Fragmenty z podsłuchu opozycyjnego zebrania nielegalnie dokonanego przez pisowskie NKWD.

Szumy, gwar, coraz weselsze okrzyki. – Mamy ich, mamy!

Dajcie mu mówić!

—słychać autorytatywny głos lidera PO.

Koledzy, wracam z Trybunału

Zdyszany, ale radosny głos

Sędziowie znaleźli wreszcie sposób na delegalizację PiS

Huragan entuzjazmu, który po chwili dopiero udaje się przekrzyczeć mówcy:

A w każdym razie na wsadzenie Kaczyńskiego.

Ponownie wybuch euforii.

Otóż… czy na Sali jest Stefan Niesiołowski?

Skądże, przecież nie wpuścilibyśmy go!

Ostatnio znowu ma gorzej!

Kto pozwolił mu się wypowiadać!

A mówiłem, że ci w TVN to ukryte pisiory!

Znowu nam spadnie!

No właśnie

—podejmuje mówca

Choroby Stefana nie można już dłużej ukrywać…

A kiedy było można?

Okrzyki z sali.

Ale sędziowie wskazali na pozytywny aspekt sprawy

Robi się cisza.

Otóż za doprowadzenie człowieka do choroby psychicznej grozi w kodeksie karnym bardzo surowa odpowiedzialność

Cisza.

A kto doprowadził biednego Stefana do obłędu? Na punkcie kogo ma on obsesję?

Ryk sali:

Kaczor!!!

I za to pociągnąć go będzie można do odpowiedzialności!

Chóralny aplauz, który przerywają pokrzykiwania lidera PO, usiłującego zabrać głos.

Koledzy! W sprawie tkwi szkopuł. Kiedy Niesiołowski zwariował?

Osiem lat temu.

Nie, dziesięć!

Nie, pamiętam dokładnie, to było już prawie jedenaście…

Koledzy, spokojnie, nie chodzi o szczegóły, ale o fakt, że wystawiliśmy go do Sejmu wiedząc o jego… no, chorobie. Ba, wykorzystywaliśmy go i my i… jak to nazwać… o przypomniałem sobie: zaprzyjaźnieni dziennikarze. Jeśli o doprowadzenie do obłędu oskarżmy Kaczora, to on nas i naszych przyjaciół oskarżyć mógł będzie o wykorzystywanie niepoczytalności Stefka, a to chyba podobny paragraf

Niepewny poszum.

Cóż, biegnę z powrotem do Trybunału.

Mówca wzdycha.

Prezes na pewno coś wymyśli.