Przyznam, że nie wierzyłam. Chciałam, ale nie wierzyłam. Zbyt wiele razy byłam świadkiem bezowocności prób naruszenia interesów lobby myśliwskiego. W różnych kadencjach, za różnych rządów. Wszystkie kończyły się fiaskiem. Aż do dziś…
Nie lubię spiskowego sposobu myślenia. Niechętnie zapędzam się w dywagacje o wszechwładzy różnych lobbies. Ale w przypadku myśliwych i Polskiego Związku Łowieckiego - takie stwierdzenia wydawały mi się bliższe prawdy niż w wielu innych przypadkach. Bo faktem jest, że środowisko to miało zawsze zaskakująco wielu swoich reprezentantów w Sejmie. W każdym klubie, w każdym kole, w każdym ugrupowaniu. Było ich wystarczająco wielu , by w razie potrzeby budować porozumienia ponad podziałami. By bronić prawa do uprawiania swego procederu.
W tej kadencji również wszystko wskazywało na to, że sprawy będą się toczyć w tym samym trybie. Za ministra Jana Szyszki środowisko łowieckie czuło wręcz szczególnie mocne wsparcie. Jeszcze niespełna trzy miesiące temu myśliwym, przy okazji ustawy mającej teoretycznie ułatwić walkę z ASF - tylnymi drzwiami udało się wprowadzić przepisy faworyzujące ich, gdy chodzi o prawo do korzystania z lasów (słynne kary za utrudnianie polowań), a także kuriozalne zezwolenia na organizowanie polowań w rezerwatach i parkach narodowych. Nim jeszcze ustawa weszła w życie przedstawiciele środowiska zaczęli się na nie powoływać…
CZYTAJ :Henryk Kowalczyk, Igor Tracz i … nowe prawo łowieckie. Czy jest szansa na dobrą zmianę?
Od dziś będzie inaczej. Jeśli bowiem ustawa w kształcie, przyjętym przez posłów- trafi na biurko prezydenta - sporo w polskim łowiectwie sporo się zmieni. Od zarządzania związkiem (teraz zarząd będzie zatwierdzany przez ministra), po sposób szkolenia psów myśliwskich. Związek łowiecki, przynajmniej jeśli chodzi ościsłe kierownictwo, przestanie też być towarzyskim kółkiem byłych sb-ków.
Podczas dzisiejszej debaty najwięcej emocji wzbudziła jednak poprawka, o którą zabiegano od lat. Czy w polowaniach mogą uczestniczyć dzieci? Dla mnie zawsze było oczywiste, że jeśli prawo chroni osoby niepełnoletnie przed wirtualną agresją, przemocą czy seksem -(co wyraża się ograniczeniami dotyczącymi filmów, programów telewizyjnych,czy treści internetowych) to tym bardziej powinno chronić je przed kontaktem przemocą na żywo. A taką jest niewątpliwie zabijanie zwierząt podczas polowania. Do tej pory zwyciężała argumentacja, że w tej kwestii decydujący jest głos rodziców. Że rodzic wie najlepiej, co dla jego dziecka jest dobre. Odrzucano opinie psychologów, nauczycieli, pedagogów. Choć ci podkreslali, że dla niektórych przynajmniej dzieci, przyglądanie się zabijaniu zwierząt a nawet uczesticzenie w rytuałach towrzyszących polowaniu (jak choćby pokot) może stanowić traumę, że może zaburzać ich rozwój psychiczny.
Przypominano,że prawa rodzicielskie, acz ogromnie istotne, to jednak ulegają ograniczeniom iw innych dziedzinach. I tak jak rodzic nie wprowadzi sześciolatka na film od lat 18 - tu, jak nie zwolni go z obowiązku szkolnego, jak nie może posyłać go do sklepu po alkohol, czy zostawiać go bez opieki, tak teraz nie będzie mógł zabierać na polowania. Tylko tyle i aż tyle. Ta „rozrywka”, „sport”, czy też jak mówią myśliwi „misja”, jest od dziś zarezerwowana dla dorosłych.I tak być powinno.
Kolejna poprawka, która musi cieszyć to zakaz używania żywych zwierząt w treningu psów myśliwskich. To wyjątkowo okrutny proceder, kontestowany również przez dużą cześć kynologów. Takie szkolenie polega bowiem na umieszczeniu bezbronnego, często młodego, dzikiego zwierzęcia w sztucznej norze, albo innej przestrzeni bez wyjścia i szczuciu psa, by go atakował. Taka przynęta nie ma szans na ucieczkę ani skuteczną obronę… Kończy życie w psich zębach. Lub umiera ze stresu. To co w innych warunkach jest znęcaniem się – tu było „ tradycyjnym szkoleniem”.
