We wczorajszym wydaniu Gazety Wyborczej, dział „Okruchy historii”, piórem Grzegorza Motyki ustosunkował się do ostatniej książki prof. Pawła Machcewicza pt. „Muzeum”. Rzecz traktuje o problemie gdańskiej ekspozycji „Muzeum II Wojny Światowej” i roli, jakiej odegrał w niej autor.
Sam były dyrektor tej placówki prof. Machcewicz do tej pory nie może się pogodzić z decyzją Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego na mocy, której pozbawiono go kierownictwa MIIWŚ, a w jego miejsce mianowano dr nauk historycznych Karola Nawrockiego. Wokół tej wystawy zorganizowanej przez byłą ekipę zarządzającą placówką powstało wiele kontrowersji. Forma ekspozycji spełniająca zdaniem twórców wymogi tzw. nurtu uniwersalistycznego historii zdaniem oponentów (m.in. profesorowie Piotr Niwiński i Jan Żaryn czy red. Piotr Semka) mijała się z wymogami i oczekiwaniami polskiego odbiorcy. Brak wyeksponowanej tematyki męczeństwa Kościoła Katolickiego, podobnie jak historii Żołnierzy Wyklętych czy zbyt silnie akcentowane wątków rodzimego antysemityzmu, wypaczały rzeczywisty obraz II Wojny Światowej.Ekspozycja wykonana pracą zespołu pod kierownictwem prof. Machcewicza została zresztą przedstawiona szerokiej publiczności w całej swojej okazałości, a dopiero teraz ulega modyfikacjom.
To właśnie przeciwko nim gorąco protestuje były dyrektor placówki wspierany przez władze miasta Gdańska z prezydentem Pawłem Adamowiczem na czele. Choć polski podatnik słono zapłacił za wystawę projektu prof. Machcewicza, ten nie chce ustąpić i na drodze sądowej próbuje uzyskać własność praw autorskich dla siebie, blokując w ten sposób większe zmiany w wystawie. Nadaniu rozgłosu sprawie służy też napisana przez niego książka zaprezentowana 6 grudnia w Sali Kolumnowej Wydziału Historii Uniwersytetu Warszawskiego. Udaliśmy się tam wraz z red. Janem Pospieszalskim. Niestety nie uzyskaliśmy zgody na wprowadzenie kamery i sfilmowania promocji dzieła „Muzeum”, ale udało nam się wziąć udział w dyskusji. To o tym dniu red. GW Grzegorz Motyka napisał w swoim felietonie „Potyczki o Muzeum II Wojny”. Swój wywód rozpoczął stwierdzeniem:
…wielu adwersarzy muzeum łączy mocne przekonanie o słuszności swoich wyobrażeń o przeszłości, choć często jest ono dalekie od rzetelnej naukowej wiedzy. W czasie promocji „Muzeum” na Uniwersytecie Warszawskim 6 grudnia Andrzej Potocki dziennikarz „Sieci” zarzucił Machcewiczowi nadmierne wyeksponowanie losów jeńców sowieckich.
Tu od razu należy opisać w jaki sposób została zwiedzającym przedstawiona według wizji prof. Machcewicza historia męczeństwa żołnierzy Armii Czerwonej w niemieckiej niewoli. Jest to sala robiąca, jak na mnie, duże wrażenie. W tle cerkiewna muzyka, a dookoła wstrząsające zdjęcia półżywych i martwych Rosjan w strzępach umundurowania. Ale nie tylko. Tematowi temu poświęcono bardzo dużą jak na powierzchnię wystawy część ekspozycji. Dla porównania Katyń. Też jeńcy, tylko polscy. Pracownik muzeum, który nas oprowadzał specjalnie nie mówi, kiedy znajdziemy się w pomieszczeniu, gdzie przedstawiono tragiczny los naszych oficerów. W końcu zniecierpliwieni dopytujemy się gdzie ono jest? - Właśnie minęliśmy - padła wtedy odpowiedź przewodnika. Celem każdej tego typu placówki jest oddziaływanie na świadomość poprzez wzrok. Przekaz albo jest wyeksponowany i pozostaje w pamięci, albo go nie ma.
W MIIWŚ Katyń przechodzimy obojętnie, pochylając się natomiast nad losem jeńców sowieckich. Pomijając ten zasadniczy fakt odwrócenia proporcji za szkodą dla polskiego widza, należałoby przypomnieć (nie ma o tym ani słowa), że Stalin nie podpisał Konwencji Genewskiej o traktowaniu jeńców, a sam wraz ze swymi siepaczami za bardzo o los wziętych do niewoli przeciwników się nie troszczył. Z ponad 100 tys. jeńców ze Stalingradu do Niemiec wróciło zaledwie 6.
Zapewne nie wie – zwraca się do mnie w felietonie Grzegorz Motyka – iż z lekceważeniem mówi o zbrodni ustępującej pod względem skali i okrucieństwa jedynie zagładzie Żydów.
I tu się pan myli panie Motyka. Otóż wiem i to bardzo dobrze. Podobnie jak wiem o rozkazie na podstawie, którego Niemcy rozstrzeliwali czerwonych komisarzy (zarzuca mi pan to w dalszej części felietonu). Tylko los tych oprawców interesuje mnie tyle, co sowiecka kulka w głowie oficera SS, bo chyba pan i cała wasza redakcja nie macie wątpliwości, że był to ten sam rodzaj zbrodniarzy wojennych służących w niewiele różniących się od siebie, kompletnie pozbawionych ludzkich uczuć formacjach. Wracając do głównego wątku rozważań o nadmiernym wyeksponowaniu wątku sowieckich jeńców, to chciałem zauważyć (zrobiłem to zresztą w swojej wypowiedzi podczas promocji książki), że pragnąłem zwrócić uwagę na wspomniane już totalne zachwianie proporcji. Muszę przyznać, że kompletnie niezrozumiała jest dla mnie wizja przedstawienia męczeństwa sowietów z równoległym zepchnięciem na margines wystawy losów polskich oficerów w Katyniu, Charkowie czy Miednoje. Sowiecka zbrodnia była wyjątkowo ohydna i nikczemna. Miała na celu eksterminacje polskich elit (w większości byli to oficerowie rezerwy: architekci, lekarze, naukowcy etc.) z pogwałceniem najświętszych praw wojny zawartych w Konwencji Genewskiej i zwykłej moralności.
Pragnę zauważyć, że nawet Hitler nie posunął się tak daleko, chociaż mógł. Mój ojciec więzień niemieckiego Oflagu II C Woldenberg, przedwojenny oficer zawodowy WP, kiedy dowiedział się o mordzie w Katyniu dziękował Bogu za to, że wraz z bratem por. marynarki wpadli w niemieckie łapy. Po „drugiej” stronie rozstrzelani zostali jego wuj (płk Dunin-Brzeziński) i mąż siostry, architekt - por. Lech Spława-Neymann. Dlatego sprawę traktuję osobiście podobnie jak wielu innych członków Rodzin Katyńskich. Dlatego też stanowczo protestowałem i będę protestował przeciwko takiemu przedstawianiu historii w przypominam - polskim muzeum, gdzie sala poświęcona ofiarom zbrodni katyńskiej niknie w tle losów jeńców sowieckich. Jeżeli na tym ma polegać uniwersalizm historyczny wg prof. Machcewicza i jego apologety Grzegorza Motyki z GW, to niech swoje wystawy realizują w Moskwie bądź Petersburgu, a nie w Gdańsku.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/376882-wszystko-jest-kwestia-proporcji-odpowiedz-na-tekst-w-gw-o-muzeum-ii-wojny
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.