Miller wspomina aferę Rywina i przyznaje: Powinienem pójść na wojnę z Agorą i powiedzieć: „Wiecie państwo, co to są za siły, jaki to jest kapitał”

Fot. wPolityce.pl
Fot. wPolityce.pl

Leszek Miller rozlicza się z przeszłością na łamach „Plusa Minusa”. W rozmowie z Elizą Olczyk wertuje karty historii, wspomina błędy przeszłości i wskazuje winnych. Nie brakuje ostrych słów pod adresem „Gazety Wyborczej” oraz partyjnych kolegów, którzy przyczynili się do historycznych rozłamów w Sojuszu.

Gdy jest dobrze, to jest dobrze. Ale, gdy notowania spadają, to wszystko zaczyna pękać. Przyjaźnie się kruszą. Ludzie stają się wrogami, Marek Borowski doprowadził do rozłamu w SLD, gdy byłem na szczycie Unii Europejskiej

– mówi w wywiadzie dla „Plusa Minusa” Leszek Miller, wspominając moment, w którym zrezygnował z funkcji premiera. Jak twierdzi, afera Rywina została celowo zmontowana przez „Gazetę Wyborczą”, a opozycja wykorzystała ten fakt. O rozłamie dowiedział się w czasie, gdy przebywał na szczycie UE.

Dostałem wiadomość, że 40 osób wychodzi z Sojuszu. Wszyscy moi partnerzy też ją dostali i zaczęli pytać: co się dzieje? Partia ci się rozlatuje. To było nieprzyjemne. Wtedy postanowiłem, że skoro straciliśmy większość, to nie widzę sensu trwania na stanowisku premiera. Chciałem tylko oficjalnie wprowadzić Polskę do UE 1 maja 2004 roku i być pierwszym premierem Rzeczpospolitej w członkowskim kraju Unii Europejskiej. Uzgodniłem to z Kwaśniewskim i 2 maja odszedłem z funkcji szefa rządu

– wspomina Miller. Przyznaje, że głównym powodem upadku jego rządu była afera Rywina.

Opozycja była przekonana, że po udanych negocjacjach w Kopenhadze na temat warunków naszego członkostwa w UE będziemy rządzić dwie kadencje. Nie wiedzieli, jak nas ugryźć. Wtedy spadł im z nieba artykuł w „Gazecie Wyborczej” o korupcyjnej propozycji Lwa Rywina. Uwierzyli, że skryminalizowane SLD jest ich szansą. Dziś wiem, że po ukazaniu się tego materiału powinienem był zwołać konferencję i powiedzieć, że Polska odniosła wielki sukces w Kopenhadze, ale są siły, którym się to nie podoba i one zmontowały te aferę

– mówi z żalem Miller. Przyznaje przy tym, że powinien wówczas wypowiedzieć wojnę Agorze.

Powinienem był to zrobić. I jeszcze puścić oko do dziennikarzy, mówiąc: - wiecie państwo, co to są za siły, jaki to jest kapitał

– ubolewa Miller.

Mogłem też pójść wariantem przećwiczonym później przez Donalda Tuska, czyli powołać komisję śledczą, obsadzić ją najwierniejszymi żołnierzami, zapewnić sobie większość i po dwóch tygodniach zamknąć sprawę. Ale to wiem dzisiaj

– przyznaje były premier.

Porażką było to, że nie potrafiłem zgnieść afery Rywina w zarodku. Okazałem się naiwny, pozbawiony wyobraźni i tupetu. Wtedy wierzyłem, że prawda obroni się sama

– utyskuje Leszek Miller.

Cały wywiad w jutrzejszym wydaniu „Plusa Minusa”.

mall

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Autor

Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych