"wSieci": Maja Narbutt odsłania patologie na najstarszej polskiej uczelni artystycznej. "Warszawska fabryka doktoratów"

wSieci
wSieci

W najnowszym numerze tygodnika „wSieci” Maja Narbutt opisuje skandaliczne praktyki dotyczące przyznawania tytułów naukowych na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Publicystka tygodnika przybliża bulwersujące powiazania ASP z politykami Platformy Obywatelskiej i  przypomina, że pomimo anulowania części doktoratów przez Centralną Komisję ds. Stopni, niektórzy wciąż tytułują się „doktorami”.

Od kilku dni wiadomo już jednak, że nie da się afery dłużej ignorować. Prokuratura wszczęła śledztwo, a władze uczelni nieoficjalnie ujawniają, że można się spodziewać drastycznych kroków. Jak dowiaduje się „wSieci”, w grę wchodzi nawet odebranie wielu dyplomów magisterskich

— pisze Maja Narbutt. Władze warszawskiej uczelni informują, że o całym procederze nie wiedziały i dziś ponoszą niezasłużoną karę.

Płacę za coś, w czym nie brałem udziału. Na Wydziale Sztuki Mediów rzeczywiście działy się dziwne rzeczy, jechano po bandzie. Ale nie miałem o tym pojęcia, jestem tak samo zaskoczony jak wszyscy

— zapewnia rektor Akademii Sztuk Pięknych prof. Adam Myjak.

To niecodzienne tłumaczenie może zaskakiwać, zwłaszcza w kontekście skali zjawiska:

Na Wydziale Sztuki Mediów można było skończyć studia bardzo szybko. Znacznie szybciej, niż zezwalają przepisy. Przestrzeganie przepisów i wymogów formalnych zdecydowanie nie było mocną stroną tego wydziału. Chyba dlatego przyciągał jak magnes artystyczne VIP-y, które wiedziały, że właśnie tutaj bez kłopotu zdobędą stopnie naukowe

— przypomina autorka artykułu.

Jednocześnie uczelnia nie reagowała na żadne formy nacisku, tłumacząc się autonomią uniwersytetu:

Władze wydziału zachowywały się tak, jakby nie było żadnego problemu, i pozostawały głuche na wszystkie uwagi. Nie spotkały ich żadne konsekwencje - jednym z wykładowców był urzędnik, który w Ministerstwie Kultury nadzorował wyższe uczelnie artystyczne. Można było odnieść wrażenie, że nad uczelnią rozciągał się polityczny parasol ochronny. Związki z ówczesną ekipą rządzącą były zaskakująco bliskie

— tłumaczy Maja Narbutt.

Janusz Fogler, były dziekan Wydziału Sztuki Mediów i Scenografii na ASP, nie chciał rozmawiać z autorką artykułu. Napisał tylko:

Zgodnie z decyzją władz uczelni do momentu ukończenia kontroli jakości kształcenia przez Polską Komisję Akredytacyjną nie możemy komentować tej sprawy.

Nic dziwnego, kariera akademicka Foglera jest najlepszym przykładem patologicznej sytuacji na warszawskiej uczelni:

Przez wiele lat (…) był niezatapialny. Jego kariera akademicka była niemal równie nieoczekiwana i błyskawiczna, jak niektórych doktorantów na jego wydziale. Skończył geografię na UW jeszcze w latach 70. W 2006 r. zrobił doktorat na ASP, trzy lata później już habilitację, a wkrótce potem został profesorem belwederskim na mocy decyzji prezydenta Komorowskiego. (…) A poza tym (…) jest prezesem potężnego Stowarzyszenia Autorów ZAIKS. I właśnie ten fakt może wyjaśniać, dlaczego mógł mieć nieodpartą siłę perswazji

— pisze publicystka „wSieci”.

Czy nowa władza ukróci te hańbiące dla Akademii praktyki? Być może, ale na razie niewiele się zmienia, bo przecież: - W walce o przetrwanie wszystkie chwyty są dozwolone. Na ASP otwarcie się mówi, że Janusz Fogler schował do szuflady wszelkie zdjęcia z Bronisławem Komorowskim i wyciąga te, do których zdążył się już ustawić z nową ekipą. Może to jednak nie wystarczyć

— zauważa Maja Narbutt.

Więcej szczegółów tej bulwersującej sprawy najnowszym numerze tygodnika „wSieci”, w artykule „Afera w fabryce doktoratów”. Maja Narbutt pisze o patologicznych związkach władz uczelni z ZAIK-sem i pokazuje polityczne powiązania sprawców bałaganu.

lw

Autor

Wiadomości Google

Kliknij Obserwuj i bądź na bieżąco!

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...