Jeśli wymiar sprawiedliwości ma dać wiarygodną odpowiedź na pytanie, czy obecny marszałek Senatu prof. Tomasz Grodzki, w przeszłości brał łapówki za opiekę nad chorymi pacjentami, w tym wykonywanie operacji, prokuratura nie może zwlekać ze sporządzeniem aktu oskarżenia, a sąd z przeprowadzeniem procesu. Wydaje mi się, że jest to rzecz kluczowa wobec taktyki, jaką podjął Tomasz Grodzki. Zapewne w uzgodnieniu ze swoim rutynowanym, obeznanym z prawnymi kruczkami obrońcą, mecenasem Jackiem Dubois.
Uprzedzając ewentualny proces, w którym prof. Tomasz Grodzki, „trzecia osoba w państwie”, jak sam zwykł o sobie rozgłaszać, siedziałby na ławie oskarżonych, on i jego obrońca postanowili wytoczyć procesy osobom, które zgłosiły się do dziennikarzy, a później z reguły do organów ścigania, policji, Centralnego Biura Antykorupcyjnego, opowiadając o okolicznościach, w jakich wręczali łapówki prof. Tomaszowi Grodzkiemu.
To właśnie historie tych pacjentów i ich bliskich, utrwalone procesowo w formie zeznań, są najczęściej jedynymi dowodami w sprawie ewentualnej korupcji prof. Tomasza Grodzkiego. Wytoczenie tym ludziom procesu o naruszenie dobrego imienia prof. Tomasza Grodzkiego jest więc nie tylko krokiem uprzedzającym, ale odwróceniem ról uczestników procesu, a zarazem stron.
W tej sytuacji, zbyt wolne gromadzenie przez prokuraturę dowodów w sprawie ewentualnie branych łapówek, a jak niektórzy świadkowie oskarżenia mówią, nawet wymuszanych przez prof. Tomasza Grodzkiego, może łatwo spowodować, że prawda o ciemnej stronie działalności lekarskiej dzisiejszego marszałka Senatu, jeśli miała miejsce, nigdy nie zostanie udowodniona. A sprawca tych czynów wymknie się z rąk sprawiedliwości. Jednakże oczywiste jest też, że szybkie, sprawne przygotowanie aktu oskarżenia przez prokuraturę, nie może odbyć się kosztem jakości i siły dowodów. Bo to byłaby najgorsza z możliwych rzeczy. W tej chwili wiadomo, że najprawdopodobniej prof. Tomasza Grodzkiego czekają dwa procesy. Jeden, w którym będzie występował jako poszkodowany, którego dobre imię zostało naruszone, czyli w roli oskarżyciela. I drugi, w którym prawdopodobnie będzie oskarżony o przyjmowanie łapówek.
Jeśli najpierw odbyłby się proces, w którym byłby oskarżycielem, mogłoby to praktycznie doprowadzić do sparaliżowania możliwości poznania prawdy w tym drugim procesie. Taki obrót sprawy ma swoje korzenie w całkowicie odmiennej roli tych samych kluczowych osób uczestniczących w jednym i drugim procesie – ludzi, których opowieści są „dowodami” w sprawie.
W tym pierwszym przypadku występują jako oskarżeni. To dla wielu z nich całkowicie niezrozumiałe. - Za to, że przedstawiali rzeczywiste fakty, stoją przed sądem oskarżeni? Czy to możliwe? – zadają sobie pytania. Już to wpływa na nich dostatecznie stresująco. Jeśli nawet nie są ciężko przerażeni, to z pewnością zaniepokojeni. Niektórzy żałują, że odważyli się wracać do spraw dla nich ciągle bolesnych ale przecież dość starych. Często są to ludzie, który będą po raz pierwszy w życiu w sądzie. W większości starzy, a nawet bardzo starzy.
Co niezwykle ważne. W tego rodzaju procesie, to na tych ludziach będzie spoczywał obowiązek udowodnienia – przekonania sądu – że ich wyjaśnienia są prawdziwe. I na tyle przekonywające, że sąd nie będzie miał wątpliwości. Ich przeciwnikiem będzie wyćwiczony w takich potyczkach adwokat, wykorzystujący każdą szczelinę w ich wyjaśnieniach. Każdą najdrobniejszą sprzeczność do obalenia ich wyjaśnień lub przynajmniej do posiania wątpliwości co ich prawdziwości. Adwokat, pełniąc swoją rolę, będzie podważał te wyjaśnienia, składając to na karb wieku, pamięci, być może wplącze do tego uprzedzenia polityczne, albo np. zarzuci chęć uczestnictwa w nagonce na sławną osobę itd. itp. W myśl – wszystkie chwyty dozwolone.
Jedno jest pewne pełnomocnik „oskarżyciela” zrobi wszystko, aby zdeprymować „oskarżonych”, nie mających zbyt wielkiego doświadczenia, jak wyjść bez szwanku z kłopotów w jakich się znaleźli. Doprowadzić do poczucia bezradności, w którym prawdziwe dla nich fakty, nabiorą elementów niepewności.
Nie byłbym zdziwiony, gdyby nie jedna taka batalia w ocenie sądu okazała się korzystna dla Tomasza Grodzkiego, a wyrok dla „oskarżonego” skazujący. Nawet jeśli tylko symboliczny.
Taki wyrok zostanie wykorzystany do podważenia prawdziwości innych oskarżeń wysuwanych pod adresem prof. Tomasza Grodzkiego w procesie, w którym on będzie oskarżony. Zresztą wówczas nie wiadomo, czy w ogóle do tego innego procesu dojdzie.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/487864-kontratak-marszalka-tomasza-grodzkiego-przemyslanym-ruchem
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.