Pucz w Turcji oraz zamachy we Francji upewniają, że są równi i równiejsi, chłopcy do bicia i święte krowy

Fot. PAP/EPA
Fot. PAP/EPA

Wniosek dla Polski: na ingerencje i pouczenia trzeba reagować na zasadzie „psy szczekają, karawana idzie dalej”, bo szanujące się państwa tak właśnie postępują.

Zamachy terrorystyczne oraz próba zamachu stanu w Turcji pokazują, na czym tak naprawdę polega równość w Unii Europejskiej oraz czym są rządy prawa w UE i państwach NATO. Oczywiście terror zawsze uzasadnia nadzwyczajne działania, ale przy okazji ujawnia ogromne pokłady hipokryzji i zakłamania w związku z tzw. europejskimi wartościami czy tymi, które ponoć jednoczą państwa członkowskie Sojuszu Północnoatlantyckiego. Komisja Wenecka zajmowała się na przykład specjalnym ustawodawstwem we Francji pozwalającym wprowadzać i przedłużać stan wyjątkowy. I uznała, że to prawo ma masę wad, tyle że nikt się tym nie przejmuje. I tym bardziej nie będzie się przejmował po zamachu w Nicei. Po prostu francuskie władze kompletnie Komisję Wenecką i jej krytyczne uwagi ignorują, bo uważają, że mają poważniejsze problemy. I nikt nie robi z tego powodu żadnej nagonki na Francję w Komisji Europejskiej czy na forum Parlamentu Europejskiego. I byłoby tak nawet niezależnie od zamachu w Nicei. Po prostu Francja nie pozwala na to, żeby się wtrącano w jej wewnętrzne sprawy w imię czegokolwiek, w tym w imię tzw. europejskich wartości. Co oznacza, że w Unii Europejskiej byli, są i będą równi i równiejsi, a tzw. pokorne ciele w europejskich strukturach nigdy nie ssie dwóch matek, lecz żadnej. I pod tym kątem powinniśmy reagować m.in. na wzmożenie Komisji Europejskiej i Komisji Weneckiej w polskich sprawach. Reagować na zasadzie „psy szczekają, karawana idzie dalej”, bo szanujące się państwa tak właśnie postępują.

Polska jest o tyle w trudniejszej sytuacji, że ma obecnie opozycję, która przyłącza się do każdej zewnętrznej nagonki i używa ingerencji w wewnętrzne polskie sprawy do wzmacniania się wobec rządzącego PiS, choćby skutek był całkowicie odwrotny od zamiarów. To oczywiste kuriozum, że donoszenie na własne państwo i szkodzenie mu na zewnątrz opozycja uznała, obok działań ulicznych, za jedyne skuteczne narzędzie walki politycznej, ale tak właśnie jest, a opozycja nie zamierza tej straceńczej strategii zmienić. To tylko pokazuje, jak ta opozycja odstaje od europejskich norm, bo nie sposób sobie wyobrazić takiej sytuacji w jakimkolwiek innym państwie Unii Europejskiej. A już szczytem szczytów jest fakt, że opozycja spod znaku PO, Nowoczesnej czy KOD jest z tego powodu niezwykle z siebie dumna. To tym bardziej dowodzi, że mamy do czynienia ze zjawiskiem typowym dla dziejów Polski i Europy w XVIII czy XIX wieku, ale w wieku XXI absolutnie niebywałym i aberracyjnym. I robią to ponoć najbardziej europejscy z Europejczyków, choć to przykład wyjątkowego zaścianka, historycznego nieokrzesania i bezdennej politycznej głupoty.

