Poseł PiS Michał Dworczyk w sobotnim „Studio Polska” powiedział pod adresem opozycji słowa, nad którymi warto się zastanowić. Kiedy mowa była o możliwości osiągnięcia kompromisu w formie ewentualnej reasumpcji głosowania nad budżetem stwierdził mianowicie, że to nie taka prosta sprawa, jak wydawałoby się nawołującym do zgody.
Bo przecież kto zaręczy, że wtedy opozycja nagle nie powie, iż jakieś jej zdaniem kolejne kluczowe formalne warunki przeprowadzenia ważnego głosowania nie zostały spełnione? I sprawa się odsunie, i kryzys polityczny będzie się dalej zaogniał. Chorobliwa podejrzliwość? Nie powie tak nikt, kto obserwuje polską politykę bez klapek na oczach.
Oczywiście nie znaczy to, żeby już przed piątkiem opozycja miała strategiczny plan nie dopuszczenia do uchwalenia budżetu. Przypomnijmy, że bynajmniej nie jest to efektywna droga do wymuszenia wcześniejszych wyborów – bo jeśli budżet nie zostanie uchwalony w terminie, to prezydent tylko może, ale wcale nie musi rozwiązać parlament. A prezydentem jest, przypomnijmy, Andrzej Duda.
Ale sytuacja wyrwała się spod kontroli, zaczęła żyć własnym życiem i kierować się swoją logiką. Radykalizacja opozycji osiągnęła poziom, trudny do wyobrażenia jeszcze nawet kilka dni przed feralnym piątkiem. A w ślad za tym również jej skłonność do zachowań brutalnych (nie, nie twierdzę że dotyczy to wyłącznie opozycji, ale ten tekst jest jej poświęcony). Wcześniejszych wyborów drogą paraliżowania uchwalenia budżetu Platforma z Nowoczesną oczywiście nie wymuszą i o tym wiedzą. Ale spetryfikują kryzys polityczny. Zgalwanizują uliczny opór. W mediach zachodnich utrwalą, wyraźnie odpowiadającą polskiej opozycji, wizję Polski jako kraju ogarniętego nieledwie wojną domową.
I co może w ich kalkulacjach najważniejsze - zacementują swoją pozycję jako awangardy antypisowskiej krucjaty w oczach twardego elektoratu antykaczystowskiego. Co obecnie, w sytuacji w której opozycja przeżywa kryzys skuteczności i nie spodziewa się raczej bliskiego potoku nowych wyborców, jawi się jako politycznie bardzo ważne, jako warunek politycznego przetrwania. Tym sposobem obie partie razem uniemożliwią wzrost jakiejś ewentualnej konkurencji do roli tejże awangardy (czy to w postaci pozaparlamentarnej lewicy, czy ruchu niepartyjnego). A osobno każda z nich zabezpieczy się przed arcyniemiłą perspektywą, w której to ta druga partia liberalna stałaby się bardziej wiarygodna jako sztandar antyprawicowego twardzielstwa.
Wreszcie – same emocje, przeżywane przez posłów PO i Nowoczesnej, mogą skłaniać ich liderów do podjęcia takiej gry. Po prostu – żeby nie narazić się na to, że ktoś im powie: „wymiękliście….”. No i medialne otoczenie polityków opozycji z pewnością pchałoby ich w tę stronę.
Świadomość wszystkich wyżej wzmiankowanych okoliczności i zagrożeń nie jest oczywiście obca przywódcom PiS, ograniczając ich i tak niewielką skłonność do poszukiwania zakulisowych uzgodnień z opozycją. Z czego wniosek może wypływać tylko jeden – musimy liczyć się z tym, że sytuacja blokady Sejmu może trwać dłużej, niż dziś przypuszczamy. Ostatecznie kto na początku wojny o Trybunał Konstytucyjny sądził, że potrwa ona aż tak długo?
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/319876-o-niebezpieczenstwach-zwiazanych-z-kompromisem-czyli-blokada-sejmu-moze-trwac-dlugo
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.