Prof. Hartman przechodzi sam siebie: Macierewicz, geje i zamach w Orlando. Wszystko się łączy w profesorskim umyśle

fot/PAP/EPA/wikipedia/CC BY-SA 3.0
fot/PAP/EPA/wikipedia/CC BY-SA 3.0

Prof. Jan Hartman przyzwyczaił już do swoich ekstremalnych opinii. Na temat Kościoła, polityki i wszelkich zjawisk społecznych. Ale tym razem, nawet jak na siebie poszedł „po bandzie”.

W felietonie poświęconym masakrze w Orlando zdołał połączyć islamski terroryzm z rządami PiSu. I oskarżyć zawczasu Antoniego Macierewicza o spodziewane zbrodnie. To się nazywa „giętki umysł”. (Bo „pięknym”, przez szacunek dla prof. Nasha - nazwać go jednak nie można…)

I co, zdrowa polska prawico? Nadal będziesz szydzić ze słowa „homofobia” i traktować wrogość i pogardę w stosunku do osób homoseksualnych jako naturalny, zdrowy odruch normalnych ludzi?

— rozpoczyna swoje rozważania na blogu Jan Hartman. Dlaczego akurat przestrzegająca przed islamskim ekstremizmem prawica ma się tłumaczyć?

Ano dlatego, że jak skonstatował, „w tej zbrodni spotkały się dwie prawice i dwa konserwatyzmy.”

Pierwszy z nich to prymitywne, archaiczne wierzenia w rzekome zło, jakim jest homoseksualizm

— pisze filozof.

Ta zjadliwa ciemnota poczęła się na Bliskim Wschodzie przed kilkoma tysiącami lat i przenosi się wehikułem zrodzonych tam wyznań aż do naszych czasów. Surowi pasterze i koczownicy Lewantu, pędzący swe nędzne stada od oazy do oazy, szczędzący w swym twardym życiu każdą kroplę wody i każdą kroplę spermy, wymyślili zakaz stosunków homoseksualnych

— wyjaśnia maluczkim z wyżyn swej profesorskiej katedry.

I dalej tłumaczy:

Nie wiedzieli, że kiedyś judaizm, chrześcijaństwo i islam rozniosą go po świecie jak zarazę.

Wg Hartmana biedni młodzi ludzie w Orlando stali się „późnymi ofiarami dzikich górali sprzed tysięcy lat.”

Drugi, zabójczy - w domyśle - konserwatyzm, który dostrzega autor - to ten kowbojski, amerykański, który głosi, że każdy prawdziwy mężczyzna musi mieć strzelbę i bronić się sam.

Ta strzelba, niczym stalowy kutas, ejakulujący nabojami, wyrażać ma jego męską moc, autonomię i panowanie nad wszystkim, co znajdzie się w zasięgu jego strzału. Taki teksański obciach

— orzeka, pseudofreudowskim językiem, idol postępowej lewicy.

Ale to dopiero początek. Dopiero przeniesienie dociekań na grunt polski pozwala ujawnić całą „głębię profesorskiej analizy”

W Polce trendy są wręcz odwrotne. Macierewicz tworzy bojówki, którym zamierza rozdać karabiny. Paramilitarne (a wkrótce jak najbardziej militarne) organizacje, tak miłe pisowskim sercom (bo i przed ruskim obronią, a jak trzeba, to i przed lewakami), nie słyną specjalnie z wrażliwości na homofobię. Wręcz przeciwnie. Kojarzą się raczej z pięknym i prawem chronionym w Polsce (wprawdzie krótko, ale jednak) „zakazem pedałowania”.

— drwi Hartman, pomijając drobny szczegół, że akcję „zakazu pedałowania” rozkręcał kiedyś z zapałem inny lewicowy guru - Janusz Palikot. Oczywiście w czasach, kiedy jeszcze próbował udawać konserwatystę…

Jaką mamy gwarancję, że wyposażony przez Macierewicza w karabin i wychowany na homofobicznych kazaniach kościelnych dwudziestolatek nie wpadnie do klubu gejowskiego w Warszawie i nie zacznie strzelać? Nie mamy żadnej gwarancji

— grzmi Hartman. No cóż, szkoda, że o takie „gwarancje” profesor nie upomniał się zanim pewien owładnięty sączoną z mediów nienawiścią, nożownik - wpadł do biura poselskiego w Łodzi…

Dziś jednak Hartman, niczym Kassandra, wieszczy ponuro:

Po tragedii w Orlando inaczej będziemy już patrzeć na prostaków z poselskimi legitymacjami, którzy pozwalają sobie szydzić z parad równości i opowiadać głupstwa, że geje i lesbijki nie są dyskryminowane, tylko niech siedzą w domu, a nie pokazują się na ulicy ze swoimi… odstępstwami od normy.

I wzywa, by ruch LGBT w Polsce ” w obliczu Podłej Zmiany” podwoił swoje wysiłki i zmienił retorykę.

Dziś stawia na radosne manifestowanie swojej tożsamości, na radość, muzykę i zabawę. Może ta formuła już się wyczerpała? Może czas na to poważniejszy. Pozwalam sobie poddać tę myśl pod rozwagę działaczy

— kończy profesor.

Doprawdy papier jest cierpliwy. Internet jeszcze bardziej. Ale gdzieś powinny istnieć granice bzdur wypowiadanych przez tzw. autorytety. Wygląda jednak, że nie istnieją. Co więcej, okazuje się, że Antoni Macierewicz jest dyżurnym „straszakiem” odpowiedzialnym za „koklusz i gradobicie”. Bez niego po prosu nie da się skomentować „politpoprawnie” żadnego wydarzenia. Nawet za Oceanem.

Zdumiewające jak polityczny amok - potrafi sprowadzić na pogranicze schizofrenii - nawet zdawałoby się inteligentny umysł. To prawie tak samo straszne jak masakra w Orlando…


Polecamy „wSklepiku.pl” książkę: „O głupocie” - ks.Andrzej Zwoliński.

Książka jest poświęcona fenomenowi głupoty w różnych aspektach: filozoficznym, naukowym, biblijnym, religijnym, duchowym. Autor omawia również pojęcia ściśle powiązane z głupotą: pychę, manipulację, kłamstwo, przesądy i zabobony, magię, demagogie.

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...