Sprawy bezpieczeństwa na szczęście pozostają w UE w gestii państw narodowych i żadne światłe uwagi użytecznych idiotów, pacyfistów czy pseudoobrońców europejskich wartości nie muszą być brane pod uwagę, a przynajmniej nie w takim stopniu, w jakim postulują to histerycy w Polsce i postępowi eurokraci w UE. Co nie oznacza, że można działać kompletnie wbrew zasadom i wartościom demokratycznym. Nic podobnego. Chodzi tylko o to, żeby narodowe interesy były na pierwszym miejscu. I to jest też klucz do polityki wobec imigrantów czy tzw. uchodźców. Pierwszorzędne są interesy narodowe i nikt nie ma obowiązku płacić za błędy kanclerz Angeli Merkel czy fatalną politykę przez dekady prowadzoną w tej dziedzinie przez Francję, Szwecję czy Belgię. Jest oczywiste, że pani Merkel czy pan Hollande będą chętnie przerzucać koszty własnych błędów na innych, ale nie trzeba tego akceptować. Oczywiście istnieje coś takiego jak europejska solidarność, ale nie może ona polegać wyłącznie na tym, że działa tylko wtedy, gdy trzeba wspomagać możnych w Unii Europejskiej, kiedy ich własne błędy zagrażają dobrobytowi ich obywateli czy na przykład pozycji ich banków i firm. A tak to dotychczas działało zarówno w wypadku kryzysu finansowego, jak i kryzysu imigranckiego. Solidarność powinna bezwzględnie obowiązywać w walce z terroryzmem, tylko będzie ona fikcją, jeśli w poszczególnych krajach nic się nie zmieni w polityce, która wręcz sprzyja hodowaniu terrorystów. A wmawianie wszystkim, że całkiem przypadkowo ci terroryści są islamistami, to zwykła dziecinada i nieodpowiedzialność.

Sytuacja w Turcji, nie tylko w związku z próbą obalenia przez wojsko obecnych władz (choć nie wykluczałbym w tym „puczu” jakiejś operacji z udziałem samego prezydenta Erdogana), dowodzi, że tzw. demokratyczne wartości, to rzecz czysto umowna. Bo te wartości też wskazują na równych i równiejszych. Z powodu tego, że Turcja ma półmilionową, silną armię i państwo to leży w strategicznym miejscu, wiążąc wiele ważnych interesów, w tym kwestie napływu imigrantów do Unii Europejskiej, prezydent Erdogan mógł robić z demokratycznymi wartościami, co chciał, a specjalne relacje tego państwa z USA nie były ani na moment zagrożone. Podobnie jak specjalne traktowanie przez Unię Europejską, a szczególnie przez Niemcy. To przecież niebywałe, żeby kanclerz Merkel przepraszała prezydenta Erdogana z powodu żartów (wszystko jedno czy kiepskich) jakiegoś satyryka. A jeszcze dziwniejsze jest przyznawanie Erdoganowi, głównie pod wpływem Berlina, miliardów euro „na wiarę”, żeby się nie obraził i nie doprowadził do zalania imigrantami państw Unii Europejskiej. Kiedy więc prezydent Obama i liberalno-lewicowe media w USA zajmują się Polską, a kompletnie im nie przeszkadzało to, co się działo w Turcji, to albo mają wyjątkowo przewrotne poczucie humoru, albo zwyczajnie grają z nami w bambuko. Przewiduję wyjątkowe erupcje hipokryzji w USAUE, jeśli Erdogan zacznie się rozprawiać z „puczystami”, przy okazji załatwiając wszystkie brudne sprawy, jakich bez „puczu” nie udałoby mu się załatwić.

Mówmy o demokratycznych, europejskich wartościach, domagajmy się ich przestrzegania, mówmy o solidarności i współpracy i starajmy się działać w tym duchu, jednak nie na takiej zasadzie, że są równi i równiejsi, są chłopcy do bicia i są święte krowy. A że są i mają się dobrze, szczególnie wyraźnie pokazały ostatnie dramatyczne wydarzenia we Francji i w Turcji. I one dowodzą, że ani nie powinniśmy dać się ogłupiać, ani dawać sobą pomiatać.

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...