Redaktor naczelny „Tagesspiegel” krytykuje kanclerz Merkel za zbyt późne zabranie głosu w sprawie zamachu. „Milczenie nie jest wyrazem empatii” – wypomina gorzko redaktor, najwidoczniej łaknący przede wszystkim współczucia od szefowej rządu.

To jest właśnie ten poprawnościowy idiotyzm u Niemców, który nawet przestał już zdumiewać i denerwować, a zaczyna budzić odrazę. Inny redaktor z tej samej lewacko-poprawnościowej stajni napisał, że tłumaczenie zamachów jako efektu polityki imigracyjnej rządu Merkel jest „wstrętne”. Giną jego pobratymcy, a medialny lizusek rządu przeżywa estetyczne rozczarowanie, krzywi się w niesmaku na reakcję współobywateli.

Jakoś niepostrzeżenie niemieckie elity w swojej masie zamieniły się w gromadę poprawnych politycznie, mdłych bufonów, którzy gotowi są płacić cenę życia swoich obywateli, byle nie przyznać, że multikulti okazało się jeszcze jedną chorą utopią. Po dyktaturze proletariatu i socjalizmie z ludzką twarzą zachwycili się własną misją humanitarną, w imię której wpuścili do kraju masę islamskiej, morderczej hołoty.

Już dzisiaj można powiedzieć, że publiczna deklaracja kanclerz, iż jej kraj przyjmie imigrantów bez żadnych ograniczeń, jest jak dotąd, największą polityczną głupotą XXI wieku. Normalnie myślący człowiek oczekiwałby, że w takiej sytuacji państwo cały swój wysiłek skieruje na zapewnienie bezpieczeństwa obywatelom i bezwzględną walkę z terrorystami, że naprawi swój oczywisty błąd. Płonne nadzieje.

Policja i służby bezpieczeństwa zamiast podjąć rozprawę z krwawym motłochem, usiłują zakryć prawdę o katastrofie polityki kanclerz Merkel. Wymyśla się różne bzdury o pojedynczych przypadkach szaleństwa, Irańczyk nie ma nic wspólnego z islamem, a Syryjczyk nie ma powiązań z ISIS. Nawiedzona posłanka Zielonych indaguje władzę, czy należało zabijać mordercę, który mordował siekierą współpasażerów w pociągu. Idiotyzm sięga zenitu. Inny syryjski imigrant był po prostu zakochany i z tej miłości zadźgał dziewczynę i jeszcze parę osób, które w pobliżu tego dżidżi amoroso akurat się znalazły. Romantyczna historia, po prostu.

Policja głęboko się zamyśla, czy terrorysta nafaszerowany materiałami wybuchowymi spowodował wybuch celowo, czy też niechcący. Powiązania zamachowca z islamskim terroryzmem są tylko jednym z wątków śledztwa – zastrzega się skwapliwie rzecznik niemieckiej policji, żeby broń Boże nie narazić się rodzimej lewackiej hołocie, która nie może rozstać się z kretyńskimi fantazjami o integracji z ludobójcami. Co i rusz się okazuje, że fanatyk był leczony psychiatrycznie, więc trudno – zabił, ale był w depresji i takie właśnie są objawy jego choroby, zatem należy mu współczuć, a nie potępiać.

Trudno ten samobójczy popęd Niemców nawet spokojnie komentować. Pozostaję więc jedynie dziękować Bogu, że skłonił Polaków, żeby pogonili poprzedni rząd. Oni dopiero by nam zgotowali prawdziwy armageddon w imię przypodobania się pani Merkel. Platforma bowiem tym samym, wspólnym instynktem głupoty odnajdywała jednakowy język, poglądy i narrację z lewoliberalnymi elitami Zachodu. Gdyby nie opór Polaków w czasie rządów PO-PSL już dawno mielibyśmy w Polsce masę islamskich imigrantów w ilości zadekretowanej przez Niemców. Zmiana rządu nastąpiła w ostatnim momencie przed możliwą katastrofą. Bóg czuwał nad Polską.


CZARNE TO CZARNE, BIAŁE TO BIAŁE - Premier Beata Szydło na łamach tygodnika „wSieci”. Przeczytaj koniecznie!

Kup nasze pismo w kiosku lub skorzystaj z bardzo wygodnej formy e - wydania dostępnej na: http://www.wsieci.pl/e-wydanie.html.