo w przeciwnym razie może dojść do awarii całego systemu.
Skutki dekarbonizacji
Wydawać by się mogło, że tego rodzaju kłopoty ominą Chiny. Nic bardziej mylnego. Jak podaje agencja AsiaNews, kryzys energetyczny w Państwie Środka przeżywa obecnie aż 16 z 31 prowincji. Przerwy w dostawach prądu dotyczą nie tylko fabryk czy portów, lecz także prywatnych mieszkań. W sieciach społecznościowych miejscowa ludność skarży się na brak ogrzewania, wyłączanie sygnalizacji świetlnej i lamp ulicznych oraz niemożność korzystania z wind. Na kryzys wpłynęły m.in. ograniczenia dostaw węgla oraz wzrost ceny tego surowca, co spowodowało w niektórych prowincjach podwyżki energii elektrycznej o 10 proc.
Według AsiaNews wspomniane perturbacje wynikają z polityki dekarbonizacji prowadzonej przez rząd w Pekinie. W zeszłym roku Xi Jinping bowiem ogłosił, że jego kraj do 2060 r. wyeliminuje emisję zanieczyszczeń z elektrowni węglowych. Wprowadzanie tego planu rozpoczęła już część lokalnych komisji ochrony środowiska. Co znamienne, wspomniane działania wywołały sprzeciw wielu europejskich i amerykańskich firm (zwłaszcza z branż chemicznej i farmaceutycznej), które mają swoje fabryki w Chinach. Krytykują one zbyt radykalny program klimatyczny niektórych prowincji, skarżąc się, iż wyłączanie prądu zagraża ich działalności, zwłaszcza ciągłości dostaw towarów do krajów przeznaczenia.
Krew, pot i łzy
Jest regułą, że Nowy Zielony Ład wszędzie na świecie wprowadzany jest odgórnie, metodami administracyjnymi, bez liczenia się z uwarunkowaniami ekonomicznymi. Wszędzie wymusza on gwałtowne zmiany na rynku energetycznym, które powodują takie same konsekwencje. Dla obywateli przede wszystkim podniesienie kosztów życia, dla większości państw – stagnację gospodarczą. Im ktoś mniej zamożny, tym mocniej odczuje to na swojej skórze.
Politycy najczęściej tłumaczą Green Deal koniecznością walki ze zmianami klimatycznymi. Nie przedstawiają jednak ludziom ceny, jaką przyjdzie zapłacić za tę politykę. Jeśli Nowy Zielony Ład ma być kontraktem społecznym, jak to się często przedstawia, to obywatele powinni wiedzieć, na co się godzą. Powinni mieć świadomość, że wyrażają zgodę na podwyżki, zubożenie, przerwy w dostawach prądu, regres ekonomiczny, wzrost bezrobocia czy rezygnację z wielu udogodnień (np. korzystanie z tanich linii lotniczych, które mają zniknąć). To cena, jaką przyjdzie zapłacić Europejczykom za energetyczną transformację. Politycy powinni zaś mieć odwagę, by – tak jak Churchill – powiedzieć swoim wyborcom, że obiecują im „krew, pot i łzy”.
Artykuł z 43/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
