Widać wyraźnie grę wokół wyborów, to przeciąganie, poprawki polegające na przesunięciu wyborów po 6 sierpnia, co prawda nie autorstwa PO, ale rzekomo uzgodnione z Borysem Budką. Pani marszałek Gabriela Morawska-Stanecka mówiła, że Borys Budka zdawał się popierać tę poprawkę, żeby wybory były po 6 sierpnia – to wszystko spowodowało, że nawet dla zwolenników opozycji ta sytuacja jest nieczytelna i spowodowała irytację. Zdecydowana większość opinii publicznej chciałaby już wreszcie, żeby te wybory się odbyły, ma dosyć tego serialu
— mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl senator Jan Maria Jackowski.
CZYTAJ RÓWNIEŻ:
wPolityce.pl: To, z czym mieliśmy do czynienia w ostatnich dniach: nielegalne zbieranie podpisów pod kandydaturą Rafała Trzaskowskiego, obstrukcja samorządowców – to zaledwie wierzchołek góry lodowej nadużyć dokonywanych przez polityków opozycji. Jest to niewątpliwie efekt falandyzacji prawa i panującej dotychczas bezkarności pewnych grup. Jakie są szanse na to, żeby teraz to zmienić?
Jan Maria Jackowski: Prezes Jarosław Kaczyński we wczorajszym oświadczeniu jasno powiedział, że 28 czerwca to jest ostatni możliwy termin odbycia wyborów prezydenckich i zostaną użyte wszystkie środki prawne do tego, aby te wybory w tym terminie się odbyły. Jest bowiem świadomy, że te działania, które mamy, o charakterze obstrukcyjnym na różnych poziomach, finalnie mogą doprowadzić do chaosu w państwie i do kryzysu konstytucyjnego. W ekspertyzie Naczelnego Sądu Administracyjnego, która została napisana do propozycji zmiany ordynacji, nad którymi obecnie pracujemy w Senacie, wyraźnie napisano, że niewybranie prezydenta i niezłożenie przez niego ślubowania tak, żeby była kontynuacja, do 6 sierpnia, spowoduje stan prawny, który nie jest opisany ani w Konstytucji, ani w innych regulacjach prawnych, a więc stan niepewności i niestabilności. W sytuacji pandemii, w sytuacji kryzysu gospodarczego, w który niestety powoli wchodzimy, byłaby to sytuacja fatalna, gdyby sparaliżowany był naczelny organ państwa i nie było Prezydenta.
Należy się spodziewać, że odium winy za ten paraliż i kryzys konstytucyjny zostałoby przez opozycję zrzucone na Prawo i Sprawiedliwość/Zjednoczoną Prawicę, biorąc pod uwagę ostatnie wypowiedzi niektórych opozycyjnych polityków, w tym wczorajszą wypowiedź Donalda Tuska w TVN 24. Powiedział on: „Mamy do czynienia z ekipą bezradną, to ciamajdy, ludzie, którym wszystko wylatuje z rąk; Trzeba odsunąć tych ludzi od władzy”.
Oczywiście. To jest element gry politycznej. O tym też mówił prezes Jarosław Kaczyński. Ta gra polityczna jest prowadzona w imię partykularnych interesów, na zasadzie im gorzej, tym lepiej i stanowi próbę zdestabilizowania państwa, mającą na celu zmianę obozu władzy w Polsce. Ten plan jest realizowany na jednym poziomie poprzez wybory prezydenckie. Natomiast na drugim poziomie mamy mniej widoczny plan - grę na destabilizację i doprowadzenie do chaosu, a w efekcie - do gigantycznego kryzysu. To jest sytuacja niezwykle groźna i dlatego wybory powinny się odbyć 28 czerwca. Powinien zostać wyłoniony prezydent, który złoży ślubowanie od razu po zakończeniu obecnej kadencji Andrzeja Dudy tak, aby była kontynuacja i trwałość naczelnego organu państwa.
Widać, że opozycja jest mocno zdeterminowana. Czy po ostatnich obstrukcyjnych działaniach polityków opozycji należy się spodziewać, że Prawo i Sprawiedliwość i Zjednoczona Prawica przestaną traktować opozycję w sposób łagodny i koncyliacyjny, a zacznie się rozliczanie?
