Co mają do ukrycia wysocy rangą urzędnicy podlegli prezydent Warszawy Hannie Gronkiewicz-Waltz? Okazuje się, że wielu dyrektorów i naczelników stołecznego ratusza nie składa oświadczeń majątkowych.

Jak relacjonuje „Rzeczpospolita”, sprawa wyszła na jaw podczas kontroli głośnych decyzji reprywatyzacyjnych w stołecznym ratuszu.

To efekt medialnych doniesień na temat m.in. zwrotu wartej 160 mln zł działki przy Pałacu Kultury, pod którą podpisał się ówczesny wicedyrektor Biura Gospodarki Nieruchomościami (BGN), znajomy adwokata, który pilotował sprawę zwrotu tego gruntu. Urzędnik nie składał oświadczeń majątkowych, więc jego interesy z mecenasem dopiero po czasie ujrzały światło dzienne

— opisuje gazeta.

Według ustaleń „Rzeczpospolitej”, patologie są możliwe, bo część dyrektorów biur i naczelników jest poza kontrolą. Mimo że zajmują kierownicze stanowiska, nie muszą się tłumaczyć z posiadanego majątku, choć obowiązek składania oświadczeń majątkowych zakłada ustawa o samorządzie gminnym. Dzieje się tak – jak wyjaśnia gazeta - wskutek nagminnej praktyki, że z majątków tłumaczą się tylko ci urzędnicy, którzy mają upoważnienie do wydawania decyzji.

Czytaj dalej na następnej stronie ===>

A w stołecznym ratuszu, jak przyznaje rzecznik urzędu Agnieszka Kłąb, nie wszyscy wysocy rangą urzędnicy są formalnie upoważnieni przez Gronkiewicz-Waltz do wydawania decyzji administracyjnych. W rezultacie nie są oni zobowiązani do składania oświadczeń majątkowych.

Przykład pierwszy z brzegu. Oświadczenia majątkowego nie składa m.in. Marcin Bajko, dyrektor Biura Gospodarowania Nieruchomościami. Problem w tym, że Bajko prowadzi od 2000 r. działalność gospodarczą z zakresu konsultingu. Nie wiadomo, kto jest jego klientem i ile na tej działalności zarabia

— podkreśla „Rz”.

Sytuację za skandaliczną uważają eksperci zajmujący się walką z korupcją.

To jeden wielki skandal. Konflikt interesów jest przykrywany tym, że człowiek rzekomo nie ma wpływu na decyzje, bo nie ma upoważnienia od prezydenta czy burmistrza miasta. To co taki dyrektor robi w urzędzie?

— jednoznacznie ocenia w „Rzeczpospolitej” prof. Antoni Kamiński z PAN, były szef polskiego oddziału Transparency International.

Mianuje się dyrektorem wydziału kogoś, kto jednocześnie nie ma prawa wydawania decyzji. To wygląda tak, jakby chciano ominąć obowiązki związane z przejrzystością, a to bardzo niedobrze

— alarmuje również Grażyna Kopińska z Fundacji Batorego.

Sprawą zajmuje się CBA. Z danych, o które Biuro zwróciło się do stołecznego ratusza wynika, że spośród 120 dyrektorów i wicedyrektorów 55 nie składa oświadczeń majątkowych.

Może CBA wyjaśni, czy urzędnicy Hanny Gronkiewicz-Waltz mają coś do ukrycia.

CZYTAJ WIĘCEJ: Gronkiewicz-Waltz oburzona kontrolą CBA: „To kolejna bitwa o Warszawę! Widzę tu rączkę Mariusza Kamińskiego!”

JUB/”Rz”