Najważniejsze, by mieć niepodważalny punkt oparcia. A takim punktem mogą być tylko Stany Zjednoczone, a konkretnie prezydent Trump.
Po przyjęciu przez Senat znowelizowanej ustawy o IPN powinniśmy się spodziewać całej serii wymysłów, do czego to ta ustawa prowokuje lub jakie posunięcia innych państw wywołuje. Już na Twitterze Paweł Kowal, były wiceminister spraw zagranicznych, zasugerował, że pierwsza zgoda na roboty budowlane na rzecz Nord Stream 2 może być skutkiem przyjęcia noweli ustawy, gdyż „w polityce zagranicznej różne tematy są powiązane”. Czyli, gdyby nie owa nowela, udałoby się zablokować Nord Stream 2? Można się spodziewać, że teraz, szczególnie w niemieckich mediach, pojawią się tłumaczenia, że niemiecki rząd miał dobre intencje, ale nie miał wyjścia, skoro z Polską nie da się negocjować, choćby w kwestiach dotyczących win za Holocaust i II wojnę światową. Takie pokrętne „wyjaśnienia” i absurdalne związki przyczynowo-skutkowe to miód na zbolałe dusze niemieckich dziennikarzy i polityków, żeby nie tylko wytłumaczyć popieranie i finansowanie Nord Stream 2, ale kontynuować niemiecką politykę historyczną, w której wybielanie ciemnej, niemieckiej przeszłości i zrzucanie winy na innych, przede wszystkim na Polaków, jest priorytetem.
Można się spodziewać, że przyjęciem noweli ustawy o IPN będzie się uzasadniać wszelkie negatywne posunięcia wobec Polski w polityce zagranicznej, np. podgrzanie schłodzonego ostatnio konfliktu z Komisją Europejską w sprawie przestrzegania w Polsce praworządności. Może dojść nawet do takich absurdów, jak namawianie do powiązania przyznawania środków w kolejnej perspektywie budżetowej UE z „negowaniem Holocaustu”. Przedsmak tego mieliśmy już w uchwale izraelskiego Knesetu oraz w liście kilku amerykańskich kongresmenów do prezydenta Andrzeja Dudy. Mimo karkołomności zarówno zarzutów o negowanie w Polsce Holokaustu, jak i pomysłów wiązania tego ze sprawami budżetu UE, wszystko jest możliwe. Obserwujemy przecież ostatnio postępujące oderwanie polityki na poziomie europejskim i światowym nie tylko od realiów, ale też od zdrowego rozsądku i logiki. Po prostu każda pała czy maczuga jest dobra, gdy się chce komuś dołożyć – jak absurdalne nie byłyby uzasadnienia i podawane racje. W wielu kwestiach debata zeszła już do poziomu groteski, więc groteskowe argumenty nabrały znaczenia. A skoro poziom groteski w sprawie nowelizacji ustawy o IPN osiągnął wyżyny na etapie jej przyjmowania, teraz może to już być nawet czysty montypythonizm. Pojawią się nieprawdopodobne skojarzenia i związki przyczynowe, skoro już się dopuszcza odpowiedzialność Polaków za Holocaust i uczestnictwo w jego negowaniu. W ostatnich dniach przekonaliśmy się, że absurdalność nie jest żadną przeszkodą w formułowaniu zarzutów. A sprzyja temu oczywiście katastrofalna wiedza historyczna współczesnych mieszkańców Zachodu.
