Nowak do Kijowa, czyli co z tego wynika? Wbrew pozorom – wcale nie żadne Międzymorze

Fot. premier.gov.pl
Fot. premier.gov.pl

Sławomir Nowak (tak, ten sam) będzie odpowiadał za budowę dróg na Ukrainie. [Ma zostać szefem Ukravtodoru – zajmującej się tym państwowej spółki.

Polski internet dworuje sobie – „nasza zemsta za Wołyń”, „będzie ze swoim słynnym zegarkiem w ręku pilnował tempa budowy”, itd., itp. Ale jest i poważniejsza strona tej informacji. Nie pierwszej tego typu – przecież już kilka miesięcy temu Leszek Balcerowicz został szefem doradców prezydenta Poroszenki.

Wyraźnie otóż widać, że Kijów dystansuje się od Warszawy, rządzonej przez PiS. Ma to kilka aspektów i przyczyn. Jest w tym (ale to dopiero ostatnio) element dania polskiemu rządowi pstryczka w nos za wołyńską uchwałę Sejmu. Jest też widoczne przekonanie, że relatywnie najlepsza dla Ukrainy była Polska, rządzona przez PO. Tych spośród nas, którzy przywykli do narracji o prorosyjskiej Platformie, sprzedającej Kijów Moskwie może to szokować, ale Ukraińcy widzą to inaczej.

Ale jest, sądzę, również inny, chyba najważniejszy, element. Taki mianowicie, że – jak daleko nie sięgałyby marzenia polskich wielbicieli idei Międzymorza – Ukraina ma partnera znacznie, znacznie ważniejszego – bo we wszystkich wymiarach potężniejszego – od naszego kraju. Czyli Niemcy.

To niemieckie, a nie polskie pieniądze mogą, ewentualnie, uratować kijowskie finanse i w ogóle ukraińską gospodarkę. To na relacjach z Berlinem, a nie z Warszawą, bardzo zależy rządzącym Kremlem, i dlatego to ta pierwsza, a nie ta druga stolica ma realną możliwość powstrzymywania Rosji przed eskalacją antyukraińskiej agresji. Ukraińcy świetnie zdają sobie z tego wszystkiego sprawę. I dlatego – bardzo racjonalnie – zawsze wtedy, kiedy między Polską a Niemcami zajdzie różnica interesów czy zdań, staną po stronie Niemiec. Powtórzmy – w pełni racjonalnie, i nie ma się za co obrażać.

A między pisowskim rządem w Warszawie a Berlinem istnieje oczywisty konflikt.

Dalszym ciągiem tego logicznego równania jest konstatacja, że Kijów (przez kogokolwiek nie byłby rządzony) nie wykona (nawet niezależnie od sprawy Wołynia) żadnego gestu wobec obecnego polskiego rządu. Odwrotnie – zawsze chętnie zademonstruje, że tego rządu nie kocha, ceni natomiast jego poprzedników. Bo ci poprzednicy są lubiani w Berlinie, po prostu. Pesymistycznie to brzmi, ale lepiej się nie łudzić, tylko zdawać sobie sprawę z oczywistych faktów.

Między innymi dlatego uważam, że ci, którzy uważają za w jakimkolwiek sensie realną ideę Międzymorza, niestety nie mają racji.

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...