wPolityce.pl: Szczyt NATO już za nami. Spróbujmy ocenić jego otoczenie informacyjne, walkę na tym polu. Zdarzyło się tu coś ciekawego?

JAROSŁAW GUZY, ekspert i komentator w sprawach międzynarodowych, były lider Niezależnego Zrzeszenia Studentów, internowany w stanie wojennym, szef Klubu Atlantyckiego w latach 90: Widzieliśmy kolejną odsłonę hybrydowej wojny informacyjnej, którą rosyjska agentura wpływu toczy zarówno u nas, jak i w Europie Zachodniej.

Na czym ona polega?

Oczywiście nie na tym żeby Polacy pokochali Rosję, żeby rzucili się w jej ramiona. Celem jest to by opinia publiczna nabrała maksymalnej nieufności do wszystkiego, co Rosji przeszkadza, co postrzega ona jako zaporę w realizacji jej celów. A zatem wszelka obecność amerykańska, każda aktywność i wzmocnienie NATO w naszym regionie. Służą temu rosyjskie portale, wrzutki dezinformacyjne, tysiące trolli internetowych, powielających antynatowskie treści, które uruchomiono na masową skalę w czasie szczytu NATO. Widać było to na wszystkich portalach gdzie dyskusja jest w miarę swobodna.

Jaki jest tego cel?

Chodzi o stworzenie wrażenia, że część społeczeństwa o takich poglądach jest w dużo potężniejszym odłamem społeczeństwa niż jest to w istocie, a przez to wywarcie presji na polityków i zmianę polityki państwa.

Jak by pan ogólnie określił cele rosyjskiej propagandy?

Odpowiem tak - jeśli zajrzyjmy strony internetowe, które ja identyfikuję jako służące rosyjskiej propagandzie, to znajdziemy tam mieszankę, którą nazywam „koktajlem Putina”. Po pierwsze skrajną antyukraińskość, szaleńczą wręcz nienawiść do tego narodu. Czysty hejt powielający każdy bzdurny zarzut, odmawiający wręcz Ukraińcom ludzkich cech, w ogóle nie dostrzegający ich punktu widzenia. Po drugie równie totalna i zakłamana antyamerykańskość. A po trzecie i na kontrze wobec poprzednich, wyjątkową tolerancję wobec Rosji. Ona w tej opowieści zawsze ma powody by czuć się skrzywdzona, zawsze ma rację, zawsze stara się czynić dobro w czym zły Zachód przeszkadza.

Umiemy na tę agresję informacyjną odpowiedzieć?

Na razie nie. Ale ważne, by w ogóle przeciwdziałać. Poprzedni rząd nic w ogóle w tej sprawie nie robił, obecny przynajmniej próbuje. Działania podjęte wobec skrajnie prorosyjskiej partii Zmiana są tu dobrym przykładem. Ale najważniejsze wyzwanie związane jest z tymi środowiskami politycznymi, które PiS przez swoją ekspansję przycisnął do ściany. One chętnie wchodzą w rolę podsycających ogień. Sprawa zbrodni wołyńskiej jest dobrym przykładem. Nie mają nic sensownego do powiedzenia, tylko na tej wciąż otwartej bolesnej ranie pasożytują, próbują wykorzystać dla swoich prywatnych celów.

Może to dla nich tak ważna sprawa?

Niewiele ma to nic wspólnego z pamięcią o ofiarach, nie o nie tu chodzi. Zwrócę bowiem uwagę, że te same środowiska, a myślę o części środowisk narodowych, bardzo mało mówią o zbrodniach rosyjskich czy komunistycznych na Polakach. Nie domagają się prawdy o Katyniu, nie mówią o operacji polskiej NKWD z lat 30. Jakby tego nie było. Tylko w sprawie Wołynia rozpalają tak duży ogień. To ewidentnie służy polityce rosyjskiej, która robi wszystko by światu, w tym i Polakom, Ukrainę zohydzić.

Dlaczego wszystkie działania tych środowisk tak mocno nagłaśniają media liberalno-lewicowe?

To prawda, to się rzuca w oczy. Najmniejsza i najbardziej marginalna grupa faszyzująca może liczyć na ogromną promocję na łamach największych gazet lewicowo-liberalnych. Robią o świadomie. Ich marzeniem jest wykreowanie takiego przeciwnika, marzą by wreszcie się ten faszyzm pojawił, bo to uzasadni ich rację bytu. Obie te strony się więc nakręcają, obie podsycają emocje. Liczę, że przegrają, a ostatni gest prezydenta Poroszenki w Warszawie, złożenie kwiatów pod pomnikiem rzezi wołyńskiej, daje nadzieje na pozytywny zwrot.

rozm. gim