Nie sposób mieć złudzeń, że na konia negowania Holokaustu, ograniczania wolności słowa, wolności badań naukowych w Polsce, a nawet penalizacji wspomnień ofiar Holokaustu ochoczo wsiądą nie tylko nieprzyjazne Polsce media, ale też wszelkie tajne służby, w tym putinowskie, wyspecjalizowane w oskarżaniu Polaków o wszelkie możliwe „zbrodnie”. Może to rozhuśtać spiralę prowokacji w Polsce, w stylu obchodzenia urodzin Hitlera czy palenia kukły Żyda, które będą potem pokazywane w mediach na świecie jako dowody polskiego antysemityzmu i przyzwolenia na nazizm. Bo czego się spodziewać po kimś, kto przyjął ustawę umożliwiającą negowanie Holokaustu? W efekcie to nie prawdziwi sprawcy i próbujący wybielić ich pamięć potomkowie będą negatywnymi bohaterami, lecz ofiary, czyli Polacy. Ten proces zaczął się już zresztą na długo przed rozpoczęciem w 2016 r. prac nad nowelizacją ustawy o IPN. Ona tylko stała się wygodnym pretekstem do rozpętania prawdziwej histerii, czego, zdaje się, autorzy noweli kompletnie nie przewidzieli i nie brali pod uwagę. Teraz będzie się przekonywać opinię publiczną na świecie, że Polacy są winni, skoro uniemożliwiają poznanie prawdy w swobodnych badaniach naukowych, w wolnym dyskursie publicznym czy w utrwalaniu wspomnień ofiar Holokaustu. Wielu tylko czekało na pojawienie się pretekstu do odkrywania takich związków przyczynowo-skutkowych.
Sprawa nie byłaby groźna, gdyby „po bandzie” nie poszedł rząd Izraela z premierem Benjaminem Netanjahu na czele, a przede wszystkim, gdyby nie wsparcie amerykańskich instytucji i polityków, w tym kongresmenów oraz personelu Departamentu Stanu. Oni wszyscy wiedzą, jaka jest prawda, lecz to nie ma najmniejszego znaczenia. Uruchomiono proces, który żyje własnym życiem i może im przynosić wymierne korzyści, więc będzie to podsycane. Trzeba być przygotowanym na spychanie Polski do defensywy w polityce zagranicznej, na neutralizowanie naszych osiągnięć, na osłabianie naszej pozycji negocjacyjnej, a także naszej konkurencyjności. Trzeba pamiętać, że rynki są odporne na politykę, tym bardziej politykę historyczną, ale tylko do pewnego stopnia. Wiedzą o tym doskonale niechętne Polsce rządy, wiedzą szefowie firm i instytucji finansowych, wiedzą tajne służby. I wszystkie one razem mogą próbować osłabić pozycję Polski, także w gospodarce i finansach. Czy to znaczy, że bez noweli ustawy o IPN tych wszystkich zagrożeń by nie było? Niekoniecznie, ale akurat ta sprawa znakomicie się nadawała na wytrych i młot jednocześnie: ze względu na jej kontekst moralny oraz szczególną pozycję Izraela, jeszcze wzmocnioną za rządów Donalda Trumpa. Są oczywiste polskie racje za przyjęciem ustawy, ale trzeba mieć świadomość pułapek, jaką wielu chętnie na Polskę zastawia wykorzystując tę okazję.
Mleko się wylało i szybko tego stanu rzeczy nie da się zmienić. Najważniejsze jednak, by mieć jakiś niepodważalny punkt oparcia. Takim punktem mogą być tylko Stany Zjednoczone, a konkretnie prezydent Donald Trump oraz szef jego MSZ Rex Tillerson. Czy jednak polskie władze mają pewność, że mogą na nich liczyć, gdy chodzi o państwo jeszcze ważniejsze dla USA niż Polska? Czy utrzymujemy gorącą linię z Waszyngtonem, bez żadnych pośredników i mistyfikatorów, by ta ostatnia instancja nie była tylko ułudą? Argumentem może być również umiejętne granie z Chinami, co jest trudne, gdyż to państwo jest postrzegane jako najważniejszy rywal zarówno dla USA, jak i dla Rosji. I przeciwko Chinom gotowe są one się sprzymierzyć. W każdym razie powinniśmy się pozbyć złudzeń i zabezpieczać na przyszłość, bo krótkoterminowo trzeba za wszelką cenę nie dopuścić do poparcia przez prezydenta Trumpa stanowiska premiera Netanjahu. A najlepszym zabezpieczeniem na przyszłość jest silna gospodarka oraz silna armia. To pierwsze pozwoli budować kosztowną, ale konieczną sieć instytucji dbających o dobre imię Polski i wpływających na obraz naszego kraju z granicą, głównie przez kulturę popularną i edukację. To drugie umocni nas z kolei w NATO, a przez to lewaruje Polskę politycznie.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/379446-po-przyjeciu-ustawy-o-ipn-dotychczas-byla-histeria-teraz-mozna-sie-spodziewac-agresywnych-dzialan-przeciwko-polsce
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.