Premier nie zorganizował właściwego nadzoru nad służbami specjalnymi, nie wyznaczył koordynatora, który na bieżąco rozliczałby ich działania. I bez względu na to czy miał wiedzę, czy nie, jest odpowiedzialny za działanie tych służb. To nie jest już tylko kwestia samej Polski, ale naszej wiarygodności w ramach Sojuszu. Jeżeli gdzieś potajemnie prowadzi się dziwne gry w tak wrażliwym temacie, które pewnie z bezpieczeństwem Rzeczypospolitej nie mają nic wspólnego, to trzeba to rzeczywiście bardzo dogłębnie wyjaśnić
—mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl gen. Roman Polko, były dowództwa jednostki specjalnej GROM.
wPolityce.pl: SKW miała podjąć w 2010 roku, bez zgody premiera Tuska, współpracę z Federalną Służbą Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej. O czym to świadczy?
Przede wszystkim jest to pokłosie braku kontroli nad służbami. Minister koordynator Wassermann był chyba ostatnią osobą, która nad tymi służbami miała kontrolę, czy przynajmniej chciała je zmusić do współdziałania. Kiedy byłem w MSWiA największym problemem było to, że właściwie każda służba grała tylko na siebie, nie potrafiły się porozumieć i podzielić wiadomościami.To już samo w sobie było niebezpieczne. Później, gdy Platforma Obywatelska doszła do władzy, służby miał niby koordynować Paweł Graś, ale odszedł w jakiś dziwnych okolicznościach i właściwie każda prowadziła swoje gry. Widzimy, co się nawet dzieje w najbliższym gronie Donalda Trumpa, ktoś gdzieś za plecami próbował się dogadywać, układać. Takie dziwne, nieprawne działania muszą być z gruntu wyjaśnione, bo może za nimi kryje się coś więcej, a mianowicie sprzedawanie polskiego interesu narodowego. Wszystko po to, żeby robić jakieś inne biznesy.
Premier nie panował nad służbami?
Premier nie zorganizował właściwego nadzoru nad służbami specjalnymi, nie wyznaczył koordynatora, który na bieżąco rozliczałby ich działania. I bez względu na to czy miał wiedzę, czy nie, jest odpowiedzialny za działanie tych służb. To nie jest już tylko kwestia samej Polski, ale naszej wiarygodności w ramach Sojuszu. Jeżeli gdzieś potajemnie prowadzi się dziwne gry w tak wrażliwym temacie, które pewnie z bezpieczeństwem Rzeczypospolitej nie mają nic wspólnego, to trzeba to rzeczywiście bardzo dogłębnie wyjaśnić. Bardzo ważne jest, żeby robić to profesjonalnie, bo to są gracze, którzy potrafią manipulować. Jakoś nie przekonuje mnie twierdzenie, że te rozmowy i te dyskusje były prowadzone po to, żeby wycofać sprzęt czy żołnierzy z Afganistanu. Tu niepotrzebna jest bowiem jakaś ścisła współpraca w gronie służb, tylko zwykłe dyplomatyczne porozumienie i jakieś uzgodnienia, ale z pewnością nie w takim zakresie, jak to było realizowane. Prokuratura nie powinna w tej materii poruszać się jak słoń w składzie porcelany. Jeżeli rozmawia się z ludźmi, którzy ze względu na zajmowane stanowisko mają napięty kalendarz, to z tego, co wiem istnieje możliwość uzgodnienia innego terminu, a nawet wyjechania prokuratury i zebrania wyjaśnień na miejscu.
Przesłuchanie Tuska wniesie coś więcej do sprawy?
Chciałbym wierzyć w to, że premier miał jednak kontrolę nad służbami i wiedział, co się dzieje. Ale to jest tak, jak z byłym ministrem obrony narodowej Bogdanem Klichem, który mówi, że nie miał wpływu na Siły Powietrzne, bo… I tutaj pojawiają się jakieś usprawiedliwienia, które skierowane są w stronę czy to zwierzchnika Sił Zbrojnych, czy gen. Błasika, itd.. A przecież wiadomo, że bezpośrednią kontrolę nad MON miał minister Klich. Stąd takie typu tłumaczenia są kuriozalne. I dobrze by było, żeby politycy jednej i drugiej opcji za kierowanie przez nich resortami ponosili odpowiedzialność i byli z tego rozliczani.
Gen. Nosek broni się, że umowa z Rosjanami nie zagrażała bezpieczeństwu państwa, a wręcz służyła jego interesowi. Podnoszenie tej sprawy dzisiaj ma jego zdaniem charakter „wybitnie polityczny”.
Jeżeli prowadzi się takie gry i rozmawia się z takimi partnerami na takim szczeblu, to musi to być robione transparentnie i za zgodą decydentów politycznych. A nie na zasadzie, że ktoś tam po cichu się dogaduje i nikt o tym nie wie, albo udaje, że nie wie. I tu właściwie jest klucz do sprawy. Kiedy prowadziłem uzgodnienia - nawet w ramach przysługujących mi kompetencji - chociażby dotyczące nawiązania z Litwą kontaktu, gdy nie była jeszcze członkiem NATO, to zapraszałem czynnik zewnętrzny, chociażby w ramach oficerów służb. Wszystko po to, żeby niejako patrzyli mi na ręce, by było to transparentne i nie było takiej sytuacji, że ktoś zarzuciłby mi później, że coś sam uzgadniam, a to wszystko jest wbrew interesom państwa, wbrew woli Sztabu Generalnego, czy wbrew woli ministra obrony narodowej. Każdy szef służby doskonale wie, że o tego typu działaniach, które wykraczają poza przyjęte standardy i łączą się z wrażliwą materią, powinien powiadomić polityków i uzyskać ich akceptację. I z tego względu sensowna jest rozmowa z premierem Tuskiem. Jeszcze raz podkreślam, mam nadzieję, że będzie miał na ten temat coś do powiedzenia. Bo jeżeli nie, to będzie jeszcze większy problem, gdyż rzeczywiście przekonamy się, iż za jego czasów służby robiły, co chciały i nikt o tym nie wiedział, ani nie miał nad nimi kontroli.
Rozmawiał Piotr Czartoryski-Sziler
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/331448-nasz-wywiad-gen-polko-o-skw-i-odpowiedzialnosci-tuska-minister-koordynator-wassermann-byl-chyba-ostatnia-osoba-ktora-nad-tymi-sluzbami-miala-kontrole