Nie wiem, czemu i komu Rafał Trzaskowski zawdzięcza to, że – używając najnowszego języka popularnego w kręgach ludzi na odpowiednim poziomie – jest sformatowany na modłę epoki PRL. Podstawowym wyznacznikiem ludzi tego formatu w tamtych czasach, przede wszystkim działaczy partyjnych, była umiejętność kłamstwa. Kłamstwo, jako usankcjonowany sposób funkcjonowania elity trzymającej władzę, stawało się środkiem utrzymywania milionów ludzi w świecie iluzji. W kategoriach indywidualnego sposobu działania i funkcjonowania, kłamstwo było najzręczniejszym narzędziem, torującym drogę kariery politycznej. Ale także wspinania się na coraz wyższe szczeble w wielu innych zawodach i rolach społecznych.
Aby kłamstwo pełniło swoją rolę zarysowaną powyżej, musi zostać wyjęte poza nawias ocen moralnych. Kłamstwo w takim wydaniu przestaje być traktowane jako moralne zło, czyn z definicji napiętnowany. Oceniane jest jedynie z punktu widzenia jego skuteczności w osiągnięciu określonego celu. Taką właśnie funkcję kłamstwu nadał bolszewizm. W takiej postaci kłamstwo zostało zaszczepione w polską rzeczywistość komunistyczną. Niestety, mimo przewrotu politycznego dokonanego trzy dekady temu, są u nas ludzie działający zgodnie z kluczem czasów PRL. Jednym z najbardziej reprezentatywnych przedstawicieli tego kręgu – obok bezkonkurencyjnego, jeśli idzie o palmę pierwszeństwa w tej kategorii Donalda Tuska - jest Rafał Trzaskowski.
Pełnymi garściami z tego modelu „przekonywania do siebie wyborców” korzystał w niedawno minionej kampanii wyborczej na stanowisko prezydenta Polski. Jednym z wielu kłamstw, moim zdaniem, wyjątkowo przewrotnych i cynicznych, mającym zjednać sobie przychylność części wyborców, była jego deklaracja w pierwszych godzinach rozpoczętej kampanii wyborczej. Zapowiedział, że zaraz po wyborach wróci do nadania jednej z ulic Warszawy imię prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. Pytany dziś, w ponad miesiąc po zakończeniu wyborów odpowiada, że złoży wniosek na jesieni, po uprzednim porozumieniu się z radnymi. – „Nie rozumiem tej presji, komu się spieszy” – skwitował sprawę.
Przypomnę, że pierwszy raz „zagrał kartą śp. Lecha Kaczyńskiego”, jako instrumentem zjednującym życzliwość Platformie Obywatelskiej w samorządowej kampanii wyborczej w czerwcu 2018 r. Mówił wówczas: - Nie wykluczam, że w Warszawie powstanie ulica Lecha Kaczyńskiego. Prezydent Kaczyński zasługuje na upamiętnienie, to jego wysiłkom zawdzięczamy wspaniałe Muzeum Powstania Warszawskiego – mówił wówczas.
Kolejny raz sięgnął po „to narzędzie” w marcu zeszłego roku. Wtedy również zapowiadał, że z inicjatywą nadania jednej z warszawskich ulic imienia Lecha Kaczyńskiego wystąpi po wyborach parlamentarnych. Jak wiadomo, odbyły się październiku 2019. Za chwilę równo rok temu.
Rafał Trzaskowski ma także inne atrybuty, będące cennym uzupełnieniem głównych zalet. Do nich należy m.in. umiejętność bajerowania. Spodziewam się jej wystąpienia, kiedy wreszcie kiedyś dojdzie do lokalizacji ulicy śp. Lecha Kaczyńskiego.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/514848-rafal-trzaskowski-polityczny-bajerant
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.