Nie jest przypadkiem, że w ostatnich wyborach do Sejmu odnotowano najmniejszy w historii III RP odsetek głosów nieważnych – tylko 1,11 proc.
Domaganiem się m.in. przez senatora Koalicji Obywatelskiej Marka Borowskiego, by zaliczyć jako ważne te głosy, gdzie na kartach nie skreślono pustej kratki po lewej stronie nazwiska kandydata do Senatu, lecz znajdujące się po prawej stronie logo komitetu wyborczego, nie warto się zajmować ani chwili z powodu oczywistego infantylizmu czy ewidentnego rozbratu ze zdrowym rozsądkiem. Chyba że w ramach ogólnego studium o dziecinnieniu albo wręcz głupieniu. Warto się natomiast zająć histerią, najczęściej przybierającą formę głupawki w sprawie „zamachu” Prawa i Sprawiedliwości na demokrację poprzez zamach na wolne wybory. Wszystko to z powodu wyborczych protestów, które każdemu obywatelowi, w tym przedstawicielom komitetów wyborczych, należą się (zgodnie z „Kodeksem Wyborczym”) jak Sylwii Spurek wegańskie dania w Parlamencie Europejskim.
Dość dziecinne teorie spiskowe głoszą, że PiS chce zmienić wyniki wyborów do Senatu, żeby mieć większość, a partii pomogą sędziowie Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego, de facto funkcjonariusze tej partii, w dodatku powołani przez nielegalnie wybraną, czyli też nielegalną Krajową Radę Sądownictwa. Pomijając obrzydliwość uznawania sędziów za partyjnych funkcjonariuszy, obrażania ich i piętnowania, zanim zdołali zgiąć mały palec w sprawie protestów wyborczych, mamy tu jeszcze uzurpację w rozstrzyganiu, co jest konstytucyjne, a co nie. I generalnie obrażanie ludzi oraz instytucji zanim cokolwiek zrobili. Ale „był czas przywyknąć przecie” – jak mówiła babcia Pawlakowa w „Samych swoich” Sylwestra Chęcińskiego.
Można by uciąć sprawę histerii (w wyjątkowo infantylnej formie) przysłowiem „głodnemu chleb na myśli”, ale przestała ona być tylko głupawką, gdy Grzegorz Schetyna zameldował o niej w OBWE i Radzie Europy, mobilizując po drodze tych co zwykle komsomolców postępu. I nie ma godziny, żeby zinfantylizowane i owładnięte p…cem media obozu postępu nie robiły z tego wielkiej draki. Najlepsze w takim wypadku są fakty, choć dla obozu postępu ważniejsza jest zasada porucznika Huberta Grubera z „’Allo, ‘Allo!”, który instruując Rene Artois, jak miałby redagować lokalną, kolaborancką gazetkę przestrzegał, „żeby fakty nie przeszkadzały w pisaniu”.
Fakty są takie, że Prawo i Sprawiedliwość, a tym bardziej wyłonione przez tę partię rządy nie zrobiły niczego przeciwko wolnym wyborom, a robiły wiele, żeby były one w jak największym transparentne, uczciwe i wolne od fałszerstw czy tylko błędów. To PiS wprowadziło możliwość rejestracji (własnymi urządzeniami nagrywającymi) czynności obwodowych komisji przez mężów zaufania przed rozpoczęciem głosowania i po jego zakończeniu. To ta partia wprowadziła zestandaryzowane przezroczyste urny wyborcze oraz zasadę ujmowania w protokołach głosowania liczby głosów nieważnych, z podaniem przyczyny nieważności głosu. Były jeszcze inne propozycje zwiększające transparentność i uczciwość wyborów, lecz zostały uznane za sprzeczne z zasadami ochrony danych osobowych. I z drugiej strony - nie było niczego ze strony PiS, co by wolność, transparentność i uczciwość wyborów ograniczało.
Nie jest przypadkiem, że w wyborach do Sejmu 13 października 2019 r. odnotowano najmniejszy w historii III RP odsetek głosów nieważnych – tylko 1,11 proc. I widać tu wyraźną tendencję spadkową, gdyż jeszcze w 2011 r. było 4,52 proc. nieważnych głosów, zaś w 2015 r. – 2,53 proc. Jest charakterystyczne, że gdy PiS odpowiadał za wybory parlamentarne, czyli w 2007 r., liczba głosów nieważnych wyniosła 2,04 proc. i spadła w stosunku do poprzednich wyborów o 1,56 pkt. proc. Spadek liczby głosów nieważnych w 2015 r., gdy za wybory odpowiadał jeszcze rząd PO-PSL, można wiązać z powołaniem wspieranego przez PiS społecznego Ruchu Kontroli Wyborów, który miał wielki wkład w ograniczenie możliwości nieuczciwego wpływania na wynik wyborów.
Ruch Kontroli Wyborów powstał to tym, jak w wyborach samorządowych w 2014 r. w głosowaniu do sejmików wojewódzkich odsetek głosów nieważnych wyniósł rekordowe 17,47 proc. Co znamienne, w 2018 r. było to już 6,72 proc. W 2014 r. rekordowy był też odsetek głosów nieważnych w wyborach do rad powiatów – 16,67 proc. I znowu cztery lata później ten odsetek spadł do 5,36 proc. W skali kraju, w wyborach samorządowych w 2018 r. na wszystkich szczeblach odsetek głosów nieważnych wyniósł 3,83 proc., czyli był ponad 2,5 razy mniejszy niż w wyborach w 2014 r. (9,76 proc.). Odsetek głosów nieważnych był w 2018 r. także dwukrotnie mniejszy niż w wyborach samorządowych w roku 2010 (7,89 proc.).
W wyborach do Senatu odsetek głosów nieważnych był w 2019 r. znacząco mniejszy niż cztery lata wcześniej: 2,55 proc. wobec 3,88 proc. Ale jednak wyraźnie wyższy niż w wyborach do Sejmu – 1,11 proc. A wybory do Senatu były prostsze, gdyż we wszystkich stu okręgach wygrywał tylko jeden kandydat, z największą liczbą głosów. Czy ta anomalia nie upoważnia do skierowania do Sądu Najwyższego wniosków o ponowne przeliczenie głosów? Przecież sąd może te wnioski odrzucić, a gdyby doszło do przeliczania, ogłoszone 14 października 2019 r. wyniki wcale się nie muszą zmienić. Tym bardziej że istnieje szeroka możliwość kontrolowania tego przeliczania. Gdzie tu zamach na demokrację i wolne wybory? I czym jest spowodowana histeria, wsparta donosami do OBWE i Rady Europy, tych, którzy kwestionują ewidentne prawa do składania powyborczych protestów? Kto tu się właściwie boi prawdy i faktów? I ten swój lęk próbuje zakrzyczeć, a nawet zaskowyczeć.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/470076-pis-od-lat-poprawia-uczciwosc-wyborow
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.