Dwa sprzeczne komunikaty wydała dziś z siebie radykalna opozycja. Pierwszy: że jak najbardziej słuszne stwierdzenie prezesa Jarosława Kaczyńskiego o puczu to żart wart skwitowania śmiechem i śpiewem. I drugi: że 11 stycznia kto żyw powinien ściągać przed Sejm. Bo trzeba pokazać jeszcze większą siłę, a prowokacje przeprowadzić skuteczniej. Czy ktoś da się nabrać na pierwszy? Ja nie.
Pan Michał Broniatowski z wydawanego przez kapitał niemiecki „Forbesa” pisze już pewnie poprawioną instrukcję jak zorganizować krwawe widowisko na wzór kijowskiego Majdanu.
Lewicowi aktywiści uczą się jak skuteczniej udawać rannych.
Kodowskie bojówki przechodzą pewnie szkolenia jak skuteczniej zaatakować posłanki i posłów strony opozycyjnej.
Nie ma się co śmiać. Sytuacja gdy po ośmiu latach sprawowania władzy strona przegrana odmawia uznania wyniku wyborów i gotowa jest na każdą awanturę byle odzyskać władzę bliższa jest raczej Wschodowi niż Zachodowi. Ale może nie powinniśmy się dziwić? Mamy medialny i częściowo biznesowy system oligarchiczny, to i metody podobne.
Obóz niepodległościowy ma na szczęście narzędzia by na dalsze próby destabilizowania sytuacji nie pozwolić i ma zdecydowane, doświadczone przywództwo.
Szkoda tylko Polski, bo tracimy czas i energię. I szkoda opozycji (w demokracji niezbędnej), bo widać, że perspektywa jaką nam szykują sprowadza się do dwóch możliwości: albo krwawa awantura albo dryfowanie w kierunku coraz bardziej niepoważnej hucpy.
Firmuje to wszystko także Grzegorz Schetyna, ale gołym okiem widać, że ma tam coraz mniej do powiedzenia. Radykałowie we własnej partii wraz z grupą Petru i środowiskiem Michnika chwycili go w kleszcze i zapędzili w kozi róg. Polityk, którego siłą jest zdolność do intelektualnego planowania i długich politycznych marszy zmuszony jest licytować się szaleństwie okupacji sejmowej sali, zaglądania w torebki posłanek PiS i żarcia z esbekami pasztetu w wigilię. A twarzą jego partii jest (w mojej opinii) niezrównoważony i najwyraźniej pobudzany rozmaitymi dodatkami Sławomir Nitras.
To wszystko może mieć tylko jeden finał wewnątrz Platformy: radykalne skrzydło PO pozbędzie się Schetyny szybciej niż mu się wydaje. Z tego co słychać już montują jakiś nowy wspólny projekt z Nowoczesną i lewicą.
Możliwe, że Schetyna nie zatrzymuje tego szaleństwa bo liczy iż przeczeka radykałów, że sami dojdą na skraj przepaści. To się może zdarzyć, ale szanse na to są bardzo nikłe. Za szybko biegną wydarzenia. Mówiąc jeszcze prościej: zdążą go usunąć wcześniej.
Z tego co wiem lider Platformy zdaje sobie z tego sprawę. Ale wie też, że odcięcie się od radykałów byłoby kosztowne. Oznaczałoby rozłam w klubie i dalsze spadki w sondażach, być może także chwilowe przejęcie przywództwa radykalnej opozycji przez Ryszarda Petru.
Ma rację, taką cenę musiałby zapłacić. Ale czasami warto to zrobić. Zwłaszcza na początku opozycyjnej kadencji. Wszystko można bowiem odrobić pod warunkiem, że ma się kontrolę nad partią, subwencjami z budżetu, partyjną (nawet słabszą) strukturą. Gdy to się straci, gra jest skończona. Zawsze o tym wiedział lider PiS, który nieważne czy w chwilach słabości czy triumfu, zawsze pilnował partii.
To jest ABC polityki. Poziom nieznajomości tego alfabetu przez Schetynę, łatwość z jaką schodzi ze sceny politycznej, mocno zaskakuje. Ale może zbyt praktycznie na to patrzę, może to po prostu lider PO nie jest wcale cynikiem, ale idealistą i swoją partię i swoje w niej przywództwo dobrowolnie składa na ołtarzu „powstania” pod przywództwem pana z kucykiem? Kto wie, życie potrafi zaskakiwać.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/321251-to-jednak-zaskakujace-jak-latwo-grzegorz-schetyna-schodzi-ze-sceny-politycznej
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.