W tej chwili widać wyraźnie, że nastąpiła konsolidacja obozu Zjednoczonej Prawicy. Wczorajsze wspólne oświadczenie i wystąpienie trzech liderów naszego obozu są na to koronnym dowodem. Kandydatura Rafała Trzaskowskiego reanimowała PO, które jeszcze niedawno było w rozsypce. Sytuacja na scenie życia politycznego w tej chwili wyraźnie się polaryzuje i krystalizuje. Proszę zauważyć, że tacy kandydaci, jak Władysław Kosiniak-Kamysz, czy Szymon Hołownia, którzy byli spoza głównego nurtu PiS, czy PO i którzy – wydawało się – odegrają ważną rolę w przyszłości w kontekście rekonfiguracji sceny politycznej i animowania nowych projektów politycznych, projektu chadeckiego (Kosiniak-Kamysz) i projektu liberalnego (Hołownia), przynajmniej na razie zeszli nieco na boczny plan. Sytuacja w tej chwili uległa zamrożeniu w tym sensie, że nadal na scenie głównymi aktorami są PiS i PO, a wybory prezydenckie określą układ sił na najbliższe lata.
Wszystko wskazuje na to, że wybory odbędą się 28 czerwca, a plan opozycji spali na panewce.
Czy jest jakaś nadzieja na to, że przynajmniej część opozycyjnych senatorów się opamięta?
Widać wyraźnie grę wokół wyborów, to przeciąganie, poprawki polegające na przesunięciu wyborów po 6 sierpnia, co prawda nie autorstwa PO, ale rzekomo uzgodnione z Borysem Budką. Pani marszałek Gabriela Morawska-Stanecka mówiła, że Borys Budka zdawał się popierać tę poprawkę, żeby wybory były po 6 sierpnia – to wszystko spowodowało, że nawet dla zwolenników opozycji ta sytuacja jest nieczytelna i spowodowała irytację. Zdecydowana większość opinii publicznej chciałaby już wreszcie, żeby te wybory się odbyły, ma dosyć tego serialu.
Teraz ci, którzy w ewidentny sposób usiłują przeciągać strunę, mogą spowodować efekt bumerangu, czyli efekt odwrotny do zamierzonego. W tym wypadku może to być kosztowne dla opozycji, która zostanie odebrana przez opinię publiczną jako awanturnicza, czepialska, niekonstruktywna i dążąca do destabilizacji. Z tego punktu widzenia sądzę, że część polityków PO zaczęła dostrzegać takie niebezpieczeństwo. Świadczyć o tym mogą m.in. niektóre wypowiedzi.
Takiego niebezpieczeństwa najwyraźniej nie dostrzega Donald Tusk, który wypowiedział na tyle skandaliczne słowa pod adresem Zjednoczonej Prawicy, że zwróciła mu uwagę dziennikarka, którą trudno posądzać o sympatię dla obozu rządzącego. Czy tego typu wypowiedzi nie spowodują, że PO zacznie przed samymi wyborami pikować w dół w sondażach?
Niewątpliwie widać wyraźnie, że Donald Tusk oderwał się zupełnie od rzeczywistości. Widać, że jest zaślepiony antypisowską furią i emocje biorą górę, co wystawia mu wyjątkowo złe świadectwo jako polityka „formatu europejskiego”. Widać wyraźnie, że kontynuuje radykalizację i nakręcanie spirali podziałów ataków na obóz rządzący i miliony popierających go Polaków. Zresztą Donald Tusk jest tutaj recydywistą. To on zaczął - od tej słynnej wypowiedzi o moherowych beretach - politykę dzielenia opinii publicznej i przeciwstawiania rzekomo oświeconym i europejskim Polakom tego tzw. ciemnogrodu i zaścianka. To wprawdzie było kilkanaście lat temu, ale jak widać – mamy ciąg dalszy. Najwyraźniej nie potrafi zmienić swojej taktyki politycznej i w związku z tym w tej chwili stanowi obciążenie dla Platformy Obywatelskiej. PO, jakby chciała się w tej chwili pokazać jako partia odpowiedzialna, to powinna wykazać się pewnym konstruktywizmem, pewną formą dialogu i chęcią współpracy przynajmniej w przeprowadzeniu wyborów tak, aby wokół wyborów prezydenckich był konsensus. Wtedy by się okazała siłą odpowiedzialną i poważną. Wtedy być może zaczęłaby zwiększać swoje poparcie społeczne. Natomiast taka radykalizacja awantury zmniejsza szanse na przedstawianie PO jako poważnej siły politycznej.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Anna Wiejak.
W związku z problemami z dystrybucją drukowanej wersji tygodnika „Sieci” (zamykane punkty sprzedaży, ograniczona mobilność społeczna) zwracamy się do państwa z uprzejmą prośbą o wsparcie i zakup prenumeraty elektronicznej - teraz w wyjątkowo korzystnej cenie! Z góry dziękujemy!
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/502269-jackowski-dalsza-obstrukcja-moze-byc-dla-opozycji-kosztowna
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.