Przyspieszenie, mości panowie! Idzie nowe, stare jedzie! Sześć państw – które w 1951 roku powołały Europejską Wspólnotę Węgla i Stal – postawiło pozostałym członkom Unii ultimatum: W reakcji na Brexit stworzymy Europejskie Superpaństwo, podporządkowane Niemcom i Francji! Nieodparcie nasuwa się tu kilka pytań: Czy nie o taki właśnie scenariusz chodziło od początku euro dyktatorom? Czy nie szukali tylko pretekstu, by siłą narzucić narodom swoje zunifikowane porządki? I najważniejsze – czy jest sens dawać zegarek do naprawy tym samym zegarmistrzom, którzy nie-dawno go zepsuli?

Dalszy rozwój wypadków może jednak potwierdzić hipotezę, że są to pytania czysto retorycz-ne. Jeśli euro dyktatorzy zdołają przepchnąć swoje pomysły – miękkim szantażem, zastraszaniem lub przekupstwem – wtedy mogą spełnić się kolejne, czarne sny tropicieli spiskowej wersji dziejów: Że mianowicie wizja Nowego Wspaniałego Świata nie była wymysłem oszołomów i obsesjonatów, lecz zaplanowaną (i realizowaną od lat) koncepcją zawładnięcia światem. A przy okazji – drogą do po-zbycia się chrześcijaństwa przy pomocy islamu i ograniczenia wolności… Gdyby jeszcze na koniec okazało się, że w kreowaniu wszystkich tych sekretnych koncepcji uczestniczyła Rosja – która prze-cież co najmniej od 1920 roku stara się pomóc w realizacji idei wspólnej Europy – bylibyśmy w domu (wewnętrzny: 666).

Zauważmy: od referendum w Wielkiej Brytanii minęło zaledwie kilka dni. Na razie nic nie wiadomo, jakie będą dalsze losy Brexitu. Jest chaos. Brytyjczycy już na drugi dzień zaczęli przebą-kiwać, że coś im się pomyliło, że ulegli jakimś chimerom, a – tak naprawdę – całe to referendum było tylko na próbę (podobnie jak dzisiejsze małżeństwa). Głosowanie przeprowadzono ot, tak – aby lepiej uświadomić ludziom bezsens Brexitu… Tak było jeszcze w niedzielę. I wydawało się, że tak zostanie. Przecież koncepcja „głosowania do skutku” była już przećwiczona w Irlandii, w związku z „traktatem lizbońskim”. Powtarzanie referendów tak długo, aż ich wyniki spełnią oczekiwania euro dyktatorów, wydawało się najbardziej prawdopodobne także w wypadku Brexitu: Rozmiękczamy Anglików, rozmydlamy ich postulaty, straszymy dekoniunkturą, a potem powtarzamy referendum do skutku i… wszystko zostaje po staremu. Dodatkowo premier autonomicznego rządu Szkocji, młoda pani Nicola Sturgeon (której kraj chce w Unii pozostać) podjęła się mediacji i (ewentualnie) przywrócenia Anglii na europejskie łono.

Warto w tym miejscu dodać, że i w Polsce zaproponowano niedawno powtórzenie „niesłusz-nych” wyborów parlamentarnych z 2015 roku (a przynajmniej podjęto próbę wysondowania opinii publicznej w tej sprawie). Propozycję taką wyraził nie kto inny, tylko szef „Nowoczesnej”, który poważnie wystraszył się, że – zacytujmy – „za 3,5 roku Polski nie poznamy. Będzie to kraj w kryzysie gospodarczym, będzie to kraj, gdzie mamy chaos prawny, bo konstytucja nie będzie obowiązywała. (…) Polska będzie bez sojuszników (…), Polacy będą skłóceni. (…) Konieczna jest mobilizacja ponad podziałami, która zatrzyma podłą zmianę” – spointował Ryszard Petru z charakterystycznym dla siebie wdziękiem. Trudno nie zauważyć: mamy tu wyraźnie sformułowaną sugestię, że to właśnie „mobilizacja ponad podziałami” (czytaj: odsunięcie PiS-u) będzie „lekiem na całe zło”.

W dzisiejszym świecie widzimy więc jak na dłoni, że co innego mówi się oficjalnie na europej-skich salonach, a potem działa się – bez zahamowań – w zupełnie innym duchu. Euro dyktatorzy – niejako z dnia na dzień – stracili ochotę, by „nawracać” Wielką Brytanię i zatrzymywać ją w Unii. Chcą – trudno oprzeć się takiemu wrażeniu – zemścić się za „euro zniewagę”, wypychając Anglię jak najszybciej z Unii. Teraz na tapecie jest już Superpaństwo, najlepiej jakby powstało jutro, najpóźniej pojutrze. Anglicy będą w tym tylko przeszkadzać.

Otwartym pozostaje jednak kwestia: Władcy Europy, rozpętując nowe „siły chaosu”, mogą w pewnym momencie stracić nad nimi kontrolę, a one szybko spowodują jeszcze większy chaos. Po-śpiech, desperacja i działanie par force to źli doradcy. Czy Rosjanie będą czekali z założonymi rę-koma na rozstrzygnięcie, którym patronują ich europejscy przyjaciele: Niemcy i Francuzi? Co będzie chciała ugrać dla siebie Turcja? Jaką rolę „władcy marionetek” przewidzieli dla rzesz islamskich imigrantów? Czy ktoś nad tym chaosem zapanuje, kto? Kto zdradzi w najmniej oczekiwanym mo-mencie? Jak to napisał Szekspir: „Już nie ma czasu, żeby uratować skórę, ale zawsze jest go dosyć, by zostać szmatą…”

Jednocześnie można odnieść wrażenia, że politycy Superpaństwa (już dawno) „padli ofiarą” starego polskiego przysłowia: „Jak Pan Bóg chce kogoś ukarać, to mu rozum odbiera…” W dużo głębszy sposób ujmowali to starożytni Grecy: Sofokles, Ajschylos, Eurypides, choć w gruncie rzeczy i Grekom, i Polakom chodziło o to samo. Obserwując koleje życia władców swojego świata, greccy autorzy stworzyli niesamowicie głęboką diagnozę pewnego stanu ducha, który nazwali: hybris (gr. ὕβρις). Słowo to oznacza dyktat dumy, pychy (zwłaszcza rodowej) lub majestatu władzy. Właśnie te cechy przekreślają możliwość prawidłowego rozeznania sytuacji, w której znaleźli się władcy. Boha-terowie greckich tragedii, przekraczając miarę swojego przeznaczenia, popadają w nieprzezwyciężalne konflikty, miotani przez bezduszne fatum. Ich pycha stanowi naruszenie miary, którą bogowie wyznaczyli człowiekowi (chodzi tu zarówno o miarę sukcesu, jak i miarę występku). Przekroczenie tych granic obraża bogów i ściąga na władcę ich karę, prowadząc go do katastrofy.

Przeciwieństwem hybris jest w greckich tragediach pojęcie dike (gr. δίκη), oznaczające prawo, sprawiedliwość, karę, a szczególnie – zachowanie równowagi i porządku w świecie… Na te wartości, na owo dike, będzie musiała Europa jeszcze trochę poczekać. Zostańcie z Bogiem!


JEDNAK WYCHODZĄ! PYCHA EUROKRATÓW UKARANA! CO DALEJEUROPĄ?

Nowy numer „wSieci” już w kioskach! E - wydanie naszego pisma dostępne na : http://www.wsieci.pl/e-wydanie.html.