Przechodzimy teraz przez cykl ważnych rocznic historycznych: Kielce, Jedwabne, Wołyń. Pamięć niezabliźnionych ran. Pamięć wołająca o szacunek dla ofiar. Ale także pamięć budząca spory. Spieramy się coraz mocniej, rozszarpujemy resztki przestrzeni wspólnej, obywatelskiej.

Jutro kolejna rocznica: równo 350 lat od wielkiej bitwy z udziałem hetmana Jana Sobieskiego. Niestety, to nie chlubne zwycięstwo. Hetman został pobity na głowę w tej bitwie, która rozegrała się 13 lipca 1666 roku nad Notecią, tuż obok Inowrocławia, między wsiami o niepokojąco brzmiących nazwach: Mątwy i Tupadły.

To był smutny epilog czasów, które część z nas utrwaliła pamięci kulturowej poprzez karty stronic Sienkiewiczowskiego Potopu. Król Jan Kazimierz i jego ambitna małżonka, Ludwika Maria Gonzaga, realizując plan zaakceptowany w Wersalu przez króla Francji, Ludwika XIV, pragnęli zmienić ustrój Rzeczpospolitej. Chcieli ograniczyć wolną elekcję. Zamierzali osadzić za życia Jana Kazimierza jego następcę na tronie – Henryka Juliusza de Burbon, księcia d’Enghien. Najbardziej, obok Stefana Czarnieckiego, zasłużony w walce ze szwedzko-moskiewskim „potopem” książę Jerzy Lubomirski, przeciwstawiając się tym planom, został z inicjatywy pary królewskiej skazany na karę śmierci, pozbawienie dóbr i tytułów.

Większość szlachty stanęła przy Lubomirskim, przy „złotej wolności”, przeciw „francuskim” reformom. Sobieski otrzymał część zabranych Lubomirskiego tytułów i stanął na czele wojsk królewskich. W 1665 roku rozpoczęła się w ten sposób największa w polskiej historii wojna domowa (walka Bieruta i sprowadzonych przez niego pułków NKWD z polskim podziemiem niepodległościowym na pewno na miano wojny domowej nie zasługuje). Tamta wojna rozstrzygnęła się pod Mątwami. Wojska Lubomirskiego rozniosły źle dowodzone oddziały królewskie. Rokoszanie wyrżnęli w niewiele ponad dwie godziny ponad 3 tysiące żołnierzy Jana Kazimierza, prawie całą dragonię (takie regimenty, w jakich służył imć pan Michał Jerzy Wołodyjowski). Sobieski, w panicznej ucieczce, „zgubił szablę u boku, misiurkę z głowy, łuk z sajdaka, karwasz z rąk, wojłok spod kulbaki, podpierścień z konia”. Ale przeżył, na szczęście.

Kto miał rację w tamtej wojnie domowej? Król i jego pomysł, zatwierdzonej w Paryżu, reformy? Czy raczej obrońcy „polskiej anarchii”? Historycy nie przestają się spierać. Znakomity autor biografii Jana Sobieskiego, prof. Zbigniew Wójcik (nota bene, syn ulubionego wachmistrza marszałka Piłsudskiego), nie miał żadnych wątpliwości: potępił „butnego magnata i warchoła” – czyli Lubomirskiego i wspierającą go szlachtę. Inny świetny historyk, Andrzej Sulima Kamiński, profesor Georgetown University, także nie ma wątpliwości: to Lubomirski bronił ducha polskiej, republikańskiej wolności, zaś niegodny król chciał tę wolność podeptać i Polakom ją zabrać. Bezpośrednio po bitwie pod Mątwami przeważyło jednak poczucie klęski ogólnej. Militarny triumfator w tym starciu, Lubomirski, zdecydował się ukorzyć przed królem. Przywrócono mu cześć, nie przywrócono urzędów. Umarł wkrótce na wygnaniu we Wrocławiu. Król zrezygnował z reformy. Wojsku zabrakło sił, by walczyć dalej z Rosją o odbicie zabranych przez nią terenów na wschodzie. Rok po bitwie pod Mątwami zawarto z Moskwą rozejm w Andruszowie – Rzeczpospolita utraciła całą wschodnią Ukrainę. Rosja była największym zwycięzcą polskiej wojny domowej.

Czy płynie stąd dla nas jakaś nauka? Czy ktoś z KOD zechce pójść śladem rokoszan 1665-1666 roku i uznać, że wszystko jest dozwolone w walce z „niegodnym królem”? Czy ktoś z obozu dziś demokratycznie wysuniętego do władzy nad Rzeczpospolitą, uzna się za spadkobiercę tych samych rokoszan, którzy przecież zatrzymali cudzoziemskie, ograniczające polskiego ducha reformy? Każda kombinacja pamięci jest tu możliwa. Choć pewnie żadna nie będzie w szerszym użyciu, bo kto by dziś pamiętał o Mątwach, skoro politykom współczesności zdarza się mylić się Powstanie Warszawskie ze stanem wojennym…

Obchodzimy w tym roku wielką rocznicę 1050-lecia Chrztu Polski. Mątwy wypadły dokładnie w 2/3 tego dystansu dziejowego, który dzieli nas od początku polskiej historii. 350 lat temu – wtedy zaczął się schyłek wielkiej Rzeczpospolitej, potem jej upadek, potem ponad dwa wieki o jej odrodzenie. O Mątwach możemy nie pamiętać. Ale nie możemy, tu i teraz, nie zastanowić się nad konsekwencjami wojny domowej.