Mimika, gesty, zachowania i wypowiedzi dotkniętych wielkością mogą wyglądać na kabotyńskie, groteskowe i infantylne, ale to tylko pozory.
Wystarczy trochę władzy, czasem nawet iluzorycznej, żeby wybrani politycy weszli na szybką ścieżkę do wielkości. Nie wszyscy, lecz ci, którzy noszą w sobie zalążki wielkości. To wprawdzie trochę niebezpieczne, gdyż najpierw bardzo uderza ona do głowy, ale warto wiedzieć, dlaczego tak się dzieje. A dzieje się tym bardziej, im szybciej konkretny polityk chce dyskontować swoją świeżo nabytą wielkość. Choćby z tego powodu powinno się z tym poczuciem wielkości trochę poczekać, żeby sprawdzić, czy to w ogóle działa i na kogo działa. Ale też bez przesady, żeby wielkość nie została przytłumiona bądź wygaszona. O tytuł wielkości nieledwie kosmicznej rywalizują kandydatka na prezydenta Małgorzata Kidawa-Błońska oraz marszałek Senatu prof. Tomasz Grodzki. Oboje tak się zachowują, jakby ich wielkość kroczyła jakiś kilometr przed ich fizycznymi postaciami. I ta ich wielkość zajmuje ten kilometr przestrzeni, a ściślej koło o promieniu 1 kilometra. Ale to zrozumiałe, o czym poniżej.
Pretendentami do wielkości, na razie badającymi teren i możliwości, wydają się szef klubu PO-KO Borys Budka, wicemarszałek Senatu Gabriela Morawska-Stanecka, kandydatka na przewodniczącą PO Joanna Mucha, eurodeputowana Sylwia Spurek, lewicowe posłanki Agnieszka Dziemianowicz-Bąk i Magdalena Biejat oraz poseł KO Franciszek Sterczewski. Na najlepszej drodze do wielkości z tego zestawu wydaje się Sylwia Spurek, choć brakuje jej wielkiego celu, np. stanowiska przewodniczącej Rady Galaktycznej albo przynajmniej szefowej Wegańskiej Rady Galaktycznej.
Ci, na których nagle spadła wielkość nie byli wprawdzie całkiem anonimowi, ale ich wielkościowe predyspozycje nie były jakoś specjalnie i nachalnie widoczne. Dopiero po formalnym wyniesieniu, u Małgorzaty Kidawy- Błońskiej na kandydatkę na premiera, u Tomasza Grodzkiego na kandydata na marszałka Senatu, wielkość eksplodowała niczym wszechświat w wielkim wybuchu. A ściślej zaszło zjawisko inflacji – w sensie takim, jak w hipotezie inflacji kosmologicznej sformułowanej przez prof. Alana Gutha, m.in. z Princeton oraz MIT. Nagle i gwałtownie objawiła się i inflacyjnie urosła wielkość obojga polskich polityków. Do tego stopnia, że trudno było im się poruszać, tak ta wielkość ich otaczała oraz wpływała na otoczenie. Stąd zapewne wzięła się ekspansja marszałka Grodzkiego na zagranicę oraz prezydenckie zachowania Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Po prostu wielkość musiała znaleźć jakieś ujście, żeby nie doszło do kolapsu, czyli zjawiska przeciwnego inflacji w sensie kosmologicznym.
Inflacyjny przyrost wielkości ma tę właściwość, że nie da się go nie zauważyć. I nie może przyjmować przesadnie wyrafinowanych form, żeby obywatele rażeni wielkością polityków mogli cokolwiek zrozumieć. Nie jest zatem uzasadnione twierdzenie licznych malkontentów i poszukiwaczy dziur w całym, że wielkości po procesie inflacji „sadzą straszne banały i trywializmy”, lecz że nie chcą swoją wielkością deprymować maluczkich. Poziom odbiorców wymusza więc na dotkniętych wielkością pewną banalność i trywialność, lecz nie jest to wcale kicz bądź żenada czy też dziecinada, lecz praktyczna strategia. Ta wielkość faktycznie istnieje, tylko jest głęboko ukryta, żeby nie raziła nieskomplikowane umysły swoją potęgą.
Pewien dyskomfort, jaki obywatele mogą odczuwać w kontakcie z wielkością, wynika zapewne z tego, że wewnątrz dotkniętych wielkością zachodzi proces mieszania się wewnętrznej głębi z powierzchownością na potrzeby zewnętrzne, co może sprawiać, że mimika, gesty, zachowania oraz wypowiedzi wyglądają na kabotyńskie, sztuczne, operetkowe, groteskowe, infantylne czy żałosne, podczas gdy jest to tylko wynik nieprzystosowania zewnętrznej powłoki do wewnętrznego ładunku wielkości. W istocie mamy do czynienia z wielkościami, które nie znajdują takiego sposobu wyrazu, by wyglądały na mądre i naturalne. Ale na pewno takie są, nawet wtedy, gdy wewnętrzna walka otrzymuje na zewnątrz wyraz przez nierozumnych bądź złośliwych interpretowany jako bezmyślność czy nawet głupkowatość.
Nie wolno brać pozorów za istotę wielkości, a niedoskonałości przekazu za infantylizm czy bezrozumność. Nic z tych rzeczy. Po prostu zewnętrzność dotkniętych wielkością musi się zaadaptować do tego, co głębokie i ukryte, a wtedy znajdzie optymalny wyraz w mimice, gestach, zachowaniach czy wypowiedziach. I nie jest prawdą, że nic w środku nie ma poza tym, co widać na zewnątrz. To brak pokory przed wielkością, a nawet jakiś kompleks, że dotyka ona nie naszych politycznych ulubieńców, lecz konkurentów. To zresztą zrozumiałe, gdyż wielkość nie jest dostępna z definicji prawicy i konserwatystom, chyba że pozują na nią, co łatwo odróżnić. Na razie mamy tylko dwie prawdziwe wielkości oraz kilkoro pretendentów, którym trzeba życzyć szybkiego procesu inflacyjnego (w znaczeniu prof. Alana Gutha). Wielkości nadają bowiem sens życia maluczkim, którzy sami nigdy o wielkość nawet się nie otrą. A ile mogą na niej skorzystać!
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/481256-sa-tylko-2-wielkosci-w-polskiej-polityce-ale-rosna-nastepne
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.