Pies zachęcony łatwym zwycięstwem czuje adrenalinę i chce tropić i zabijać dalej. Ale uczestnicząc już w prawdziwym polowaniu, penetrując lisie nory sam musi nieraz walczyć o życie. Zdesperowany lis potrafi bowiem boleśnie pokąsać. I często pies wychodzi z tych pojedynków mocno pokancerowany… I tu rodzi się pytanie, czy narażanie go na takie walki jest rzeczywiście dowodem troski o czworonożnego towarzysza? Czy zaspokajaniem ludzkich, niezdrowych popędów? No ale to już dygresja spoza zakresu działania ustawy. Bo choć dziś większość posłów podniosła rękę za zakazem szkoleń z żywymi ofiarami to zakazu używania psów do polowania nie wprowadziła.
Posłowie zmienili za to pierwotne zapisy dotyczące wyrażenia zgody lub niezgody właściciela ziemi na polowanie na jego terenie. Teraz osoby które nie życzą sobie, by na ich terenie przeprowadzano polowania będą mogli złożyć staroście stosowne oświadczenie. A więc pierwotnie przewidywana procedura, która miała być przeprowadzana w sądzie lub u notariusza - uległa uproszczeniu.
„Odwrócono” też wspomniane wyżej przepisy z ustawy o ASF, a więc zakazano prowadzenia polowań zbiorowych w parkach narodowych (teraz odstrzał na tych terenach będzie możliwy jedynie po każdorazowym uzyskaniu upoważnienia od dyrektora parku lub regionalnego dyrektora ochrony środowiska) oraz znosząc bardzo kontrowersyjne kary za „umyślne utrudnianie w polowaniu”.
To tylko część wprowadzonych zmian. Zmian naprawdę daleko idących.
Oczywiście radykalni przeciwnicy polowań i tak będą zawiedzeni. Nie udało im się wprowadzić zakazu dokarmiania dzikiej zwierzyny, co zdaniem wielu przyrodników jest zawoalowaną metodą nęcenia jej w pobliże stanowisk strzeleckich. A jeśli nawet prowadzone jest poza terenami polowań to przyczynia się do niepotrzebnego rozmnażania zwierzyny, w tym dzików, a to ostatecznie zmusza do liczniejszych odstrzałów…
Nie udało się też zwiększyć minimalnej odległości od zabudowań, w której można organizować polowania do 500 ani nawet 250 metrów. Pozostało 150.
Ale też trzeba przyznać, że to, co uchwalono jest znacznie większym krokiem w stronę postulatów ekologów i tzw. strony społecznej, niż można się było spodziewać. Histeryczne deklaracje myśliwych o „zabijaniu polskiego łowiectwa” - są tego najlepszym dowodem.
Jak wieść gminna niesie - do wszystkich tych zmian doszło na osobiste życzenie Jarosława Kaczyńskiego, którego krytyczny stosunek do myśliwskiego hobby jest powszechnie znany. Jeszcze w ubiegłym tygodniu, gdy nad ustawą pracowano w komisjach wydawało się jednak, że poprawki prezesa – przepadną. Kilka z nich – w tym ta zakazująca udziału dzieci w polowaniach – uzyskało negatywną rekomendację. Dziś jednak przeszły. Mimo głośnych protestów posłów PSL i części przedstawicieli Kukiz 15’. Oraz narodowców.
Czy zwyciężył strach przed gniewem prezesa, czy autentyczna troska o los przyrody, zachowanie równowagi pomiędzy przywilejami myśliwych a prawami „zwykłych” obywateli – trudno przesądzać. Wynik głosowania nie pozostawia jednak wątpliwości: głos „ludzi z fuzją” przestał być głosem rozstrzygającym. Argumenty innych grup społecznych – też zostały usłyszane. I choć pewnie ustawa nie zadowoli w pełni żadnej z zaangażowanych w spór stron, to jednak jest możliwa do zaakceptowania przez każdą. Nawet PZŁ, o ile jego przedstawiciele zaczną myśleć racjonalnie. Ale tego wszak wymaga kompromis.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/384757-mysliwi-w-defensywie-sejm-przyjal-nowe-prawo-lowieckie-czy-trudny-kompromis-zostanie-zaakceptowany
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.